• Ola Salwa
    Ola Salwa
Nowy świat
  • 0
  • 0
Nowy świat

"Nowy świat" [recenzja]

 

"Nowy świat", reż. Elżbieta Benkowska, Michał Wawrzecki, Łukasz Ostalski

Idealne dla: kibiców gier zespołowych, młodego polskiego kina oraz tych, którzy wierzą, że Polska może być ziemią obiecaną

Składający się z trzech opowieści "Nowy świat" zgrabnie łączy prywatne z politycznym. Brawo, młodzi reżyserzy

W konkursie pełnego metrażu na festiwalu debiutów filmowych w Koszalinie stały obok siebie między innymi "Nowy świat" wyreżyserowany przez Elżbietę Benkowską, Michała Wawrzeckiego i Łukasza Ostalskiego oraz "Żyć nie umierać" Macieja Migasa. Zestawiam te tytuły nieprzypadkowo - ten ostatni twórca kilka lat temu brał udział w grupowym projekcie, ironicznie zatytułowanym "Oda do radości". Autorami dwóch innych nowel byli Anna Kazejak i Jan Komasa, a bohaterami wchodzący w życie młodzi Polacy, którzy w finale filmu spotkali się w autobusie do Londynu; emigracja z kraju zabierającego młodym marzenia, zdawała się jedyną rozsądną decyzją. Za tamtym projektem stał producent Akson Studio, ten sam, który zaopiekował się później pełnometrażowymi filmami Kazejak ("Skrzydlate świnie") oraz Komasy ("Miasto 44"). Dziesięć lat po "Odzie…" debiutuje ostatni reżyser z tamtego tria, a jego dawny producent znów zaprasza młodych twórców do przyjrzenia się temu, co dzieje się w kraju.

W pewnym sensie "Nowy świat" jest kontynuacją poprzedniego filmu, tyle że bohaterowie zamiast wyjeżdżać z Polski, przyjeżdżają do niej z innych krajów. Białorusinka Żanna, Ukrainka Wiera i Afgańczyk Azzam osiedlają się w Warszawie, która wydaje się bezpiecznym schronieniem i szansą na wyczyszczenie życiowego konta. Żanna przyjechała tu do siostry i jej rodziny, a tam zostawiła męża, białoruskiego opozycjonistę, uwięzionego przez reżim. Ułożyła sobie na nowo życie: kończy studia, związała się z kimś nowym, ale publicznie nadal jest żoną swojego męża i wizytówką walki o wolność. Przeszłość nie da o sobie tak łatwo zapomnieć, a pytanie co jest ważniejsze, szczęście czy sprawa, stanie się za chwilę w jej życiu bardzo aktualne. Bohater drugiej noweli, Azzam, trafił pod warszawską palmę z ogarniętego wojną Afganistanu. Wyjazd załatwił mu polski żołnierz, na miejscu dał mu pracę, a teraz chce ofiarować mu coś więcej. Z ukraińskiej wsi do wielkiego miasta samodzielnie uciekła Wiera; szykuje się tu do operacji zmiany płci i buduje sobie małą codzienność w warszawskim bloku. Pewnego dnia stukają do jej drzwi dwaj mężczyźni - jej ojciec i jej mały synek, który po śmierci matki ma przejść pod jej opiekę. Jak łatwo zgadnąć, ojciec Wiery nie akceptuje jej decyzji i chce ją namówić do powrotu, niekoniecznie na Ukrainę, ale do grania tradycyjnej roli ojca rodziny.

W tych krótkich nowelach młodzi reżyserzy i scenarzyści (Monika Dembińska, Izabela Aleksandrowicz, Maksymilian Nowicki i pełniąca dwie funkcje Elżbieta Benkowska) stawiają swoich bohaterów w trudnych, skomplikowanych sytuacjach, które jednocześnie działają jak lustro - dają im możliwość przyjrzenia się temu, co dla nich jest tak naprawdę ważne. Życie w wolnym kraju, gdzie opozycjoniści nie trafiają za kratki ani nie giną, lub w dużym mieście, dającym poczucie, że nie ma ograniczeń w tworzeniu swojej tożsamości to jedna strona medalu, druga to konieczność zostawienia przeszłości za sobą, zamknięcia w sekcji "wspomnienia" dawnych tradycji i układów rodzinnych. Wolności towarzyszy - jak już odkryli kilkadziesiąt lat temu europejscy myśliciele - głębokie poczucie samotności. Żanna choć ma przy sobie najbliższych, sama musi zdecydować, czy wracać do męża, bojownika o wolność i złożyć ze swojego szczęścia ofiarę; Wiera dochodząc do prawdziwej siebie, szuka przestrzeni dla swojego dziecka, a Azzam nie chce pomylić wdzięczności z miłością. Nawigowanie emocjami i potrzebami w dorosłym życiu jest trudniejsze niż podróż nawet najpodlejszą drogą do obcego kraju. Wprawdzie na pogłębienie tych refleksji w formule półgodzinnej opowieści nie ma czasu, ale reżyserzy - szczególnie Benkowska i Ostalski świetnie wywiązują się ze swojego zadania. Noweli "Azzam" brakuje trochę rozwinięcia poszczególnych wątków, choć być może spotkanie dwóch mężczyzn, a jednocześnie dwóch religii i kultur jest najtrudniejsze do uchwycenia na filmowej taśmie. Projekt "Nowy świat" jest nie tylko więc dobrze pomyślany, ale też świetnie wyprodukowany - każdą nowelę realizował inny reżyser, scenarzysta i operator, a jednak całość jest spójna wizualnie, rytmicznie i muzycznie. Przyjemnie jest myśleć, że dojrzewa nam nowa grupa zdolnych i świadomych twórców. Mam tylko nadzieję, że ich "samodzielne" pełnometrażowe debiuty pojawią się szybciej niż za dekadę.

[Ola Salwa]