• Karol Barzowski
    Karol Barzowski

Na nasze ekrany wchodzi sequel "Alicji w krainie czarów", wielkiego hitu z 2010 roku. Na premierę w najbliższych miesiącach czekają zaś m.in. kontynuacje "Gdzie jest Nemo", "Wojowniczych żółwi ninja", "Iluzji", "Epoki lodowcowej" czy "Star Treka". Dzisiejszy przemysł filmowy sequelami stoi i nie ma co z tym dyskutować. Czy wszystkie z nich to typowy skok na kasę?

Popkultura ma to do siebie, że największym powodzeniem cieszą się bajki, które wszyscy już dobrze znają. Komercyjny sukces danego tytułu automatycznie powoduje rozpoczęcie prac nad sequelem - oczywiście część z nich kończy się jedynie na planach, ale coraz częściej spotykamy się z przypadkami, kiedy data premiery kontynuacji kinowego hitu znana jest jeszcze przed powstaniem scenariusza. Filmy, które zapowiadają się na komercyjne przeboje, kończą się zazwyczaj w taki sposób, który daje otwartą drogę do stworzenia dalszego ciągu. To prosty i dość bezpieczny przepis na sukces. A jakie są tego efekty? Zazwyczaj marne.

Klasyczna reguła sequeli mówi o tym, aby wszystkiego było więcej. Niestety, w większości przypadków twórcy właśnie na tym poprzestają. Znane i lubiane postaci czy motywy, w otoczeniu masy efektów specjalnych lub kolejnych popularnych aktorów, mają wystarczyć. Sympatia lub siła nostalgii są tak duże, że ludzie i tak wybiorą się do kina, nawet jeśli spodziewają się, że poziom kontynuacji będzie znacznie niższy niż w przypadku oryginału. Tak to już działa. Jednak w zalewie przeciętnych, często zupełnie niepotrzebnych sequeli, są też takie, które nie tylko nie przynoszą twórcom wstydu, ale nawet przebijają oryginał.

Stopklatka zaprasza do zestawienia najlepszych drugich części słynnych filmów. A jakie są Wasze ulubione sequele?

15. X-Men 2

X-Men 2

To niby klasyczny przepis na sequelowy sukces - wszystkiego jest więcej. Mocniej, szybciej, drożej, lepiej. Jednak twórcy nie poprzestali na zwiększonym budżecie czy wprowadzeniu nowych postaci (niesamowity Nightcrawler). Zmienili oni nieco klimat względem pierwowzoru. "X-Men 2" był jedną z pierwszych ekranizacji komiksów, które pokazały, że filmy o superbohaterach mogą być poważne. Zaczyna się to wszystko przecież od ataku na prezydenta USA. Scenariusz jest bardziej skomplikowany, odwołuje się do przeszłości mutantów, a dzięki ciekawym czarnym charakterom w filmie znalazło się sporo napięcia, grozy, mroku. Mamy tam nawet do czynienia z konfliktami wewnątrz samych X-Menów. Jednocześnie, większy budżet pozwolił na rozwinięcie efektów specjalnych - unikalne moce mutantów chyba dopiero w tym filmie zostały pokazane tak, jak na to zasługiwały. 

14. Anioły i demony

Powieściowe "Anioły i demony" wydane zostały przed "Kodem Da Vinci" i historię w nich przedstawioną trzeba by było tak naprawdę traktować jako prequel, jednak seria z Tomem Hanksem w głównej roli rządzi się swoimi prawami. Dwie pierwsze części przestawiono w kolejności, trzeci "Zaginiony symbol" w ogóle został opuszczony. Jakby jednak nie patrzeć, "Anioły i demony" prezentują znacznie wyższy poziom niż słynny "Kod Da Vinci" - to sequel, który zdecydowanie przebił pierwszą część. "Kod…" był przegadany, jego akcja rozgrywała się powoli, a między Hanksem i Audrey Tatou w ogóle nie dało się zaobserwować chemii. Przy drugim podejściu reżyser Ron Howard poszedł już po rozum do głowy. Ominął najnudniejszą część książki, pozbył się największych fabularnych głupot, a zamiast rozważań na temat religii zaprezentował nam trzymający w napięciu thriller. Nie jest to może wybitne dzieło, ale niezłe tempo i zachwycający Rzym zrobiły swoje – naprawdę przyjemnie się to ogląda. 

13. Superman II

Pierwszy "Superman" to tak naprawdę reżyserska wprawka Richarda Donnera. Udało mu się nakręcić dobry film, który zapoczątkował bardzo popularną serię oraz dał światu nową gwiazdę w osobie Christophera Reeve'a. Ale czegoś tam brakowało. Wszystkie te błędy zostały naprawione w sequelu. Przeciwnicy Supermana tym razem rzeczywiście byli "jacyś" - Generał Zod w wykonaniu Terence'a Stampa to właściwie klasyczny czarny charakter. Wreszcie właściwych kształtów nabrał też związek głównego bohatera z Louis Lane. Zgłębiono charakter obojga - ich miłość nie była już jedynie dodatkiem, a ważnym elementem fabuły. Superman stał się po prostu prawdziwszy, a sam film wzbudzał dużo większe emocje. Jak na superprodukcję przystało, wszystkiego jest tu więcej, dzięki czemu udało się odejść od nieco kiczowatego klimatu pierwszej części.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Zobacz kolejne.