"Dzika droga" (recenzja): dzikość kontrolowana


"Dzika droga" ("Wild"), reż. Jean-Marc Vallee (2014)

"Dzika droga" to jeden z tych filmów, o których świetnie się rozmawia, ale ich oglądanie jest prawdziwą męczarnią.

Kręcenie "Dzikiej drogi" zbiegło się z medialną aferą, która rozgorzała wokół Reese Witherspoon, gdy pijana aktorka wdała się w kłótnię z policjantem. Gwiazda przepraszała potem w programach śniadaniowych, twierdząc, że to jednorazowy wybryk, a ona spanikowała, przerażona konsekwencjami nieprzemyślanego czynu. Już nie jestem dzika - wyznawała po londyńskiej premierze, dodając z rozbrajającą naiwnością, że film był dla niej pewnego rodzaju oczyszczeniem; pomógł jej zrozumieć i przewartościować wiele spraw.

Swoistym katharsis miało być też dla Cheryl Strayed napisanie autobiograficznej książki "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie", w której relacjonuje swoją samotną podróż szlakiem Pacific Crest Trail, prowadzącym przez trzy stany USA. To właśnie ta powieść - historia kobiety, która po śmierci matki i utracie męża, stoczywszy się na samo dno, próbuje stanąć na nogi i wyrusza na kilkumiesięczną wyprawę - zainspirowała kanadyjskiego reżysera, Jean-Marca Vallée'a, świeżo po sukcesie nagradzanego "Witaj w klubie". Scenariusz wyszedł spod ręki popularnego i często ekranizowanego brytyjskiego pisarza, Nicka Hornby'ego, zaś w roli Cheryl obsadzono lubianą przez amerykańską publiczność Witherspoon. Vallée wyraźnie liczył na kolejny złoty strzał i kilka statuetek
.

Tym razem jednak nie powinien - choć zapewne Akademia, lubująca się w symbolicznych snujach, okaże się dla niego łaskawa i hojnie sypnie nominacjami - obejść się smakiem. Scenariusz Hornby'ego to poplątana mieszanina przebitek z przeszłości, które wreszcie mają złożyć się na historię bohaterki i wyjaśnić jej motywację; te chaotyczne migawki, zaburzające chronologię, szybko stają się jednak nużące, bo opowieść okazuje się w zasadzie dość typowa i prosta - dystrybutor zresztą od początku zdradza, co popycha Cheryl do podjęcia wyprawy. Humor jest wymuszony, oparty na jednej nucie - rzucanych od czasu do czasu przekleństwach czy też nieudolności niedoświadczonej podróżniczki - i wywołuje raczej skrępowany, pełen zażenowania uśmiech. W dodatku Witherspoon, przez Hollywood zaszufladkowana jako legalna blondynka, nie radzi sobie z rolą skomplikowanej i upodlonej kobiety, na ekranie wypadając blado i mało wiarygodnie.

Prawdziwą bolączką "Dzikiej drogi" są jednak prostackie metafory - towarzyszący bohaterce lis, opuszczający ją dopiero, gdy ta dotrze nie tylko do fizycznego, ale i duchowego końca swojej wędrówki; jak również pretensjonalność - choćby nachalne cytaty, którymi kobieta oznacza poszczególne etapy swojej podróży, czy nazwisko "Strayed" ("stray" znaczy "zagubiony"; autorka książki wymyśliła sobie taki natchniony pseudonim literacki po rozwodzie). Prawdziwa Cheryl piała z zachwytu nad obrazem, dodając, że w filmie młodszą wersję bohaterki zagrała jej córka, co nadaje dziełu bardziej emocjonalny charakter. Witherspoon z lubością opowiadała o trudach, jakie niosło przygotowywanie się do roli, nadludzkim wysiłku i dźwiganiu ciężkiego plecaka, który wcale nie był wypchany gazetami. Tylko co z tego, skoro widz już po kwadransie marzy, by ta podróż wreszcie się zakończyła...
 
[Sonia Miniewicz, 58. London Film Festival]