• Diana Dąbrowska
    Diana Dąbrowska
Equals
  • 0
  • 0
Equals

"Equals", reż. Drake Doremus (2015)

Idealne dla: fanów Kristen Stewart i Nicholasa Houlta, a także filmów o utopiach, dystopiach i wszelkich wizjach "nowego lepszego świata" w kinie; dla miłośników historii o niemożliwych miłościach

Po sukcesie "Do szaleństwa" i "Breathe in", Drake Doremus z wyższym budżetem i popularniejszymi gwiazdami odgrzewa odwieczną historię o dojrzewaniu i niemożliwej miłości rodem z dzieł Szekspira. Tym razem reżyser przenosi się do nieznanego sobie wcześniej świata science-fiction.

Doremus przedstawia konformistyczny korpoświat zrodzony na wzór chłodnych obrazów Piero della Francesci - idealna rzeczywistość funkcjonuje ze sprawnością szwajcarskiego zegarka, gdyż została oczyszczona z uczuć i oryginalności. Wszelki przejaw emocjonalności postrzegany jest jako zboczenie i odchył od normy. Jak to już w kinie wielokrotnie bywało, niechciana i niespodziewana choroba staje się punktem wyjścia romantycznej historii i impulsem do konfrontacji z wrogo nastawioną rzeczywistoscią.

Silas (Nicholas Hoult) jest bezsprzecznie jednym z najlepszych pracowników w wypranym z podmiotowości Kolektywie ograniczającym życie jednostki do spożywania posiłków, pracy i spania. Jednakże, kiedy pewnego dnia dochodzi na oczach wszystkich pracowników do tragedii, coś w nim pęka - bohater pokonuje obojętność i po raz pierwszy zaczyna odczuwać emocje. Zauważa wówczas podobną reakcję u swojej koleżanki Mii (Kristen Stewart). Pomimo zakazu, młodzi stopniowo zbliżają się do siebie - w tym świecie ich wysiłki są jednak z góry skazane na porażkę. Warto zauważyć, że "Equals" to kolejny film po "Sils Marii", w którym gwiazda kultowego w pewnych kręgach "Zmierzchu" zaskakuje aktorską dojrzałością. Trudno niestety powiedzieć to samo w odniesieniu do Nicholasa Houlta, który zdaje się wciąż tkwić jedną nogą na poziomie "X-Menów".

"Equals" to nic innego jak kolejna adaptacja Romea i Julii uwikłana w przeterminowanym już post-orwellowskim sosie. Reżyser jednak nie wykracza poza standardy gatunku i bezpiecznie kastruje perwersyjny potencjał swojej historii o trudach dojrzewania, pierwszej miłości, strachu przed uczuciami, które są postrzegane jako choroba, coś co psuje człowieka, czyni go słabszym. Rozmach futurystycznej wizji połączony z emocjonalnym chłodem reżysera sprawia, że jego film przypomina partię "Simsów" rozegraną przez wyjątkowo nieudolnego użytkownika.

[Diana Dąbrowska, 72. MFF w Wenecji]