"Głupi i głupszy bardziej" ("Dumb and Dumber To"), reż. Bobby FarrellyPeter Farrelly (2014)

Trzeba było czekać dwadzieścia lat na nowe przygody Harry'ego i Lloyda, prawdopodobnie najgłupszych bohaterów kina w historii (chociaż mają sporą konkurencję wśród postaci z horrorów). Zaskoczeniem nie jest sam powrót do tematu braci Bobby'ego i Petera Farrellych, tylko fakt, iż jest to powrót udany.

Jak głosi hasło na plakacie - od czasu poprzedniego filmu mózgów Harry'ego i Lloyda nie skaziła żadna, nawet najmniejsza myśl. Przyjaciele ci wciąż są tak samo nieporadni, mają ciągle tak samo idiotyczne pomysły. Okazuje się jednak, że Harry nie tylko potrzebuje przeszczepu nerki, ale też ma dorosłą córkę, w której zakochuje się Lloyd. Wyruszają więc razem w daleką podróż, by poznać rzeczoną Penny.

Cała fabuła jest niemal idealną kopią historii opowiedzianej w części pierwszej. Harry i Lloyd ponownie mają do pokonania mnóstwo kilometrów, znów wiozą ważną przesyłkę, w tle jest grubymi nićmi szyta intryga kryminalna. Również sporo żartów jest albo powtórzonych, albo mocno nawiązuje do "jedynki". Jej znajomość nie jest konieczna, ale jednak mając ją w pamięci więcej gagów będzie zrozumiałych. Sam poziom humoru jest nierówny, ale, co dosyć zdumiewające, całkiem niezły. Oczywiście zdarzają się obrzydliwe sytuacje czy dialogi, które niejednego widza przyprawią o mdłości - tego typu akcji jest jednak na szczęście mniej, niż można by się spodziewać. Zamiast tego dostajemy sporo bardzo dobrych on-linerów i komicznych zdarzeń, których natłok nie pozwoli nawet na chwilę nudy i odpoczynku. A także odpowiedź na pytanie, dlaczego wiele ważnych i potrzebnych wynalazków - jak lek na raka - wciąż nie zostało stworzonych.

Jim Carrey i Jeff Daniels w "Głupi i głupszy bardziej"

Równie ważni są obaj główni wykonawcy, czyli Jim Carrey i Jeff Daniels. Po obu widać, że mieli sporo zabawy na planie i bez problemu wrócili do grania Harry'ego i Lloyda. Potrafią oni sprawić, że głupota i pierdołowatość postaci nie irytują, tylko wzbudzają sympatię. Jedyne co może trochę smucić to porównanie ról Danielsa z "Głupi i głupszy bardziej" oraz - mojego ukochanego - "Newsroomu". Jeśli wziąć pod uwagę jak złożoną i ciekawą osobę Daniels gra w serialu Aarona Sorkina, aż chce się, by w kinie dostawał równie ambitne propozycje. Tak jednak nie jest, więc najlepiej po prostu o tym zapomnieć.

Tak samo jak do dobrej zabawy podczas seansu konieczne jest wyłączenie na trochę ponad półtorej godziny mózgu. "Głupi i głupszy bardziej" jest oczywiście filmem idiotycznym i dla wielu ludzi może być nie do strawienia. By mieć udaną rozrywkę z tego typu produkcji, należy więc zapomnieć o wszystkich widocznych na pierwszy rzut oka mankamentów. Tym razem warto to zrobić.
 
[Jędrzej Dudkiewicz]