"Czarownica" (recenzja Blu-ray): pocałunek prawdziwej miłości

 
"Czarownica" ("Maleficent"), reż. Robert Stromberg (2014)

Plany stworzenia nowoczesnej wersji "Śpiącej królewny", w której akcja skupiałaby się na postaci czarnego charakteru, nie napawały optymizmem, ponieważ wykorzystywanie znanych i wyeksploatowanych motywów kojarzyło się z odcinaniem kuponów, a zmiana perspektywy mogła przynieść niepotrzebne manipulowanie motywami słynnej baśni. Okazało się jednak, że "Czarownica" stanowi idealny przykład współczesnej kultury lubiącej przewracać do góry nogami to, co głęboko zakorzenione, tworząc rewizjonistyczną i intrygującą wizję losów Diaboliny, rewelacyjnie zagranej przez Angelinę Jolie.
 
W sercu filmu znajduje się historia ze "Śpiącej królewny", łącznie z najsłynniejszymi scenami, takimi jak chrzciny małej Aurory i nałożenie na królewnę strasznej klątwy czarownicy. Początek i koniec, a także perspektywa reszty, doskonale znanych widzom, wydarzeń, są przystosowane do głównego konceptu filmu. Kim była Diabolina? Co się stało, że czyniła zło? Dlaczego rzuciła klątwę na dziecko? Scenariusz proponuje ciekawe odpowiedzi na te pytania. Na początku Diabolina jest pełną życia i wesołą wróżką, która później zostaje zdradzona przez przyjaciela i okradziona z cennych skrzydeł. Ból wynikający ze straty bliskiej osoby, części siebie i zaufania do świata sprawia, że Diabolina zamyka się w sobie i angażuje w projekt zemsty. Obserwując jednak królewską córkę Aurorę,  zaczyna się do niej przywiązywać.
 
Wizja z "Czarownicy" nie byłaby przekonująca i wciągająca gdyby nie Angelina Jolie. Gwiazda portretuje najmniejszą zmianę w nastawieniu swojej bohaterki z niezwykłą precyzją, nie wybielając jej czynów, lecz również nie skazując jej na piętno czarnego charakteru. Na ekranie jest magnetyzująca i to ona w dużej mierze decyduje o sukcesie filmu. Jako atut niewątpliwie należy również potraktować scenariusz – kształtujący historię w ten sposób, aby – zwłaszcza w finale – zaskoczyła i zmyślnie zbliżyła baśń do dzisiejszych czasów, preferujących realizm i ambiwalencję, a nie bajkowe podziały na dobro i zło lub miłość od pierwszego wejrzenia. Co zabawne, reżyser wydaje się w tym projekcie nijaką figurą, rzemieślnikiem bez większego wpływu na artystyczny kształt filmu, co jednak nie pogrąża ostatecznego rezultatu. Jedyne, co w produkcji nieco kłuje w oczy, to wszędobylski komputer, który raz po raz wyskakuje na pierwszy plan, zamiast stanowić dyskretne tło dla opowiadanej historii.
 
Wydanie Blu-ray
 
Błękitny dysk tradycyjnie obfituje w materiały dodatkowe, chociaż ich wspólny czas trwania może rozczarowywać w porównaniu z liczbą bonusów z wydań innych blockbusterów. Poza rozbudzaniem apetytu na więcej ciekawostek z planu i informacji o realizacji filmu, trudno jednak zarzucić edycji cokolwiek innego. Technicznie olśniewa, oferuje kilka wersji językowych, w tym polskie napisy do dodatków, a także pozwala zajrzeć za kulisy produkcji.
 
W opcjach dźwiękowych znajdziemy polski dubbing i angielski oryginał w 5.1 i DTS. Istnieje również możliwość obejrzenia filmu z audiodeskrypcją, ale niestety tylko w języku angielskim. Polskie napisy mają wyraźną, dość dużą czcionkę, co nie jest standardem w wydaniach blu-ray. Dzięki temu tekst widać doskonale nawet w scenach na tle barwnych krajobrazów radosnej kniei. Wizualnie film czerpie pełnymi garściami z możliwości błękitnego dysku i wygląda jak stworzony do tego formatu. Żywe kolory, wyraziste szczegóły i głębokie czernie stanowią świadectwo wysokiej jakości technicznej wydania. Podobnie jest ze stroną dźwiękową, która pozwala usłyszeć każdy szept i szelest, napierając na głośniki  w scenach zbiorowych i ze spektakularną muzyką Jamesa Newtona Howarda.
 
W dodatkach umieszczono cykl krótkich, maksymalnie dziesięciominutowych materiałów z planu, a także zestaw scen usuniętych. W ten sposób możemy przyjrzeć się bliżej przemianie Elle Fanning w księżniczkę Aurorę, prześledzić decyzje scenariuszowe w procesie przekształcania baśni w film fabularny, zobaczyć projekty rogów noszonych przez Angelinę Jolie, czy wreszcie przyjrzeć się temu, jak powstawała scena bitwy z początku filmu, co okazuje się szczególnie ciekawe, gdy oglądamy dokładanie kolejnych warstw obrazu w komputerze. Z pewnością najbardziej interesujący okazuje się materiał o unowocześnianiu baśni, aby pokazać ją z perspektywy czarnego charakteru, który postępuje tak, a nie inaczej, z określonych powodów. Przed kamerą wypowiada się scenarzystka Linda Woolverton, opowiadając o tym, jak inspiracją stała się dla niej informacja, że pierwotnie Diabolina była wróżką. A skoro nie miała skrzydeł, musiało przytrafić się jej coś wstrząsającego, co zrodziło w niej nienawiść na tyle głęboką, żeby rzucić klątwę na niewinne dziecko. Oczywiście w materiałach nie obyło się bez komentarzy gwiazdy produkcji, Angeliny Jolie.
 
Całość zamyka zestaw scen niewykorzystanych. Twórcy zrezygnowali między innymi z sekwencji, w której Diaval pyta Diabolinę o zdjęcie klątwy, lub z postaci dodatkowego adoratora Aurory znalezionego przez dobre wróżki. W każdym przypadku nietrudno zauważyć, co kierowało wyborami reżysera i że były to dobre wybory. Każda stanowiłaby niepotrzebne obciążenie filmu i czynienie bezpośrednim tego, co można wyrazić subtelniej.


[Ewa Drab]