• Marek Baranowski
    Marek Baranowski
Przyjaźń czy kochanie?
  • 5
  • 0
Przyjaźń czy kochanie?

"Przyjaźń czy kochanie?" ("Love & Friendship"), reż. Whit Stillman (2016)

My, istoty ludzkie, lubimy czuć moralną wyższość. Nieważne jakiego świństwa się nie dopuścimy, znajdziemy tysiąc powodów, aby usprawiedliwić swoje haniebne czyny. Dlatego tak lubimy bohaterów ze skazą, pewnych siebie grzeszników. Lady Vernon, wyjęta prosto z mało znanej powieści epistolarnej Jane Austen, jest obiektywnie rzecz biorąc okropnym człowiekiem. Ale niezależnie od tego, czy jesteście dumni, uprzedzeni, rozważni czy romantyczni, pokochacie ją.

Przede wszystkim należy pochwalić naszych dystrybutorów, którzy sprytnie zamienili brytyjską Wieszczkę na naszego Wieszcza, posługując się fragmentem "Niepewności". "Przyjaźń czy kochanie?" opowiada o przebiegłej wdowie, która szuka męża dla siebie i swojej córki, nie rezygnując ze świeżo uzyskanej wolności i ochoczo romansuje.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
  • zdjęcie nr.13
  • zdjęcie nr.14
  • zdjęcie nr.15
  • zdjęcie nr.16
Kadry z filmu "Przyjaźń czy kochanie?", reż. Whit Stillman

Reżyser Whit Stillman dał się poznać jako twórca ironicznego, gadanego, nowojorskiego kina. Mimo że zawsze opowiadał o teraźniejszych wyższych sferach, kostium XIX-wiecznej Anglii wydaje się u niego być bardzo współczesny. Film opiera się głównie na dialogu, intryga nie jest zbyt skomplikowana, najbardziej naładowana akcją jest scena czytania listu na głos, ale jak w każdej Austenowskiej adaptacji, najbardziej zwracamy uwagę na bohaterów. Wyzwolona kobieta na pierwszym planie, która umie wyjść cało z każdej towarzyskiej opresji w jakiej się znalazła, to doskonały bohater do obserwacji socjologicznej. Kate Beckinsale idealnie portretuje Lady Vernon, wygrywając każdy błyskotliwy dialog z sardoniczną pewnością siebie. Jest to wielowymiarowa rola, wśród jednowymiarowych (ale bardzo zabawnych) postaci drugoplanowych, które nie są w stanie uciec poza swoje pozycje społeczne. Objawieniem filmu jest Tom Bennet jako przygłupi bogacz z nadmiernie pozytywnym podejściem do świata.

Jane Austen dla współczesnych widzów mogła być zapowiedzią ramotki, ale film Stillmana ogląda się jak dobrą Allenowską komedię. Niewiele się dzieje w inscenizacji, ale w podtekstach i niejednoznacznościach kryją się bardzo niezręczne oraz niespodziewane pokłady humoru. Mimo ironii, wszystkich bohaterów darzy się sympatią i z przyjemnością patrzy się na ich machinacje i intrygi. Odpowiedź na pytanie zadane w tytule, czy relacja z tym filmem powinna się skończyć tylko na przyjaźni czy jednak na długim związku, pozostaje otwarta. Jednak polecam spróbować wybrać się na randkę, bo wprawdzie nie mogę ni razu w myśli żadnego odnowić obrazu, ale czuję mimo chęci, że film jest blisko mej pamięci.

[Marek Baranowski]