• Michał Piepiórka
    Michał Piepiórka

Ciemna strona ludzkiej natury: prawdziwi gangsterzy na ekranie

Al Capone, John Dillinger, Baby Face Nelson – nazwiska tych gangsterów zna każdy kinoman. To właśnie dzięki kinu przestępcy czasów prohibicji mogli na dobre zagościć w masowej świadomości. Postacie mafiosów, przywódców gangów i wielkich złodziei wciąż nie przestają fascynować, a ich biografie chętnie stają się podstawą kolejnych filmowych scenariuszy. Na ekranach kin właśnie możemy oglądać "Legend" o braciach Kray, brawurowo odegranych przez Toma Hardy’ego, a także Johnny’ego Deppa w roli Whitey’a Buglera w "Pakcie z diabłem". Dzieje wielkich gangsterów na stałe wpisały się w historię kinematografii, która pomogła wyprodukować ich mit.

Powstanie i upadek mitu

Największe zasługi mają w tej materii Francesco Ford Coppola, Brian De Palma i Sergio Leone. Tych trzech reżyserów z włoskimi korzeniami, nawiązując do klasycznych filmów gangsterskich z lat 30., wykreowało obowiązującą w kulturze popularnej wizję funkcjonowania włoskich rodów mafijnych żyjących na amerykańskiej ziemi. Bohaterowie "Ojca Chrzestnego", "Nietykalnych", "Człowieka z blizną" czy "Dawno temu w Ameryce" choć bywali brutalni i bezwzględni, cechowali się przede wszystkim przywiązaniem do rodziny i prostych wartości, takich jak lojalność, braterstwo czy solidarność. Mogliśmy wręcz utożsamić się nawet z najgroźniejszymi przestępcami i podziwiać ich hierarchię wartości, bo filmy te operowały nostalgią za czasem minionym, w którym obowiązywały jasne, moralne zasady, wszyscy wiedzieli jak postępować, z kim się zadawać, a kogo unikać. Te stylizowane mob movies, nawiązujące zarówno wprost, jak i pośrednio do biografii autentycznych gangsterów, nie tylko zachwycały eleganckimi garniturami i kapeluszami oraz atrakcyjnymi scenografiami Nowego Jorku lat 30., ale przede wszystkim sprzedawały konkretną wizję postaci gangstera, reprezentowanych przez niego wartości i efektownego stylu życia.

Kim dla westernu był Sam Peckinpah, tym dla filmu gangsterskiego stał się Martin Scorsese. Przede wszystkim w "Chłopcach z ferajny" i "Kasynie" w spektakularny sposób rozprawił się z regułami gatunku. Opierając się na prawdziwych losach nowojorskiej rodziny Lucchese i pochodzącego z Chicago Sama "Ace" Rosensteina, zerwał z mitem szlachetnego i lojalnego gangstera, starającego się jedynie zaprowadzić porządek w swojej dzielnicy i zapewnić godny żywot własnej rodzinie. Dawne wartości poszły w zapomnienie, czego symbolem stał się Henry Hill – długoletni członek nowojorskiej mafii, który nie zawahał się "zakapować" swoich towarzyszy – na podstawie zeznań którego powstał scenariusz "Chłopców z ferajny". Bohaterowie Scorsese nie są już tak honorowi jak Don Corleone, a autor "Taksówkarza" delikatny w scenach przemocy jak Coppola. Chłopcy nie szczędzą sobie dźgnięć nożem, rozgniatania pięścią twarzy, zdrad i spisków. Gangsterzy przestali jawić się jako nobliwi starcy, a przeistoczyli się w żądne krwi bestie.

Mit oczywiście nie upadł całkowicie. Filmy Scorsese napędziły tylko koniunkturę na biografie kolejnych gangsterów, rozpalających do czerwoności wyobraźnię domagającej się brutalnej atrakcji widowni. Najwięksi przedwojenni przestępcy z Alem Capone i Johnem Dillingerem na czele powrócili w "Wrogach publicznych" Michaela Manna, Andrew Dominik sięgnął jeszcze dalej w przeszłość i przywołał do życia legendę Jesse’ego Jamesa w "Zabójstwie Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda", podobnie uczynił Scorsese przybliżając współczesnej widowni postać Billa "Rzeźnika" Cuttinga w "Gangach Nowego Jorku". Stylizowane filmy gangsterskie oferują wszystko, co najbardziej pociągające w "męskim" kinie gatunkowym: zawiłe intrygi, nietuzinkowe postacie i oszałamiające brutalnością i wizualną atrakcyjnością sceny akcji. Szczególną siłę oddziaływania posiadają te oparte na autentycznych historiach, potrafiących mrozić krew w żyłach i rozbudzających wręcz patologiczną wyobraźnię. Czasy prohibicji i burzliwe dzieje amerykańskiej historii to nieprzebrane źródło dla kolejnych opowieści o wyjętych spod prawa przestępcach. Jednak wielu twórców porzuciło historie o handlarzach amerykańskim burbonem, na korzyść opowieści o dystrybutorach meksykańskiej marihuany, kolumbijskiej kokainy czy wietnamskiego opium. Obrazoburca Scorsese wylansował modę na nowy typ gangstera, dla którego złotymi czasami okazały się lata 70.

Lata 70. to nowe lata 30.

Około przełomu wieków w amerykańskim kinie punktem odniesienia przestały być lata 30., a źródłem nowej nostalgii stały się kolorowe lata rewolucji kulturowej i zmian w obyczajowości amerykańskich nastolatków, które przyniosły wyzwolenie w wielu sferach społecznych oraz poluźnienie moralnego gorsetu. Ruchy kontrkulturowe, otwarcie na nowe stany świadomości, próba społecznej i kulturowej transgresji stworzyły również koniunkturę na handel narkotykami, z której skwapliwie skorzystali najbardziej obrotni przestępcy. Na nich dorobił się grany przez Raya Liottę Henry Hill z "Chłopców z ferajny", ale przede wszystkim George Jung z "Blow" Teda Demme’a i Frank Lucas z "American Gangster" Ridley’a Scotta. Narkotykowa prohibicja wylansowała nowe "gwiazdy" podziemia, które nie bały się zaryzykować własnym życiem, by zaznać luksusu i władzy, którymi cieszyli się ich przedwojenni poprzednicy.

Grany przez Johnny’ego Deppa Jung był postacią szczególnie barwną, a zarazem tragiczną. Od dziecka wiedział, że jedyne czego na pewno chce uniknąć to bieda. Szybko przekonał się, że uczciwą pracą nie zarobi na wymarzony styl życia. Koniec lat 60. miał w sobie coś z niewinności. Wszyscy godzinami palili trawkę, narkotyki były wszędzie, a policja jeszcze nie do końca świadoma nowego zagrożenia. Niezobowiązującą atmosferę zabawy i dobrego samopoczucia południowych stanów ogarniętych marihuanową gorączką skwapliwie wykorzystał Jung. Nie interesował go detal, ani dzielenie się zyskami z pośrednikami. Był pierwszy, który zaczął handlować marihuaną i kokainą na masową skalę. Sam zadbał o kontakty w Meksyku, dane mu było robić interesy nawet z szefem kolumbijskiego kartelu z Medellin – Pablo Escobarem. Demme szkicując barwne życie narkotykowego bossa w szalonych latach 70., zaopatrzył je nade wszystko w rys tragiczny. Choć to Jung w dużej mierze przyczynił się do rozrostu problemu narkomanii, zarabiając przy tym pieniądze tak olbrzymie, że w gotówce nie mieściły się w jego sporym domu, to został pokazany jako człowiek przegrany, zdradzony i osamotniony. "Blow" to przede wszystkim opowieść o zawiedzionej przyjaźni, która doprowadziła do upadku oszukanego przez własne marzenia człowieka. Wyrzucony z biznesu przez najbliższych współpracowników i ostatecznie "zakapowany" na policję Jung musiał przenieść się ze swojej wielkiej, kolumbijskiej posiadłości do niewielkiego domu na amerykańskich przedmieściach, a ostatecznie osiąść w więzieniu. Według Demme’a Jung to wieczny chłopiec paradujący w kolorowej koszuli, który jedynie chciał uniknąć biedy, nieco się zabawić i wieść w spokoju rodzinne życie.

Inaczej narkotykowe podziemie lat 70. przedstawił Scott w "American Gangster". Historia nowojorczyka Lucasa w niczym nie przypomina kontrkulturowych miraży popalającego trawkę Junga. Bohater Scotta przejął po śmierci swojego mentora – Ellswortha "Bumpy" Johnsona – władzę w Harlemie. Dzięki kontaktom wśród żołnierzy walczących w Wietnamie udało mu się dotrzeć do producentów heroiny, którą zaczął przemycać w wojskowych samolotach. Nie unikając przemocy, wypracował sobie posłuch, a dzięki świetnemu interesowi dorobił się milionów. Scott jednak zamiast na Lucasie skupił się przede wszystkim na panoramie miasta – zalanego narkotykową gorączką i bezkarnymi przestępcami, kupującymi swoją nietykalność u skorumpowanych policjantów. "American Gangster" to opowieść o załamywaniu się statusu quo opartego na symbiozie stróżów prawa i gangsterów. Największym osiągnięciem Richiego Robertsa – jedynego sprawiedliwego policjanta w Nowym Jorku, z perspektywy którego śledzimy wojnę z nowopowstałym heroinowym biznesem – nie jest złapanie narkotykowego bossa Lucasa, lecz doprowadzenie do skazania setek szeregowych policjantów opłacanych przez miejscowych oprychów. Największy czarny charakter u Scotta pozostaje rozproszony – nie jest nim jedynie Lucas, który ostatecznie postanawia współpracować z organami ścigania, przyczyniając się do oczyszczenia miasta z nieuczciwych policjantów.

Gangsterzy z lat 70. swoją pozycję nie tylko budowali na narkotykowej koniunkturze. Przykładem przestępcy, który znalazł się na szczycie dzięki własnej charyzmie i sile bokserskiego uderzenia jest Danny Green, bohater "Zabić Irlandczyka" Jonathana Hensleighta. Green był postacią nietuzinkową, a jego biografia wydaje się szczególnie zasługiwać na ekranizację. Rozgłos uzyskał dzięki swojemu przydomkowi "kuloodporny gangster", na który zapracował wychodząc cało z kilku nieudolnie przeprowadzonych zamachów na jego osobę. W swojej nieszczególnie długiej przestępczej karierze udało mu się zadrzeć z wieloma mafijnymi kręgami, z którymi musiał walczyć, by utrzymać osiągniętą pozycję oraz wpływy. Twórcom tej produkcji udało się uchwycić proces tworzenia przestępczego imperium. Szczególną zaletą filmu Hensleighta jest pokazanie, że stawanie się gangsterem jest często dziełem przypadku, a konieczność użycia siły czy mało wyrafinowanej perswazji psychicznej efektem niesprzyjających okoliczności. Green swoją karierę rozpoczął od uporania się z mafijnym układem oplatającym związki zawodowe dokerów. Zastępując gangstera, sam stanął przed pokusami przestępczego życia, z którymi, co należy zaznaczyć, nie starał się walczyć. Twórcy postarali się pokazać złożoność postaci gangstera i motywacji jego czynów, które prowadzą do zejścia na drogę nieprawości.

Hensleight skorzystał z mechanizmu mitologizacji, sprawiając, że Danny Green jawi się nie tylko jako charyzmatyczny i bezwzględny mobster, ale również ciepły, rodzinny człowiek, dbający o lokalną społeczność. Na przykładzie historii Greena można zauważyć, że biografie największych przestępców zbudowane są na zaskakującym paradoksie. Wszyscy przywołani gangsterzy deklarują na ekranie, że najbardziej zależy im na rodzinie. Czy to Włosi, afroamerykanie czy Irlandczycy, wszyscy przywiązani są do rodzinnych wartości – zawiązują klany, dają zatrudnienie bliskim, bazują na braterskiej lojalności. Niezbędnym elementem każdego mob movies jest również historia miłości gangstera do pięknej kobiety, która musi cierpieć z powodu profesji swojego męża. Ostatecznie życie rodzinne w kolejnych produkcjach staje się alibi dla prowadzenia nieczystych interesów – spychanym na dalszy plan listkiem figowym, uczłowieczającym ludzkie bestie.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6

Nie tylko Ameryka

Kino gangsterskie to gatunek na wskroś amerykański. Ukształtowany w latach 30. na bazie historii o prohibicji, z czasem zawędrował również w inne zakątki globu. Również Europejczycy doczekali się ekranizacji biografii swoich gangsterskich legend. W produkcjach tego typu prym wiodą Anglicy, Francuzi i oczywiście Włosi.

Angielskim mistrzem gangsterskiego kina jest bez wątpienia Guy Richie, garściami czerpiący ze stylu Quentina Tarantino. Jego szalone fabuły, mieszające humor, groteskę i zatrważające pokłady agresji i brutalności szybko zostały zaadaptowane przez innych twórców. Dziś wyspiarskie kino pochylające się nad opowieściami o przestępcach wypracowało swój autonomiczny, rozpoznawalny styl, znacznie różniący się od tego, co oferują Amerykanie. W Anglii szczególne miejsce w kinie gangsterskim mają lata 80. i 90. Chętnie eksponowanymi wątkami są kibolskie bijatyki i fenomen muzyki rave. Najbardziej emblematycznym przykładem tego typu kina – czerpiącego z filmów o piłkarskich chuliganach i adaptującego wizualną estetykę produkcji autora "Porachunków" – jest "Zawód gangster" Juliana Gibneya, opowiadający prawdziwą historię Carltona Leacha, piłkarskiego hoolsa, powoli wdrapującego się po drabinie hierarchii przestępczego półświatka. Z jego perspektywy oglądamy brutalne walki gangów, wyniszczające zarówno społeczeństwo, jak i pojedyncze rodziny. Anglicy nie posiadają ambicji mitotwórczych, ich produkcje, szczególnie te oparte na prawdziwych wydarzeniach, wybrzmiewają prawdziwie dramatycznie, nie unikając epatowania niejednokrotnie niezwykle wyrafinowanymi przykładami przemocy.

Tę niechęć Anglików do czynienia z przestępców idoli widać również w pierwszej ekranizacji biografii braci Kray, nakręconej w 1990 pod mało efektownym tytułem "Bracia Kray". Bracia, choć działali w intrygujących czasach swingującego Londynu, sami będąc gwiazdami tej epoki, zostali przedstawieni mało atrakcyjnie, jako ludzkie monstra, zabijające to, co wydawało się, że kochają najbardziej. Być może na przykładzie tego filmu najlepiej można zauważyć, jak zgubny wpływ posiada przestępczy żywot na ukochane rodziny przestępców.

Natomiast wkład kinematografii francuskiej dla kina gangsterskiego najlepiej uwidacznia się w dyptyku o Jacquesu Mesrine, nazwanym w swoim czasie wrogiem publicznym numer jeden, a obecnie największym przestępcą minionego wieku. Vincent Cassel brawurowo wcielając się w jego rolę, nadał mu rys eleganckiego bon vivanta, który jednocześnie mógł przerażać i pociągać opinię publiczną. Jeżeli porównywać styl brytyjski z francuskim na podstawie "Zawodu gangstera" i "Mesrine" to na pierwszy rzut oka widać, że Francuzi są znacznie mniej rozmiłowani w dynamicznej akcji, nastawionej na epatowanie przemocą, a większą wagę przywiązują do zaplecza intelektualnego i budowania atmosfery epoki. Mesrine najbardziej intryguje jako fenomen socjologiczny – ulubieniec mediów – ale również nieustatkowany, a przy tym diabelnie skuteczny, wariat, który dokonał niezliczonej ilości udanych napadów i dwukrotnie szczęśliwie uciekał z więzienia.

Pisząc o kinie gangsterskim nie można zapomnieć o Włochach – ojczyźnie Cosa Nostry i Camorry. Szczególnie historia neapolitańskiej organizacji przestępczej najpierw opowiedziana w reportażach przez Roberto Saviano, a następnie zekranowana przez Matteo Garrone w "Gomorze" zrewolucjonizowała filmowy sposób opowiadania o prawdziwych gangsterach. Nie ma w nim niczego z mitologizacji, ani kina rozrywkowego, epatującego efektowną przemocą czy elegancką stylizacją. Garrone postanowił być jak najbliżej opowiadanej historii, autentycznych scenerii i neapolitańskich realiów. Podobnie jak Saviano, sięgnął po paradokumentalny styl, by wydobyć z rekonstruowanych historii autentyzm i grozę. Tym samym udowodnił, że to, co najbliższe życiu, może być najciekawsze.

***

Kino gangsterskie doczekało się niezliczonej ilości wariantów i odmian. Praktycznie każda kinematografia może pochwalić się swoją własną formułą – warto wspomnieć choćby o japońskich produkcjach o Yakuzie, południowoamerykańskich rozgrywających się z favelach czy południowoafrykańskich w stylu "Tsotsi" Gavina Hooda. Motorem napędzającym tego typu kino są przede wszystkim autentyczne historie legendarnych gangsterów, którzy jeszcze za życia intrygowali społeczeństwo. Sekret popularności opowieści o najbardziej charyzmatycznych i brutalnych przestępcach skrywa w sobie tajemnicę ciemnej strony ludzkiej natury. Póki jest ona w nas, możemy liczyć na kolejne produkcje w stylu "Legend" czy "Paktu z diabłem".

[Michał Piepiórka]