Jerzy Hoffman przygotowuje film o Piłsudskim

Mistrz polskiego kina historycznego wraca na plan! Jerzy Hoffmanprzygotowuje film o Piłsudskim. Nowa superprodukcja, której zdjęcia rozpoczną się za kilka miesięcy, opowie o jednej z najbardziej przełomowych bitew świata - bitwie pod Warszawą z 1920 roku. Tylko nam reżyser opowiada o pierwszych pracach nad filmem i o dialogu z Ukrainą. Jego historyczny dokument "Ukraina - narodziny narodu" ogromnie podoba się widzom, ale wciąż czeka na emisję w telewizji.

Już od wielu lat promuje Pan w Polsce modę na Ukrainę.

Mody bywają różne i z reguły są przelotne. Sądzę, że jest nam potrzebne wzajemne poczucie niezbędności. Ich niepodległość jest potrzebna nam, a nasza - im. I to już nie jest sprawa mody. Co się nie udało w zamysłach federacyjnych Piłsudskiego, musi dojść do świadomości Polaków i Ukraińców, a nie rozliczenia i patrzenie w przeszłość, z ciągłym przypominaniem sobie wzajemnych krzywd. Krzywd było wiele, były też okrucieństwa i nikt nie przekreśli tego, co się wydarzyło na Wołyniu. Oni jednak też mogliby nam wyliczać. Tylko po co? Rozsądek powinien wziąć górę nad emocjami. Jeśli potrafiliśmy te emocje przezwyciężyć w stosunku do Niemców, a trudno sobie wyobrazić, żeby było coś porównywalnego z okupacją niemiecką, nie możemy bez przerwy tkwić w grobach na Ukrainie.

Po dokumencie znów czas na fabułę. Miło słyszeć o tym, że przygotowuje się Pan do realizacji filmu.

Pracujemy razem z producentem Jerzym Michalukiem, z którym zrobiliśmy już "Ogniem i mieczem", "Starą baśń"i ten dokument o Ukrainie. "Zodiakowi" (od red. Studio Filmowe Jerzego Hoffmana) udało się pozyskać nowych partnerów i dzięki temu mamy poważne, własne środki finansowe w wysokości co najmniej 10 mln złotych. Dostaniemy również wsparcie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Ale nie wyobrażamy sobie też, żeby nasz nowy film był realizowany bez udziału Ministerstwa Obrony Narodowej. Chcemy przypomnieć Polakom, jak w 1920 roku w bitwie pod Warszawą zostały rozwiane wszelkie plany biura politycznego na Kremlu, na czele z Włodzimierzem Leninem, który przez Polskę chciał przerzucić rewolucję do Niemiec, a z Niemiec na zachód i zrealizować marzenie o rewolucji światowej. Tak się nie stało. Europa i świat zawdzięcza to człowiekowi, którego starano się później pozbawić zwycięstwa. Dowódcy, który przeprowadził Polskę przez problemy stworzenia państwowości, czyli Józefowi Piłsudskiemu. Nie chcemy tworzyć mu pomnika bez skazy, bo jak każdy z nas miał swoje zalety i wady. Jednak to dzięki jego ogromnej sile wewnętrznej i energii udało się skonsolidować skłócone społeczeństwo i pchnąć do zdemoralizowanej armii nowe siły w postaci ochotników. Niemal od dzieci aż po starszych. I dzięki niemu udało się zwyciężyć w momencie, kiedy cały zachód był przekonany, że musimy przegrać, a Lenin już czekał na zdobycie Warszawy. I o tym właśnie będzie to kino.

To pewnie będzie wielka superprodukcja. Na jakim etapie są prace?

Jesteśmy na etapie pisania scenariusza i gromadzenia środków finansowych. Dokumentujemy - wybieramy tereny, gdzie powstaną dekoracje. Trzeba odtworzyć świat, który już nie istnieje. Będziemy pokazywać Warszawę, której nie ma. Miasta wyglądają dzisiaj zupełnie inaczej. Trzeba zorganizować kostiumy, broń, samoloty z tamtego czasu, czołgi i pociągi pancerne. Musimy przygotować ogromną masę kawalerii, bo to była przede wszystkim wojna kawalerii. Proszę sobie przypomnieć armię konną Budionnego.

Czy wybrał Pan już aktorów?

Aktorzy… Na pewno będę się starał, żeby to byli dobrzy aktorzy. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że będą mieli co grać!