"Diabelska plansza Ouija" (recenzja): gra niewarta świeczki


"Diabelska plansza Ouija" ("Ouija"), reż. Stiles White (2014)

Od wielu lat z horrorami jest tak, że trudno zrobić naprawdę dobry i przerażający film tego gatunku. "Diabelska plansza Ouija" Stilesa White'a jest tego najlepszym potwierdzeniem. Obecny mistrz dreszczowca, James Wan, może spać spokojnie.

Debbie i Laine są najlepszymi przyjaciółkami. Już w dzieciństwie dla zabawy używały tytułowej planszy Ouija, która pomaga ponoć w kontakcie ze zmarłymi. Kilkanaście lat później Debbie znajduje jej egzemplarz na strychu, siada do niej samotnie, po czym popełnia samobójstwo. Laine oczywiście nie wierzy w taką wersję wydarzeń, zbiera znajomych i próbuje skomunikować się z Debbie przy pomocy planszy.

Widać, że jest to debiut White'a na stołku reżysera. Nie chcąc ryzykować, sięgnął on więc po zestaw najbardziej wytartych klisz i sposobów straszenia widza. Tak więc: stary dom? Jest. Skrzypiące drzwi, mrugające światła? Obecne. Duchy? Też. Wielka tajemnica w tle? Oczywiście. "Straszna" muzyka i nagłe pojawianie się czegoś na ekranie? I tego nie mogło zabraknąć. Problem w tym, że jedyne, czym można się przerazić w trakcie seansu "Diabelskiej planszy Ouija" to aktorstwo, które wygląda, jakby wykonawcom ktoś przyłożył szpadlem w twarz. Podczas dziewięćdziesięciu minut podskoczyłem w fotelu ledwie raz, znacznie częściej spoglądałem za to na zegarek.

Diabelska plansza Oujia
"Diabelska plansza Oujia"

No bo jak można przejąć się zupełnie nieciekawymi postaciami, które dodatkowo zmuszone są do wypowiadania najbardziej oczywistych kwestii. Dialogi w filmie White'a służą w znacznej większości objaśnianiu widzowi tego, co ogląda. Co nie znaczy, że fabuła jest jakkolwiek skomplikowana. Twórcy wyraźnie też nie dbają o logikę niektórych sytuacji – gdy potrzebują, by ktoś pomógł bohaterom, biorą pierwszą z brzegu osobę. No bo jak inaczej wytłumaczyć, że sprzątaczka pracująca w domu Laine doskonale wie nie tylko, czym jest plansza Ouija, ale też co dziewczyna musi zrobić, żeby uwolnić się od jej mocy? Wszystko to razem zamiast straszyć, zdecydowanie bardziej śmieszy. I to nawet wtedy, gdy na ekranie pojawiają się duchy.

Jedyną zaletą "Diabelskiej planszy Ouija" jest to, że trwa niecałe dziewięćdziesiąt minut, które zlatują dosyć szybko. Niestety nic nie jest w stanie tu przykuć uwagi. Ani zjawy, ani oklepana i przewidywalna tajemnica z przeszłości. W pewnym momencie jeden z bohaterów zaczyna zastanawiać się, kto z grupy używającej planszy zginie jako następny. Widzowi pozostaje tylko przyłączyć się do niezbyt ekscytującej zabawy w wyliczankę.
 
[Jędrzej Dudkiewicz]