"Uprowadzona 3" (recenzja): Neeson dalej z klasą


"Uprowadzona 3" ("Tak3n"), reż. Olivier Megaton (2014)

Braynowi Millsowi stetryczenie i związane z wiekiem dolegliwości są zupełnie obce. Sprytu i umiejętności, których pozazdrościć mógłby mu najdoskonalszy komandos, dalej mu nie brakuje, a przez hordy uzbrojonych zabijaków wciąż przechodzi z łatwością równą zatopieniu się noża w masło.

Zapoczątkowana w 2008 roku seria, której scenariusze napisał Luc Besson, dalej trzyma poziom. To wciąż ta sama produkcja czerpiąca wszystko, co najlepsze z kina akcji ubiegłych dekad, gdzie znaleźć można mnóstwo scenariuszowych dziur, ale równie dużo dostarczającej emocji i frajdy niepohamowanej rozwałki. Mielizn w opowiedzianej historii namnożyło się od poprzedniej części jeszcze więcej, ale na szczęście całość dalej ratuje obsadzony w głównej roli Liam Neeson.

Bryan Mills już dwukrotnie udowodnił nam, że najważniejszą wartością w jego życiu jest rodzina. Dla amerykańskiej policji nie jest to jednak tak oczywiste, dlatego bohater jest ścigany przez lokalne oddziały, po tym jak zostaje wrobiony w zabójstwo swojej byłej żony. Mills ponownie musi użyć swojej, wręcz, nadprzyrodzonej dedukcji, by wytropić odpowiedzialnych za śmierć ukochanej, ochronić swoją jedyną latorośl i oczyścić się z zarzutów. Na drodze staną mu nie tylko rosyjscy gangsterzy, ale też dowódca policji (Forest Whitaker), którzy nie dowierza w niewinność Bryana.

Formę spadkową "Uprowadzonej" można było zauważyć już przy poprzedniej części, również teraz nowej odsłonie sporo brakuje do tego, żeby równać się z "jedynką". Jednak bez obaw. Z pewnością nie możemy tu mówić o poniesieniu klęski przez twórców. Zachowany został schemat opowieści, gdzie na początku dostajemy sceny rodem z filmu obyczajowego - w życiu Bryana pojawia się światełko nadziei na ponowne zejście się z żoną i rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Później dochodzi do wspomnianej tragedii, a akcja nabiera szybkości. Spektakularnych wybuchów, szaleńczych pościgów rodem z "Taxi" oraz kilogramów ołowiu wyplutego z luf pistoletów dostajemy tu prawdopodobnie jeszcze więcej niż wcześniej. W środku tego wszystkiego, z niszczycielską siłą czołgu, odsyła kolejnych bandziorów do lepszego świata Liam Neeson, rzucając tu i ówdzie kilkoma wybornymi one-linerami.

Zarzutów nie można mieć do choreografii w sekwencjach walki wręcz, ani do strzeleckich pojedynków. Budżet filmu musiał urosnąć w stosunku do wcześniejszych odsłon, gdyż Olivier Megaton, reżyser, pozwolił sobie na całkiem sporo spektakularnych scen. Jednak w parze z tymi fajerwerkami idą też absurdalne rozwiązania. Cóż, konwencja kina akcji pozwala na nieco "naciągnięć", dlatego można przymknąć oko na tych kilka przeczących zdrowemu rozumowi rozwiązań, które psują jednak trochę całość.

Byan nie ma lekkiego życia, wciąż musi ratować swoją rodzinę z łap oprychów. Jak dowiadujemy się na samym początku filmu, jego córka spodziewa się teraz dziecka. Oby oznaczało to dla niego spokojne zostanie dziadkiem i przejście na emeryturę, bo kolejny pojedynek o życie może się okazać ponad siły bohatera, ale też twórców i widzów.
 
[Robert Skowroński]