• Urszula Lipińska
    Urszula Lipińska
Służąca
  • 0
  • 1
Służąca

"Służąca" ("Ah-ga-ssi"), reż. Park Chan-Wook (2016)

Idealne dla: fanów "Duke of Burgundy. Reguły pożądania" Petera Stricklanda i "Gorzkich godów" Romana Polańskiego

Park Chan-Wook zbudował na ekranie elegancką, szkatułkową opowieść z drobiazgową konstrukcją. Intryga goni intrygę, tajemnica przykrywa inną tajemnicę, błahe szczegóły okazują się mieć nieprzeciętne znaczenie, a niewinne postacie - drugie oblicze.

"Służąca" to film przede wszystkim pięknie nakręcony. Każdy detal został w nim dopilnowany dokładnie, każdy pionek tej układanki musi mieć sens. Reszta to już gra. Gra na uwodzenie, władzę i realizację zamierzeń, bo to one głównie wypełniają każdą scenę od samego początku po przewrotny koniec filmu. 

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
Kadry z filmu "Służąca", reż. Park Chan-Wook

Młodziutką Sookee wichry wojny zabierają do domu bogatej hrabiny Hideko. Ma tam zajmować się panią domu i spełniać jej kaprysy, co akurat nie jest najłatwiejsze - w domu panują wyrafinowane porządki i zasady, a każdy z jego mieszkańców ma swoje obsesje, fetysze i fascynacje. Z początku więc wszystko wygląda tak, jakby Hideko wpadła w niezłą pułapkę bogatych właścicieli i stała się zabawką w prowadzonej między nimi grze. Dopiero po czasie okazuje się, że wszystkie pozory w tym filmie mylą, a tropy skutecznie się plączą. W ferworze uczuć i porywów serca oraz ciała coraz trudniej odróżnić emocje prawdziwe od tych spreparowanych na potrzeby rozgrywki między postaciami. A i Park Chan-Wook do samego końca trzyma wszystkich w niepewności, kto w tej zawiłej fabule gra, a kto już wpadł w sidła prawdziwych uczuć. 

Rzecz jasna Park Chan-Wook nie byłby sobą, gdyby jego film nie był o zemście, a którejś z postaci czegoś by nie odcięto. Ale w tym przypadku, "Służącej" bliżej do jego ostatniego dokonania, "Stokera", podobnie zresztą układającym relacje między postaciami. Widać jednak, że koreańskiemu reżyserowi spodobało się szlifowanie estetyki filmu i troska o kompozycje kadrów. Te są w jego najnowszym filmie wyjątkowo wysmakowane, ale też skutecznie podpierają fabułę. Nie jest to puste piękno, lecz koherentne kino, gdzie jedno idzie ręka w rękę z drugim. Szkoda tylko, że zabawa tak bardzo spodobała się reżyserowi, że rozdziały historii są tu dodawane bez końca i budowane namiętnie aż do wyjaśnienia absolutnie wszystkiego. Bo jedyne czego tej historii naprawdę brakuje, to szczypty niedomówienia i tajemnicy. 

[Urszula Lipińska, 69. Festiwal Filmowy w Cannes]