• Magdalena Felis
    Magdalena Felis

Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham [recenzja]

"Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" (2016), reż. Paweł Łoziński

Przez 75 minut patrzymy na trzy twarze. Hania, kobieta z lewej strony, młoda blondynka, opanowana, poważna, nieco obojętna. Po prawej – Ewa. Starsza, z rozbieganymi oczami, łapczywie chwyta powietrze, przeczesuje włosy, wydaje się, jakby nie najlepiej czuła się w tym miejscu, przed kamerami, a może nawet w swoim ciele. Na przeciwko nich starszy mężczyzna, z pięknym, uważnym spojrzeniem spod gęstych brwi. Obecny w sposób, którego ciężar czuje się na ekranie. Profesor Bogdan de Barbaro, wybitny krakowski terapeuta, przed kamerą Pawła Łozińskiego (czy ktoś jeszcze tak umie opowiadać o Człowieku?!) prowadzi pięcio-spotkaniową terapię tych dwóch kobiet: matki i córki, które nie umieją ze sobą rozmawiać, które ranią się dotkliwie, jednocześnie pragnąc wzajemnej miłości.

Jak opowiedzieć o swoim życiu w kilkanaście minut tak, aby ten, kto nas słucha, rozumiał kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i z jakim smokiem się mierzymy? To problem i w życiu – i w kinie, w którym oglądamy historie ludzi nakreślonych tak niezręcznie przez scenarzystę, że nic nas nie obchodzą. „Mam 27 lat, kilka lat temu wyprowadziłam się z domu, jestem szczęśliwa” - mówi o sobie Hania. „Mieszkam sama, z kotką. I mam jeszcze jogę, która.... dopełnia obrazu wariatki” - mówi Ewa. Tyle wystarczy, żebyśmy chcieli zaglądać głębiej w tę króliczą norę.

Nie wiem, czy Polsce potrzebny jest film o psychoterapii – mam wrażenie, że mało jest osób w moim otoczeniu, które jeszcze z niej nie skorzystały. To, co kiedyś było wstydliwym przyznaniem się do słabości, dziś jest już wręcz modą – acz zdrową. Ale film Pawła Łozińskiego nie pokazuje tylko terapeutycznej sesji – pokazuje, jak bardzo jesteśmy niewolnikami własnych narracji: tych, które tworzymy i tych, które wypieramy, jaką magiczną, niemal szamańską moc mają słowa – nazywanie i szukanie emocji za nazwą jest jednym z tematów terapii Hani i Ewy. Oraz to, że prawda – jakkolwiek banalnie to zabrzmi – naprawdę wyzwala.

Trudno wytrzymać ten seans bez skrajnych emocji – dlaczego katujemy się historiami ludzi, których życie w tak strasznym stopniu zostało zniszczone przez chore emocje, złe decyzje rodziców, operacje na otwartym sercu przeprowadzane przez najbliższych? Może z tego samego powodu, dla którego bohater horroru zagląda na ciemny strych, na który zdecydowanie nie powinien się zapuszczać. Ale to robi. Bo tylko tak przestanie się bać. Nawet, jeśli będzie musiał zmierzyć się z Potworem. „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” to rodzaj symulacji takiej „walki ze smokiem”. Warto spróbować, żeby zdobyć następny level.

[Magdalena Felis]