• Robert Skowroński
    Robert Skowroński
Cloverfield Lane 10
  • 3.5
  • 2
Cloverfield Lane 10

"Cloverfield Lane 10" ("10 Cloverfield Lane"), reż. Dan Trachtenberg

Idealne dla: fanów "Projekt: Monster", thrillerów i Alfreda Hitchcocka

Światowej zagłady oraz inwazji obcych, jak wydawać by się mogło, nie trzeba przedstawiać z wielkim rozmachem i zalewać ekranu morzem fajerwerków. Silniejszy efekt można osiągnąć robiąc to w kameralny sposób i umieszczając bohaterów w klaustrofobicznych przestrzeniach, co udowodnił Dan Trachtenberg swoim "Cloverfield Lane 10".

Zjawisko sequeli czy spin-offów zakłada, aby każda kolejna odsłona danej serii miała do zaoferowania jeszcze więcej od swoich filmowych poprzedników. Jeżeli w danym dziele pojawił się karabin maszynowy, to w kontynuacji zobaczymy już wyrzutnię rakiet, a ją następnie powinna zastąpić bomba atomowa. Z nową częścią "Projektu: Monster" z 2008 roku jest z goła inaczej. Amerykański debiutant, któremu zaufał sam J.J. Abrams podpisując się pod "Cloverfield Lane 10" jako producent, obrał zupełnie inną ścieżkę.

Twórca postawił na wyciszony obraz, pozbawiony widowiskowości, którego siła drzemie w pełnym niuansów i znaków zapytania scenariuszu - jego współautorem był m.in. Damien Chazelle, reżyser "Whiplash". Powstał niepokojący thriller utrzymany w duchu Alfreda Hitchococka, gdzie każdy kolejny suspens może wprawić widza w osłupienie. Trachtenberg wziął sobie zresztą bardzo do serca słowa o tym, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, po to, aby napięcie w kolejnych scenach nieustannie rosło. Skłócona ze swoim chłopakiem Michelle (Mary Elizabeth Winstead) ulega w nocy wypadkowi samochodowemu, by następnie obudzić się przykutą do rury w schronie, w którym rządzi Howard (John Goodman). Ten każe jej myśleć o nim nie jako oprawcy, a raczej osobie, której zawdzięcza pozostanie przy życiu. Tak dziewczyna poznaje swojego Normana Batesa.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
Kadry z filmu "Cloverfield Lane 10", reż. Dan Trachtenberg

Kameralny obraz Trachtenberga skupia się na bohaterach oraz ich relacjach. Artystyczny sukces dzieła w dużej mierze leżał tym samym w rękach aktorów. Ci spisali się wzorowo. Zwłaszcza były żołnierz i zwolennik teorii spiskowych grany przez Johna Goodmana. To postać pomiędzy dobrym wujkiem służącym pomocą, a opętanym psychozą maniakiem z minuty na minutę popadającym w skrajnie odmienne stany emocjonalne. Raz jest potworem, by zaraz stać się poczciwcem o wielkim sercu. W rozgrywającą się pod ziemią grę uwikłani są też bohaterowie grani przez Mary Elizabeth Winstead oraz Johna Gallaghera Jr. Oni również z wyczuciem wygrywają różne stany – od bycia zwierzyną zamkniętą w klatce przez socjopatę, po osoby na skraju, walczące heroicznie o przeżycie.

Z "Cloverfield Lane 10" udało się uczynić pełną wyczucia mieszankę gatunkową, w której wypełniona zaskoczeniami apokalipsa rozgrywa się w mikrokosmosie podziemnego schronu atomowego. Wyświechtane i pozornie pozbawione już jakiegokolwiek wyrazu stwierdzenie, że "film trzyma w napięciu do samego końca" w tym konkretnym wypadku sprawdza się w pełni.

[Robert Skowroński]