• Michał Hernes
    Michał Hernes

Podważał teorie Einsteina i był autorem domniemanego pierwowzoru "Matrixa"

Błyskotliwy wizjoner czy szalony i bezczelny arogant? Adam Wiśniewski-Snerg to człowiek-zagadka. Jego teorie budzą kontrowersje, ale nie przestają fascynować nawet ich przeciwników.

Pisarz Jacek Dukaj napisał o nim, że cechowała go "wysoka obsesja intelektualna". Nie miał zdanej matury, ale w "Jednolitej teorii czasoprzestrzeni" podważał naukowe ustalenia Alberta Einsteina. Niektórzy fani twórczości Adama Wiśniewskiego-Snerga uważają, że jego "Anioł przemocy" zainspirował Wachowskich do zrealizowania "Matrixa". Spekulowano też, że książki polskiego pisarza publikował pod pseudonimem tajemniczy profesor fizyki. Krąży o nim mnóstwo mitów. Gdzie leży prawda?

Jestem podobny do Londona. On także nie miał wykształcenia, a dużo i dobrze pisał. Tylko że on miał rewolwer

Ten cytat przytoczyła w opowiadaniu "Jego ostatni dzień" ciotka, a zarazem przybrana matka Adama Wiśniewskiego, Jadwiga Jędrzejewska-Ruff. Opisała w nim ostatnie chwile literata, który 20 lat temu, 30 sierpnia 1995 roku, odebrał sobie życie. 

Odrzucający tradycję perfekcjonista 

Pseudonim pisarza "Snerg" oznacza sumę energii. W powieści "Limes Inferior" klasyk fantastyki naukowej Janusz A. Zajdel nazwał go "Sneerem", co tłumaczy się z angielskiego jako szyderczy uśmiech. Wiśniewski uwielbiał sztuczki magiczne i był upartym samoukiem.  Twierdził, że wie więcej niż szkolni nauczyciele, przez co uznawano go za aroganta. Miał dwie zasady: "Nie będę zapychał sobie głowy niepotrzebnymi wiadomościami" i "Będę odróżniał ważne od nieważnego".

W jego książkach można znaleźć zarówno elementy humanistyki, fizyki, jak i antropologii. Miały one stanowić podstawę do zrozumienia świata. Malarz Marek Ruff, cioteczny brat Adama Wiśniewskiego, wspomina:

Scharakteryzowałbym go jako odrzucającego tradycję naukowca. Swoim tropem szukał odpowiedzi na pytania, a powieści konstruował z matematyczną precyzją.

Pierwszą z książek, "Robota", Snerg wysłał w latach siedemdziesiątych do Wydawnictwa Literackiego w Krakowie. Nie miał żadnych znajomości, ale natychmiast zyskała rozgłos. Jej autora porównywano do Philipa K. Dicka i Stanisława Lema. W 1974 roku "Robot" został okrzyknięty najciekawszą powojenną książką science fiction w plebiscycie Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Marek Ruff wspomina:

Adama cechowała perfekcyjność w tworzeniu każdej strony. Był swoim pierwszym recenzentem. Chciał się upewnić, czy ta książka jest do bólu jego i czy nie ma do niej zastrzeżeń. Pięciokrotnie przepisywała ją jego żona, Krystyna Wawer. 

Praca nad "Robotem" zajęła cztery lata.  Każda strona była dyskutowana, a rozdziały poprawiane – potwierdza Wawer. 

Wiśniewskiego poznała w trakcie spotkań ze znajomymi, organizowanych w domu jej rodziców. Snerg trzymał się na dystans. Córka gospodarzy była jedynym powodem jego uczestnictwa w tych wydarzeniach, choć miała narzeczonego. Po kilku miesiącach Wiśniewski i Wawer pojechali autostopem na Mazury, gdzie rozpoczął się ich romans. Konserwatywni rodzice Krystyny nalegali, by zalegalizować ten związek i tak też się stało. Dla literata na pierwszym miejscu wciąż stało jednak pisanie. Z biegiem lat różnice w ich charakterach i sposobie życia były coraz bardziej widoczne, a dystans między nimi się pogłębiał. Rozwiedli się w grudniu 1974 roku, po dziesięciu latach małżeństwa. Wawer zdecydowała przeprowadzić się za ocean. 

Zagadkowy mistrz pytań 

Rozstanie z żoną było ceną, jaką Wiśniewski zapłacił za skoncentrowanie się na swojej pracy. Cztery lata po rozwodzie napisał kolejną kultową powieść, zatytułowaną "Według łotra". To historia przebudzenia z transu bohatera, który odkrywa, że otaczają go dekoracje i manekiny, doskonale imitujące rzeczywistość i ludzi. Wokół niego dzieją się dziwne i zaskakujące rzeczy. Przykładowo jedna z postaci znika po wejściu do budki telefonicznej - zauważył Marek Ruff. W słynnym filmie braci Wachowskich w podobny sposób wychodzi się z Matrixa. Jest jednak mało prawdopodobnie, że ci kultowi reżyserzy przeczytali dzieło Wiśniewskiego. Fani Snerga zastanawiają się natomiast, czy rodzeństwo filmowców zna opowiadanie "Anioł przemocy", w którym Polak po raz kolejny opowiedział o otaczającej nas ułudzie. W 1997 roku ukazało się ono w amerykańskim zbiorze opowiadań "Science Fiction Century". Kilku miłośników pisarza próbowało oskarżyć braci Wachowskich o plagiat, ale oni nigdy nie potwierdzili, że zainspirowali się twórczością Wiśniewskiego. To zapewne zbieg okoliczności, że jego Teoria Nadistot, zgodnie z którą jesteśmy roślinami hodowanymi przez maszyny, jest pokrewna wizji z "Matrixa". W ten sposób narodziła się kolejna z licznych, pełnych faktów i mitów, zagadek wokół Snerga - tajemniczego wizjonera, który poszukując rozpaczliwie odpowiedzi, pozostał mistrzem pytań. 

Te rozważania zaowocowały "Jednolitą teorią czasoprzestrzeni", w której autor "Robota" podważał odkrycia Alberta Einsteina. Wiśniewski był zdania, że słynnego naukowca zgubiła "typowa dla naszych czasów skrajna specjalizacja wszystkich uczonych". Błąd Niemca, w opinii Snerga, polegał na upartym poszukiwaniu jednolitej teorii pola, która miałaby w prosty sposób wyjaśnić budowę i działanie wszechświata. Wiśniewski postulował, by zweryfikować od podstaw wszystkie fizyczne obliczenia i wzory, choć sam nie zamierzał się tym zajmować. W swojej książce pisał:

W relacjach obserwatorów i eksperymentatorów należy wreszcie oddzielić ziarno od plewy i ostatecznie ustalić, co faktycznie jest wynikiem obserwacji lub doświadczenia, a co produktem fantazji – opartej na fałszywych tezach i podawanej jako wynik obserwacji lub doświadczenia. 

Snerg sądził, że opracował teorię wskazującą gdzie leży najogólniejsza prawda, która wyznacza kierunek racjonalnej interpretacji zjawisk. Mówił, że do jej rozwoju może przyczynić się każdy, kto jest zdolny do przełamania w sobie stereotypów minionej ery. Gdy kończył pracę  nad "Jednolitą teorią czasoprzestrzeni", odczuwał wyobcowanie, powtarzając że: o przełomie w dziejach nauki nigdy nie decydowało zdanie miliardów – tylko myśl jednego człowieka. Zakładał, że dzięki niemu kończy się epoka wiedzy i zaczyna epoka rozumienia. Dalszy los swojego odkrycia powierzał przyszłym pokoleniom. 

Jak świat nauki zareagował na te odważne dywagacje? Publikacja wywołała sporo kontrowersji. Autor tekstów popularnonaukowych Bartosz Sołtys nazywał Snerga fantastą. Dodał, że uważano go za wielkiego marzyciela, który został wyśmiany przez współczesnych fizyków. Ekspert wyjaśnia, że wizje Wiśniewskiego nie kryją w sobie matematycznego modelu świata, tylko plastycznie przedstawione obrazy całości. Sołtys zwrócił uwagę na fakt, że Snerg "prowadzi nas za rączkę, a my ufnie trzymamy się tego, co nam przekazuje, choć nic z tego nie rozumiemy". Z drugiej strony publicystę dziwi, że od stuleci uważa się model zjawisk fizycznych za oczywisty i mierzalny. Przypomina, że wszystko można wytłumaczyć za pomocą "namacalnych" zjawisk, natomiast Snerg zaproponował zawiłą ścieżkę interpretacji.

Obalenie podstawowego prawa grawitacji, a więc tego, od którego zaczęła się fizyka, prowadzi donikąd. Nie mamy punktu zaczepienia. Warto jednak zaznajomić się z wizją człowieka, którego wyobraźnia zapędziła tak daleko, iż kreując własną rzeczywistość był zdolny do wywrócenia wszystkiego do góry nogami.

Tymczasem obrońcy literata twierdzą, że nie opublikował on wszystkich swoich obliczeń. Wiele wskazuje na to, że zostały przejęte przez jego brata, Stanisława, ale nie wiadomo, co się z nimi stało. Stanisław prawdopodobnie nie żyje. Marek Ruff nie ma z nim kontaktu. Relacje między braćmi były chłodne. Czy piętno na Wiśniewskich odcisnęła bolesna przeszłość? 

Jeden z cieni

Ich matka, Wiktoria, zginęła po drugiej wojnie światowej w katastrofie kolejowej pod Solcem Kujawskim. Wracała do Płocka z Gdyni, gdzie pojechała, żeby dopełnić formalności związanych z dostaniem się do szkoły morskiej Stanisława. Pech chciał, że z przeciwnej strony nadciągał radziecki pociąg z wystającą szyną, która strąciła ludzi stojących na stopniach. Równie pechowy los spotkał ojca Wiśniewskich, Antoniego, który w czasie wojny prowadził mały sklep. Początkowo handlował w nim książkami, a później zabawkami. Jego majątek postanowili przejąć Niemcy, szukając tam niedozwolonych rzeczy i pieniędzy. Antoni Wiśniewski nie chciał im ich oddać, wzięto go więc na przesłuchanie i pobito. Ostatecznie został wypuszczony i wrócił do domu. Po tygodniu leczenia wybrał się na ryby ze Stanisławem, który przypadkiem wpadł do wody. Ojciec za nim wskoczył, ale sam poszedł na dno. Okazało się, że w wodzie dostał zawału. Wyłowiono go dopiero po godzinie. 

Wszyscy kręcą się wokół mnie jak zjawy, ukazują się i nikną, niczego nie rozumieją, a ja to tylko wiem, że jestem jednym z tych cieni. ("Nagi cel") 

Z pieniędzy pozostawionych przez ich rodziców cioteczna matka wybudowała im dwa domy. Jeden z nich stał się dla Snerga samotnią, w której rozmyślał, tworzył i uciekał od ponurej rzeczywistości. Być może zastanawiał się wówczas, czy zdoła odkryć prawdę o świecie, usuwając kurtynę pozorów. Ten bardzo krnąbrny młodzieniec chodził własnymi ścieżkami. Nie chciał się uczyć i sprawiał problemy wychowawcze. Nie zdał matury z polskiego, ponieważ popadł w konflikt ze swoją nauczycielką, która nie zamierzała go przepuścić. Ambicje wzięły nad nim górę i stwierdził, że nie chce po raz kolejny przystępować do egzaminu. W "Według łotra" napisał, że szkoły istnieją po to, by tłumić w uczniach naturalną ciekawość, zaklejając im usta namiastkami właściwych odpowiedzi. Za siłę napędową takiego nauczania uważał strach przed represjami za oryginalność i samodzielność. Był zdania, że egzamin dojrzałości zdawał absolwent, którego zakneblowano. "Normalny" oznaczało dla niego "przeciętny", "najczęściej spotykany" i "pospolity". 

Bo żyjemy w epoce lekceważenia jakości i zarazem kultu ilości: uczony przestał pytać, co i jak się dzieje – wystarcza mu wiadomość: ile tego jest. Rezygnuje z rozumienia. Zadowala go wiedza. Pragnienie poznania mechanizmu zjawisk spada w nim do zera. ("Jednolita teoria czasoprzestrzeni"). 

Gdy skończył osiemnaście lat, dostał od przybranych rodziców klucze do domu. Zamiast wydać wszystkie pieniądze ze spadku na bzdury, kupował książki i je czytał. Dodatkowo sam dużo pisał. Prawie nikt tego nie widział, bo zamykał się w czterech ścianach. Był samoukiem, pasjonatem matematyki i fizyki. W pewnym momencie zaczął udzielać korepetycji młodym ludziom, przygotowującym się do wyższych studiów i matury. Mnie też do niej przygotował. Był perfekcyjnym pedagogiem, a zarazem trudnym i zamkniętym w sobie człowiekiem - opowiada Ruff. Wiśniewski nie dostosowywał się do środowisk, ubierał się inaczej niż inni i starał się być minimalistą. Powtarzał, że tradycja jest najbardziej nudną ze wszystkich form wyrażania impotencji. Intrygowało go, jaki cel prześwięca temu, żeby ludzie, ta garść wody i pierwiastków, byli obdarzeni świadomością. Kto wie, może już wtedy zadawał sobie pytanie, co - cytując "Robota"- nastąpi w nieuniknionej przyszłości, gdy manekin wyprostowany, obłożony i wypchany syntetycznym ciałem poruszy sprawnie wszystkimi członkami i zwracając wypełnioną elektronowym mózgiem głowę ku swemu konstruktorowi, powie niezwykle sugestywnym tonem: Człowiek - to właśnie ja!

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5

Jako buntownik z wyboru, awanturował się w sklepach i taksówkach. Marek Ruff wspomina, że autor "Według łotra" mieszkał w dwóch pomieszczeniach z zaciekami na ścianach z okrągłym stołem, na którym bardzo precyzyjnie poukładał karteczki. Nikomu nie pozwalał ich dotykać. Używał specjalnego atramentu, który się nie rozlewał. Poza tym nie chciał mieć samochodu i telewizora. W łazience nie miał ogrzewania do wody, a pod umywalką umieścił wiadro. Rzeczy materialne go nie interesowały. Spotykał się z pewną dziewczyną, która przyjechała z braćmi, żeby u niego zamieszkać. Zabrała ze sobą meble i telewizor. Widziałem z oddali, jak te przedmioty wylatywały na podwórko. To był koniec tej znajomości - wspomina Ruff.  Skąd wziął się lęk pisarza przed miłością i dłuższym związkiem?

Czy człowiek pierwotny – przeniesiony do naszej epoki i zaintrygowany bogactwem głosów emitowanych przez gramofon – nie doznałby zawodu wpatrując się w linie na powierzchni plastykowej płyty? Jak długo zechciałby słuchać wykładu o ich roli przy kształtowaniu rzeczywistości fonicznej? W końcu prawda przestaje być ciekawa, zwłaszcza gdy ujawnia brak zagadek we wszystkich szczegółach. ("Jednolita teoria czasoprzestrzeni")

Sen uwagi geniusza

Snerg nie chciał być stary i uzależniony od kogokolwiek. Prawdopodobnie czuł, że nikt nie będzie mu pomagał, gdy stanie się niedołężny. Narastała w nim depresja i coraz częściej powtarzał, że się zabije. Na miesiąc przed śmiercią wyznał mi, że chyba jednak dokonał złego wyboru i ma potrzebę bycia z kimś - wspomina Ruff. Najbliższa pisarzowi była jego cioteczna matka. Wzięła go do siebie, kiedy melancholia coraz bardziej dawała mu się we znaki. Zamieszkawszy u niej, godzinami wpatrywał się w sufit i niewiele się odzywał. Uzależnił się wtedy od psychotropowego leku, który miał go wyciszyć. Po latach malarz przeczytał, że ten lek pogłębia depresję i może doprowadzić do samobójstwa. Lekarze dawali Wiśniewskiemu zastępcze lekarstwa, które tylko pogarszały jego stan. W pewnym momencie Ruff dotarł do młodego człowieka z Monaru i przedstawił mu sytuację. Tamten poprosił, żeby przyprowadzić do niego Snerga, ale Wiśniewski nie chciał do niego pojechać. Miało to miejsce trzy dni przed samobójstwem pisarza. Któregoś dnia po prostu wyszedł z domu. Przybraną matkę zaintrygowało, że zostawił okulary i papierosy, chociaż sporo palił. Długo nie wracał, więc rozpoczęły się poszukiwania. Ruff pojechał z przyjaciółmi do domu literata w Falenicy, sprawdzić, czy go tam nie ma. Przy furtce i skrzynce na listy były porozrzucane ulotki, co nie pasowało do jego pedantyzmu i perfekcji. Pisarz powiesił się na stalowym drucie. Obok leżały bardzo precyzyjnie ułożone narzędzia, a na stole znajdowała się kartka, na której zapisał datę. Bezpośredniego odkrycia zwłok dokonał ich wspólny przyjaciel Janusz Cegieła. Marek Ruff stał przed domem, nie mając odwagi wejść do środka. Gdy powiedział o tym mamie, zareagowała olbrzymim płaczem. 

W "Aniele przemocy" straszny świt w mgnieniu oka zalał żarem całą ziemię, a wszystko, co żyło wokół, zamieniło się w szkielety. O czym rozmyślał przed śmiercią Snerg? To kolejna z tajemnic, którą zabrał ze sobą do grobu.  

Lecz kiedy zgodnie z prawdą uznamy, że umysł jest odrębnym organizmem (że jest faktycznym indywiduum ludzkim zdolnym do samodzielnego bytowania w świecie według opisanych praw konsumpcyjnych), wówczas dostrzeżemy możliwość oderwania umysłu od ciała, a razem z nią wielką szansę dalszej egzystencji człowieka na zasadniczo wyższym etapie. Postawmy teraz pytanie: Co nas upoważnia do kategorycznego twierdzenia, że to my sami królujemy na Ziemi? ("Teoria nadistot")

Krzysztof Gajdemski twierdzi, że bezpośrednią przyczyną śmierci pisarza była depresja. Ekspert wyjaśnia, że autor "Robota" nie mógł przez nią tworzyć nowych teorii, "książek bez tytułu'' (jak określał swoją późniejszą twórczość), więc swoją misję uznał za zakończoną. Źródło już wyschło - powiedział na pożegnanie.

Czy wierzył w życie po śmierci? Stworzył teorię nadistot. Uważał, że jest coś więcej, tylko nie dostrzegamy tego, analogicznie jak minerały nie "widzą" roślin, a rośliny nie "widzą" ludzi. Ta koncepcja była osią jego twórczości. W "Jednolitej teorii czasoprzestrzeni" napisał, że życie każdego z nas jest snem jego uwagi, sterującej materialnym ciałem i niepodzielnie skupionej na treści trójwymiarowego widowiska, w którym ciało to bierze udział.

Sen uwagi Adama Wiśniewskiego-Snerga zakończył się 30 sierpnia 1995 roku. Kto wie, może, parafrazując fragment "Anioła przemocy", po 58 latach czekania w kolejce uzyskał prawo do jednej doby autentycznego życia. 


* W reportażu wykorzystałem fragmenty dzieł i teorii Adama Wiśniewskiego-Snerga, opowiadania "Jego ostatni dzień" Jadwigi Jędrzejewskiej-Ruff, fragmenty artykułu "O Snergu" Marka Oramusa ("Nowa Fantastyka") i artykułu "(Nie)jednolita przestrzeń teorii bezwzględności" Bartosza Sołtysa. Za pomoc w pisaniu tekstu dziękuję Markowi Ruffowi, Krzysztofowi Gajdemskiemu i Marcie Pawłowskiej. 
 

[Michał Hernes]