• Urszula Lipińska
    Urszula Lipińska

"24 Wochen", reż. Anne Zohra Berrached (2016)

Idealne dla: wielbicieli łzawych melodramatów, płytkich seriali i filmów spod znaku "Okruchy życia"

Taki film zdarza się w Berlinie co roku przynajmniej raz. Zwykle jest niemiecki, zaangażowany i wrażliwy na ludzkie cierpienie. Oraz oczywiście zajmuje się bieżącym, najlepiej kontrowersyjnym tematem. I pewnie nie ma w tej składance nic złego, chyba, że trafia ona w niepowołane ręce. A ręce młodej reżyserki Anne Zohra Berrached najwyraźniej są niepowołane. 

Zaczyna się na bogato. Astrid prowadzi w telewizji popularny show, w którym przechadza się w cekinowych sukienkach i żartuje niepoprawnie ze wszystkiego, co się jej podłoży. Poza pracą wiedzie raczej poukładane życie, z gatunku tych ze szczęśliwą, uśmiechniętą rodziną, ładnym domem i leniwymi porankami we troje. Do idealnego obrazka brakuje chyba tylko tego, co rychło się zbliża: drugiego dziecka. Tak, Astrid jest w ciąży - i to wkrótce staje się rysą na tym idealnym, rodzinnym obrazku.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
Kadry z filmu "24 Wochen", reż. Anne Zohra Berrached

Lekarz odkrywa przed rodzicami wstrząsającą prawdę: ich przyszłe dziecko urodzi się z zespołem Downa. Po pierwszym szoku wydaje się jednak, że Astrid i jej mąż chcą zawalczyć. Nie dyskutują nad pozbyciem się płodu, choć prawo daje im taką możliwość. Nie rozważają, co zrobić. Nawet specjalnie nie płaczą. Astrid to silna kobieta czynu więc stawia sprawie czoła, jak na silną kobietę czynu przystało. Dla rodziny organizuje spotkanie, żeby wyjawić im prawdę, pierwsze dziecko prowadzi do szkoły dla osób z zespołem Downa i próbuje oswoić je z tematem. Natomiast wewnątrz siebie wciąż nie wie, jak sobie z ta wiadomością poradzić. 

Mija wiele czasu, zanim kobieta o aborcji w ogóle pomyśli. Najpierw z przerażeniem, potem z zaledwie z niepewnością, a potem już ze świadomością, że jest to koło ratunkowe z tej trudniej sytuacji. Duchowe rozterki niespecjalnie jednak zajmują reżyserkę, bo ta woli bezpośrednie zderzenia: Astrid z mężem, dzieckiem, matką, nianią a nawet dziennikarką przeprowadzającą z nią wywiad. Sumą takich działań jest raczej film z gatunku "Okruchy życia" niż poważne kino głębokiego dramatu i refleksji - Anne Zohra Berrached, mimo najlepszych starań o zrobienie filmu delikatnego i poruszającego, w gruncie rzeczy serwuje film łzawy i obliczony na łatwe wzruszenia. Zwieńcza go na domiar złego ujmującym się za kobiecą wolnością wyboru zakończeniem, co tylko jasno wykłada jej nienajwyższych lotów intencje - i udowadnia, że wzięła na siebie temat, który przejrzała zaledwie pobieżnie. 

[Urszula Lipińska, 66. Berlinale]