• Kuba Armata
    Kuba Armata

"The Red Turtle" [recenzja]

"The Red Turtle", reż. Michael Dudok de Wit

Idealny dla: fanów animacji ze studia Ghibli i nie tylko

O tym, że sztuka animacji wymaga cierpliwości i czasu wie coś holenderski reżyser Michael Dudok de Wit. Twórca, który przed laty zdobył Oscara za krótkometrażowy "Father and Daughter", właśnie ma za sobą pełnoprawny debiut. Zrealizował go w wieku… 63 lat. I to debiut nie byle jaki, bowiem wybrany do canneńskiej selekcji "The Red Turtle" (jako jedyny film animowany!) zdobył nagrodę specjalną jury sekcji Un Certain Regard. Laur w pełni zasłużony, będący dowodem na to, że czasem po prostu nie warto się spieszyć.

To podejście, w przypadku filmu Holendra wydaje się kluczowe, z uwagi na dopracowaną w każdym szczególe warstwę wizualną, ale i samą opowieść. Niby prostą, nieskomplikowaną, ale jednocześnie pozwalającą odnajdywać w miarę rozwoju fabuły kolejne sensy, kryjące się za subtelnymi metaforami. Sprzyja temu ekranowy minimalizm, któremu całkowicie podporządkowany jest "The Red Turtle". Zarówno w sposobie nakreślenia świata przedstawionego - oszczędnie, bez wdawania się w zbędne szczegóły, ale i zupełnego odrzucenia dialogu. Nie pada tu bowiem żadne słowo, ledwie kilka nieartykułowanych dźwięków. Tym samym ważną narracyjną rolę spełnia piękna muzyka autorstwa Laurenta Pereza.

Historię, jaką serwuje nam holenderski reżyser do spółki z doświadczoną scenarzystką Pascale Ferran, znamy doskonale z literackich i filmowych wcieleń "Robinsona Crusoe" czy "Cast Away - poza światem" Roberta Zemeckisa. Obserwujemy mężczyznę, którego sztorm wyrzuca na bezludną wyspę, z niewielkimi szansami na przeżycie. Brakuje Piętaszka, nie ma też piłki siatkowej pieszczotliwie nazywanej Panem Wilsonem. W ich miejsce jest tytułowy czerwony żółw. Początkowo będący przekleństwem głównego bohatera, by z czasem stać się prawdziwym błogosławieństwem. W tym momencie muszę ugryźć się w język, by nie zdradzić zbyt dużo, bo w przypadku filmu Dudoka de Wita byłoby to wyjątkowo niepożądane.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8

Swój pełnometrażowy debiut autor "Father and Daugher" zrealizował do spółki ze słynnym japońskim studiem Ghibli. To rzecz bez precedensu, bowiem to pierwsza międzynarodowa koprodukcja jaką wsparła legendarna wytwórnia. I przyczyniła się do niej w dużej mierze właśnie wspomniana krótkometrażówka. Po jej oglądnięciu, jeden z założycieli studia Ghibli Isao Takahata miał powiedzieć, że wizja życia oraz śmierci, jaką oddał Dudok de Wit jest wyjątkowo bliska japońskiej interpretacji tych pojęć. Zresztą widać to dobrze także w "The Red Turtle". Filmie znacznie mniej skomplikowanym i rozbuchanym niż światy, które w swoich animacjach kreował Hayao Miyazaki, ale w równym stopniu ujmującym mądrością oraz pokorą.    

[Kuba Armata]