[25. WFF.] "Zombie" to "małe, żółte kwiatki"...

"Kieł", to jeden z najdziwniejszych i najbardziej niepokojących filmów jakie widziałam. Pokręcony i zdumiewający, sprawiający, że większość seansu spędza się z szeroko otwartymi ze zdziwienia ustami i na brzegu fotela z nadmiaru trudnych do opanowania emocji, które sprawiają, że w głowie kołacze się jedna myśli: "Nie do wiary!". "Kieł" uznany został w tym roku za najlepszy film sekcji Un Certain Regard na MFF w Cannes, a w Warszawie prezentowany jest w programie "Odkrycia". Lepiej nie mógł trafić.

Wyobrażam sobie, że przed rozpoczęciem realizacji "Kła" grecki reżyser Yorgros Lanthimos pomyślał sobie: "Co by było gdyby jacyś rodzice postanowili wychować swoje dzieci w całkowitej izolacji od świata, aby ochronić je przed całym jego złem, brudem i przemocą? Jak mogłoby wyglądać życie w takiej rodzinie, jakich środków musieliby użyć rodzice do osiągnięcia całkowitej kontroli nad swoim potomstwem i jak ukształtowały by się osobowości takich dzieci?".

Rodzinę, którą poznajmy w filmie Lanthimosa tworzą rodzice i trójka ich dorosłych już dzieci, które nigdy nie opuściły tereniu ich położonej na odludziu posiadłości. Dzieci, które nie mają nawet imion, otaczający ich świat znają jedynie z opowieści rodziców, którzy wpoili im, że "morze" to "wielki, wygodny fotel", "zombie" to "małe, żółte kwiatki", "telefon" to "solniczka", a "karabin" - "wielki biały ptak". Dzieciaki są także przekonane, że kot, to niebezpieczne stworzenie, które czyha za płotem na ich życie, a wyjść z domu będą mogły, kiedy wypadnie im jeden z zębów, tytułowy 'kieł'.

Dni upływają im na zabawach i specyficznej edukacji nadzorowanej przez rodziców, a jedyną osobą z zewnątrz, która pojawia się w ich domu jest Christine, strażniczka z fabryki, w której pracuje ojciec, przywożona tutaj, aby dać upust seksualnym potrzebom syna. Christine jest jednak bardziej zainteresowana córkami, a za "wylizanie klawiatury" oferuje jednej z nich prezenty. Raz jest to opaska na włosy, a innym razem kasety wideo z filmami, których dziewczyna nigdy nie widziała na oczy. To one staną się początkiem dramatu i rozłamu w piekielnym domowym raju, w wyniku którego demoniczny ojciec rozwali córce kasety na głowie, a Christine przyłoży odtwarzaczem wideo i nigdy więcej nie wpuści do domu. Rodzice podejmą też decyzję, że z ich snem sypiać będzie teraz starsza z córek, ta sama, która na nielegalnych kasetach obejrzała "Rocky'ego" i "Szczęki", i która jako pierwsza postanowi zobaczyć co znajduje się za płotem ich domu.

Dwugodzinny film Greka to starannie przemyślana i mistrzowsko skonstruowana wizja surrealistycznej rzeczywistości, świata bezwzględnej kontroli i absurdalnych pomysłów na wychowywanie dzieci, w którym wyrażenie 'rodzinne więzi' nabierają zupełnie nowego znaczenia. Ten niepokojący obraz łączący elementy psychologicznego dramatu i horroru, ale nie jest także pozbawiony humoru. Śmiechowi towarzyszą jednak nieodmiennie grymasy niedowierzania i przerażenia, a włos jeży się na głowie i serce podchodzi do gardła.


Monika Marach