• Robert Skowroński
    Robert Skowroński
Gęsia skórka
  • 3.5
  • 1
Gęsia skórka

"Gęsia skórka" ("Goosebumps"), reż. Rob Letterman (2015)

Idealne dla: fanów książek z serii "Gęsia skórka", Jacka Blacka, strasznych historii przy ognisku i Scooby'ego Doo.

Kino familijne z reguły spływa lukrem i ckliwością. Rzadziej zdarza się, aby dostarczało dreszczyku, czy adrenaliny, a "Gęsia skórka"… tytuł mówi już sam za siebie. Film Roba Lettermana bazuje na prozie R.L. Stine'a, uznawanego za "Stephena Kinga grozy dla młodzieży". Autor w naszym kraju może nie cieszy się aż tak dużą popularnością, ale u Wujka Sama jest istną gwiazdą, a jego dzieła sprzedają się w ogromnych nakładach. Wcześniej powstał już serial na podstawie jego twórczości, a teraz doczekaliśmy się pełnometrażowego dzieła inspirowanego słynną serią książek.

Zach (Dylan Minnette) przeprowadza się wraz z mamą do niedużego miasteczka. Nowe otoczenie, nowi znajomi. Chłopak poznaje nieco ekscentryczną dziewczynę z sąsiedztwa o imieniu Hannah (Odeya Rush). Wkrótce będzie miał też do czynienia z jej "pokręconym" ojcem, który okaże się R.L. Stinem (Jack Black). Znajomość zacznie się zacieśniać, jednak nie przy herbatce i towarzyskich spotkaniach, a z powodu tego, że z kart książek autora do prawdziwego świata przedostaną się wszystkie wykreowane na papierze potwory.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
Kadry z filmu "Gęsia skórka", reż. Rob Letterman

"Gęsia skórka" to sprawnie poprowadzona historia, która może przypaść do gustu nie tylko najmłodszym widzom. Film wywołuje tytułowy efekt, ale i wzbudza salwy śmiechu. Starsi odbiorcy też mogą liczyć na pełen pakiet wrażeń, jeżeli tylko pozwolą sobie na powrót do czasów, kiedy przy ognisku z wypiekami na twarzy słuchali opowieści z dreszczykiem lub czytali podobne historie z latarką pod kołdrą. "Gęsia skórka" to skondensowanie klasycznych motywów kina grozy do jednego filmu. W dziele Roba Lettermana znajdziemy wszystko, co straszyło na ekranie w ubiegłych dekadach. Wcześniej podobny zabieg mogliśmy zobaczyć w "Domu w głębi lasu". Historia horroru dla dzieci i młodzieży? Na to wygląda, a na dodatek została ona poprowadzona z wyczuciem i smakiem. Wszystkiemu przygrywa muzyka Danny'ego Elfmana, którego możemy przecież kojarzyć z podobną konwencją poprzez dzieła Tima Burtona.

Dobrze wypada też młoda obsada, której role wpisują się w reguły gatunku – odważny chłopak, dotrzymująca mu kroku piękna dziewczyna, trochę niezdarny i bojaźliwy przyjaciel (w tym wypadku będzie to Champ, w którego wciela się Ryan Lee). Prym jednak wiedzie Jack Black, którego mimika ponownie nie zawodzi, choć w tej roli aktor musiał hamować swoją dziką energię i powściągać się od prezentowania szalonych ruchów, z których jest tak dobrze znany. W końcu gra autora książek, należało być trochę bardziej dostojnym. Na wyróżnienie z pewnością zasługuje jego monolog, w którym filmowy Stine wyjaśnia swoją wyższość nad Stephenem Kingiem.

Może nie jest to film, po seansie którego gęsia skórka pozostaje na ciele przez kolejne dni, czy nawet godziny, ale z pewnością gwarantuje on solidną rodzinną rozrywkę.

[Robert Skowroński]