• Marta Bałaga
    Marta Bałaga
  • 0
Paterson
  • 0
  • 1
Paterson

"Paterson", reż. Jim Jarmusch (2016)

Idealne dla: miłośników wierszy, które się nie rymują i buldogów angielskich. Oraz "Dymu" Paula Austera i Wayne'a Wanga. 

Jim Jarmusch zamienia kawę i papierosy na kufel piwa oraz miseczkę płatków Cheerios, tworząc filmowy ekwiwalent popularnej serii "Balsam dla duszy"; świat przedstawiony w "Patersonie" wydaje się wprawdzie przynależeć do innej epoki, ale opuszcza się go z ogromną niechęcią. Nie wspominając już o tym, że to chyba pierwsze dzieło od czasu "Artysty", które zostało zupełnie zdominowane przez... psa. 

Życie Patersona (Adam Driver) opiera się na dającej poczucie bezpieczeństwa rutynie; codziennie budzi się o tej samej porze i czule żegnając zaspaną żonę (irańska aktorka Golshifteh Farahani, znana między innymi z "Co wiesz o Elly?") wyrusza do pracy. Paterson jest kierowcą autobusu jeżdżącego po ulicach... Paterson - niewyróżniającego się niczym szczególnym miasta w stanie New Jersey. Nie jest to jednak jego jedyne zajęcie. Zupełnie jak ukochany przez bitników poeta William Carlos Williams, w każdej wolnej chwili pisze wiersze o tym, co go otacza. Nawet jeśli jest to tylko jego ulubione pudełko zapałek.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
Kadry z filmu "Paterson", reż. Jim Jarmusch

"Śpiesz się powoli" - powtarzali z przekonaniem starożytni Rzymianie. Filmowiec z Ohio po raz pierwszy zaadaptował to klasyczne motto już w 1980 roku realizując "Nieustające wakacje" i okazał się wyjątkowo pojętnym uczniem; gdy wszyscy wydają się stawiać na coraz szybsze tempo, Jarmusch zwalnia. Może dlatego wciąż jest w stanie dostrzec piękno w tym, co inni uznaliby pewnie za nieciekawe - rozmowach pasażerów autobusu, uczuciowych problemach stałego bywalca lokalnego baru, a nawet w codziennej walce Patersona ze skrzynką na listy, która z niewiadomych (do czasu) przyczyn wciąż uparcie się przekrzywia. 

Mimo rozgrywającej się współcześnie akcji, "Paterson" stanowi nostalgiczne spojrzenie na rzeczywistość, której już nie ma. A może nigdy tak naprawdę nie było. New Jersey przypomina tu trochę zagubione w czasie miasteczko Pleasantville, choć zamiast Reese Witherspoon wprowadzającej niewinną młodzież lat 50. w zdeprawowany świat seksu mamy opryszków zatrzymujących spacerujących nocą ludzi tylko po to, żeby spytać ich o rasę prowadzonego na smyczy czworonoga. 

Każda z postaci pojawiających się w życiu granego przez Adama Drivera bohatera zasługuje zresztą na uwagę: początkujący raper doskonalący swoje umiejętności w pralni, nastoletnia poetka pisząca o deszczu czy wreszcie żona Patersona, która jednego dnia postanawia zawodowo wypiekać babeczki, a drugiego - zostać gwiazdą country, choć nie potrafi jeszcze nawet grać na gitarze. O wyjątkowości filmu stanowi jednak przede wszystkim to, że amerykański reżyser nigdy nie spogląda na ich marzenia z wyższością. Bez względu na to, jak absurdalne mogą się wydawać. 

Najnowszy film Jarmuscha ma w sobie tyle niewymuszonej czułości, że oglądając go można złapać się na mimowolnym uśmiechu. W Paterson może niewiele się dzieje, ale i tak od razu chciałoby się tam zamieszkać. I, biorąc przykład z Golshifteh Farahani, z miejsca przemalować wszystko w czarno-białe wzory do złudzenia przypominające charakterystyczne tekstylia fińskiego domu mody Marimekko. Proza życia? Chyba raczej poezja.

[Marta Bałaga, 69. Festiwal Filmowy w Cannes]