• Urszula Lipińska
    Urszula Lipińska
Z innego świata
  • 0
  • 0
Z innego świata

"From the Land of the Moon" ("Mal de pierres"), reż. Nicole Garcia (2016)

Idealny dla: miłośników melodramatów

Marion Cottilard jako zakochany podlotek? Jeśli nabierzecie się na ten myk reżyserki "From the Land of the Moon", pewnie łykniecie film w całości.

Gabrielle (Cottillard) poznajemy, gdy jest już matką i żoną. Wiedzie poukładane życie, jej rzeczywistość jest stabilna, coś jednak wciąż kołacze się w jej sercu. Szczególnie pewnego popołudnia, kiedy jedzie z rodziną samochodem i widzi ulicę, która pobudza w niej wspomnienia. Wspomnienia zbyt mocne, aby można było przejść nad nimi do porządku dziennego - Gabrielle zrywa się więc z miejsca i wybiega z samochodu. 

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
Kadry z filmu "From the Land of the Moon", reż. Nicole Garcia

Ta otwierająca film scena bezbłędnie nadaje mu rytm - będzie on wybijany porywami uczuć, gwałtownym biciem serca i romantycznymi, przesadzonymi gestami. Taka właśnie jest Gabriella. Kocha mocno, walczy do utraty tchu o mężczyzn, którzy stale ją odrzucają, i szuka prawdziwej miłości, co najmniej w takim samym stopniu odpowiadającej temperaturze jej fascynacji. Na razie ma na koncie serię porażek i lokowania uczuć w niewłaściwych facetach, a zegar tyka. Rodzice już przecież wybrali dla niej męża, poczciwego Jose, zesłanego do Francji z targanej wojną Hiszpanii. I za niego Gabrielle wkrótce zresztą wychodzi, co nie zmienia faktu, że dziewczyna wciąż szuka. Tego jedynego, tego wybranego, tego, który pokocha ją mocno i namiętnie. 

"From the Land of the Moon" to kino w starym stylu, zbudowane po bożemu zgodnie z prawidłami melodramatów i duchowością rodem z modelowego Harlequina. Zresztą Gabrielle to bohaterka ukuta przez romantyczną poezję i książki o miłości, w których fabułę próbuje zamienić swoje życie. W realizacji tego celu Garcia staje się jej oddaną wspólniczką - opowieść o uniesieniach serca Gabrielle wstawia w realia wojny, aranżowanych małżeństw, klasowych różnic, nie odrzucając chyba żadnego z oręży klasycznego melodramatu o miłosnych wzlotach i upadkach kobiety, która kochała. Poddańczość wobec prawideł melodramatu opłaciła się tu jednak jedynie połowicznie - z pewnością umożliwiła utrzymać film w konkretnych ramach, ale też pozwoliła zrealizować obraz znośny tylko dla fanów gatunku.

[Urszula Lipińska, 69. Festiwal Filmowy w Cannes]