• Karolina Stankiewicz
    Karolina Stankiewicz
Gdzie jest Dory
  • 4.3
  • 0
Gdzie jest Dory

"Gdzie jest Dory" [recenzja]

"Gdzie jest Dory" ("Finding Dory"), reż. Andrew Stanton (2016)

Po 13 latach od premiery "Gdzie jest Nemo" Pixar ponownie zabiera nas w oceaniczne głębiny i urządza spotkanie ze starymi znajomymi. Jest tu i Nemo i jego tata, Merlin, no i przede wszystkim Dory – bo tym razem to właśnie zapominalska rybka, którą świat zapamiętał z filmu najlepiej, jest w centrum wydarzeń. Jak długo jednak można wyśmiewać jej kiepską pamięć, nim stanie się to nudne? Odpowiedź jest prosta: w nieskończoność. A przynajmniej te 100 minut, które dane nam spędzić w kinie w rybim towarzystwie.

Dory, niebiesko-żółta rybka z bardzo krótką pamięcią, która towarzyszyła Merlinowi w poszukiwaniach synka, Nemo, żyje spokojnie wraz z przyjaciółmi. Do czasu aż... przypomni sobie, że ma rodziców. Wspomnienie to zmusi ją do wyruszenia w podróż by ich odnaleźć. Jak jednak tego dokonać, gdy o niczym się nie pamięta? Oczywiście przy pomocy przyjaciół. Cała trójka wyrusza w szaloną przygodę, która wiele ich nauczy.

Twórcy "Gdzie jest Dory" nie serwują nam sentymentalnego powrotu do filmu, który dorośli widzowie pamiętają z dzieciństwa – oczywiście spotykamy starych znajomych, jednak nie ma tu miejsca na nostalgię. Pixar chce, by "Gdzie jest Dory" był przede wszystkim dla dzieci, również tych, dla których będzie to pierwsze zetknięcie ze światem kolorowych rybek. Nie znaczy to jednak, że dorośli będą się źle bawić. Humor tryska tu z każdego kąta i w dodatku wydaje się być bardzo uniwersalny. Okazuje się bowiem, że i duzi i mali mogą śmiać się z tych samych żartów.

Ale dobry humor to nie wszystko, co wyniesiemy z seansu. Twórcy zadbali też o to, by uświadomić najmłodszym widzom, jaki wpływ mają ludzie na to, co się dzieje pod powierzchnią wody. Ocean w "Gdzie jest Dory" wydaje się o wiele bardziej zanieczyszczony niż ten z "Gdzie jest Nemo". Pływają w nim butelki, na dnie leży wrak samochodu, a w pewnym momencie Dory zaplątuje się w kawałek plastiku. Sprawy nie ułatwiają też ludzie, którzy starają się pomóc morskim stworzeniom – gdyż często po uratowaniu jakiegoś okazu nie wypuszczają go na wolność, ale zamykają w obserwatorium. Nie są to jednak wyraźnie zarysowane problemy – zamiast nachalnie szerzyć ekologiczne przesłanie, "Gdzie jest Dory" woli skłonić do refleksji mimochodem.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
Kadry z filmu "Gdzie jest Dory", reż. Andrew Stanton

Jako że spora część akcji rozgrywa się w oceanarium, w którym schorowane stworzenia morskie są ratowane i leczone przez ludzi, większość bohaterów to osobniki niepełnosprawne. Począwszy od Dory, która ma poważne problemy z pamięcią krótkotrwałą, przez ośmiornicę, która straciła jedną mackę, po wieloryba z kiepskim wzrokiem. Każdy z nich jednak dzięki swojemu defektowi wypracował cechy, które pomagają w funkcjonowaniu, i które czynią danego bohatera zupełnie wyjątkowym. Wiedza o tym, że przy odrobinie wsparcia niepełnosprawność nie wyklucza możliwości samodzielnego funkcjonowania w świecie, jest chyba najcenniejszą lekcją, jaka płynie z filmu. Pełna uroku, humoru i z mądrym przesłaniem, "Gdzie jest Dory" to jedna z lepszych animacji dla najmłodszych tego roku.

 

[Karolina Stankiewicz]