• Urszula Lipińska
    Urszula Lipińska
  • 0
Já, Olga Hepnarová
  • 0
  • 0
Já, Olga Hepnarová

"Já, Olga Hepnarová", reż. Petr Kazda, Tomás Weinreb (2016)

Idealny dla: fanów "Politechniki" Dennisa Villeneuve, kina dokumentalnego i filmów o wyrzutkach społeczeństwa.

Naprawdę niewielu reżyserów ma szczęście do takiego tematu: głębokiego, niewiarygodnego, zagadkowego i kontrowersyjnego. 22-letnia Olga Hepnarova wjechała w ludzi stojących na przystanku w samym środku pewnego słonecznego dnia w ramach osobistej zemsty na społeczeństwie. Dlaczego to ja mam popełniać samobójstwo skoro to społeczeństwo wyrządziło mi krzywdę? - zastanawiała się w listach Olga Hepnarova, zanim posunęła się do zbrodni, która do dziś podzieliła Czechy na dwa sprzecznie oceniające sprawę obozy. 

Powstała w koprodukcji z Polską "Ja, Olga Hepnarova" Petra Kazdy i Tomása Weinreba właściwie nie przyjmuje tonu inwestygującego, a przedstawiający. Bohaterka od początku jest wycofana, zahukana, małomówna i skomplikowana. Olga nie lubi się socjalizować, nie będzie uczyła się rzeczy, dzięki którym może nawiązać kontakt z ludźmi, czyta dużo mrocznej literatury i cały czas się wszystkiemu sprzeciwia. Gdy trafia do szpitala psychiatrycznego to zostaje pobita, gdy zaczyna pracę w warsztacie samochodowym - robi za popychadło. Rodzice niespecjalnie okazują jej miłość, rówieśnicy odrzucają, lekarze bezradnie rozkładają ręce. W filmie trudno wyczuć początek tego konfliktu Olgi ze światem, ale może jego określenie nie jest nawet konieczne. W oczy rzuca się dużo bardziej jej niechęć do walki. Bo Olga zupełnie nie walczy o miłość, akceptację czy zainteresowanie. Po prostu biernie stoi w kącie, głęboko urażona przez cały świat i niezrozumiana.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
Kadry z filmu "Já, Olga Hepnarová", reż. Petr Kazda, Tomás Weinreb 

Twórcy filmu rzucają parę wątków ukazujących złożoną relację dziewczyny ze społeczeństwem, ale nie potrafią nie ulec pokusie, aby ostatecznie nie zepchnąć wszystkiego na karb jej homoseksualizmu. To, co mogło być zapewne jedną ze składowych jeszcze bardziej komplikującą jej charakter, stało się w oczach twórców siłą przewodzącą zachowaniu dziewczyny. A mówiąc bardziej obrazowo, reżyser eksploatują orientację seksualną bohaterki na tyle mocno, że można było ją uznać za tę ostateczną iskrę, która pchnęła ją do zbrodni. Bo o ile Olga miała łatwość w znalezieniu kolejnych seksualnych partnerek, o tyle w niczyich ramionach nie mogła znaleźć miłości. 

Przyciążona więc ów rozbudowanym wątkiem lesbijskim ekspozycja bohaterki traci swój charakter opowieści o narastającym napięciu między Olgą i społeczeństwem. Staje się nieco przydługą ekspozycją, która - jak się wydaje - chciałaby coś sugerować, ale jednak ulega pokusie wytłumaczenia powodów zbrodni. Szkoda, że twórcy poszli tym tropem, bo widać, że mieli na swój film wyraźny pomysł. Sprawdza się zarówno magnetyczna Michalina Olszańska w roli tytuowej, estetyka surowego dokumentu i czarno-białe zdjęcia. Tylko pola do dyskusji zabrakło, bo zamiast kilku rzuconych w powietrze argumentów do przemyślenia, reżyserzy postawili zbyt wyraźne drogowskazy prowadzące "do celu". 

[Urszula Lipińska, 66. Berliale]