• Karolina Stankiewicz
    Karolina Stankiewicz
Bone Tomahawk
  • 4.3
  • 1
Bone Tomahawk

"Bone Tomahawk" [recenzja]

"Bone Tomahawk", reż. S. Craig Zahler (2015)

Idealne dla: fanów westernów, horrorów, ciekawych hybryd gatunkowych i Kurta Russella.

W swoim debiutanckim filmie scenarzysta i reżyser S. Craig Zahler sięgnął po western i dorzucił do niego elementy horroru gore. Wszystko polane gęstym sosem czarnego humoru wypada wyjątkowo świeżo.

W małym miasteczku na Dzikim Zachodzie pojawia się tajemniczy wędrowiec. Jego przybycie od razu zauważa szeryf miasteczka (Kurt Russell), który po wymianie kilku zdań postanawia unieruchomić osobnika strzelając mu w nogę i zamykając w areszcie. Rannego opatrzyć ma piękna pani doktor, a pilnuje ich zastępca szeryfa. Niestety o świcie okazuje się, że cała trójka zniknęła. Bowiem w ślad za wędrowcem do miasteczka przybyli rozwścieczeni kanibale i porwali przebywających na posterunku. Na ratunek wyruszają szeryf, jego leciwy pomocnik, pewien wyniosły rewolwerowiec i ranny w nogę mąż pani doktor.

Niezbyt skomplikowana akcja filmu toczy się powoli, a przez większość czasu obserwujemy czterech mężczyzn zmagających się z trudami podróży i sobą nawzajem. Na jaw wychodzą niesnaski, różnice charakterów i słabości. A wszystko balansuje na granicy pomiędzy dramatem a absurdem. Zahlerowi pomimo niskiego budżetu udało się skompletować świetną obsadę - obok Russella zobaczymy tu też między innymi Patricka Wilsona, Matthew Foxa, czy świetnego Richarda Jenkinsa - i dzięki temu podróż, w jaką udajemy się wraz z bohaterami, nie nuży ani przez chwilę.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
Kadry z filmu "Bone Tomahawk"

Absurd i dramat to nie wszystko, co oferuje "Bone Tomahawk". Najdziwniejszymi i najbardziej trzymającymi w napięciu są tu elementy... gore. Już scena otwierająca film sugeruje, że nie jest to film dla wrażliwych widzów. I choć brutalne, krwawe momenty są dawkowane z umiarem, gdy już się pojawiają, sprawiają, że żołądek mimowolnie zaczyna przewracać się na drugą stronę. Jeden z nich był wymieniany jako najbardziej brutalna i najbardziej pokręcona scena śmierci 2015 roku - z pewnością nie będziecie mieć problemu z rozpoznaniem, o który chodzi.

Podobnie jak świetny "Slow West", który gościł na ekranach naszych kin w 2015 roku, "Bone Tomahawk" udowadnia, że western to gatunek, który ma nam jeszcze sporo do zaoferowania. To też niezbity dowód na to, że S. Craig Zahler nie tylko potrafi pisać scenariusze, ale też sprawdza się jako reżyser. Szkoda, że do tej pory żaden z jego projektów – choć cieszyły się zainteresowaniem – nie został zrealizowany.

[Karolina Stankiewicz]