• Michał Hernes
    Michał Hernes
Na srebrnym globie
  • 2.8
  • 2
Na srebrnym globie

Guillermo del Toro miał pomóc Andrzejowi Żuławskiemu przy ekranizacji prozy Wiktora Hugo [wywiad]

Daniel Bird, angielski filmowiec i współpracownik Andrzeja Żuławskiego, opowiada nam m.in. o tym, jak pracował nad cyfrową rekonstrukcją filmu "Na srebrnym globie", który portal Taste of Cinema wybrał najlepszą niehollywodzką produkcją SF.

Michał Hernes: W książce "Dzieje grzechu. Surrealizm w kinie polskim" zaważyłeś, że w filmie "Opętanie" Andrzeja Żuławskiego bohaterka grana przez Isabelle Adjani mówi o możliwości "przekłuwania rzeczywistości". Dodałeś, że dzieła kontrowersyjnego polskiego filmowca pozostawiają widzów z wrażeniem, że "rzeczywistość uległa przekłuciu". Jakie uczucia towarzyszyły Ci w czasie seansu "Na srebrnym globie"?

Daniel Bird: To pod wieloma względami najważniejszy pogląd Andrzeja Żuławskiego dotyczący metafizyki. Ten proces zaczyna się od naszego przemożnego impulsu, by grać. W pewnym sensie wiąże się on z religią, ale też z badaniem relacji zachodzących między aktorstwem, religijnością i polityką.

"Na srebrnym globie" to film nieukończony, którego realizacja została zatrzymana przez cenzurę.

Mówiąc szczerze, uważam, że "produkcja w toku" jest jedną z jego atrakcji. Rzecz jasna, mówi to coś o filmie, który kręcono w późnych latach 70., a ukończono pod koniec lat 80.. Faktycznie, najlepsze w tej produkcji są zdjęcia zrealizowane w czasie podróży przez współczesną Warszawę, podczas której Żuławski wyjaśnia fabułę "Na srebrnym globie". Statyczne ujęcie przedstawiające ludzi zjeżdżających windą… Wszystkie te szare ubrania i smutne twarze… Z Żuławskim opowiadającym fantastyczno-naukową historię - to jest błyskotliwe.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
Kadry z filmu "Na srebrnym globie", reż. Andrzej Żuławski

Przeczytałeś literacki pierwowzór?

Tak, ale po polsku. Bardzo bym chciał, żeby został opublikowany w języku angielskim.

Czy Żuławski chętnie rozmawiał o tym filmie, czy było to dla niego smutne i fatalne wspomnienie?          

Nie sądzę, żeby istniała prosta odpowiedź na to pytanie. Oczywiście, jeśli pracujesz nad filmem przez dwa lata i nagle jego produkcja zostaje przerwana, gdy zbliżasz się do końca realizacji, jesteś wściekły. Jednocześnie był bardzo dumny z tego filmu - jak najbardziej słusznie.

Niedawno dokonałeś jego cyfrowej rekonstrukcji. Jak wielkim było to wyzwaniem?

Na szczęście, choć w latach 80. rolki z filmem zostały wyrzucone na korytarz wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, negatywy były w dobrym stanie. Wyzwanie polegało na przekonaniu ludzi w Polsce, że ten film jest wart odrestaurowania. Fixafilm wykonał znakomitą robotę. Podczas pokazu "Na srebrnym globie" w nowojorskim Instytucie Lincolna operator Andrzej Jaroszewicz i kompozytor Andrzej Korzyński powiedzieli, że odnieśli wrażenie, że wreszcie miała miejsce jego należyta premiera. 

Jakie były reakcje widzów?

Bilety zostały całkowicie wyprzedane, a na Twitterze napisano wiele bardzo ciepłych słów. Wydaje mi się, że najtrafniejszy był komentarz faceta, który powiedział: Czemu rozpaczacie nad faktem, że Jodorowsky nigdy nie nakręcił "Diuny", skoro mamy Żuławskiego i jego "Na srebrnym globie"?.

Zwłaszcza, że ten film zajął niedawno pierwsze miejsce w rankingu portalu Taste of Cinema na najlepszą niehollywoodzką produkcję SF.

Nie ma znaczenia, czy piszesz książkę, organizujesz retrospektywę, reżyserujesz dokument czy dokonujesz rekonstrukcji filmu - wszystko sprowadza się do jednej tej samej rzeczy - obnosić się ze swoimi poglądami. Tym, moim zdaniem, kino jest, i być powinno. Rzecz jasna, jestem dumny, że byłem zaangażowany w cyfrową rekonstrukcję "Na srebrnym globie". Lubię oglądać tego typu filmy. Jednak wraz ze śmiercią Andrzeja Żuławskiego umarła część tego rodzaju kina. W tej chwili prym wiodą idioci - zarówno w kinie, jak i w życiu.

Szkoda, że Żuławski nie zdążył zrealizować swojego najnowszego projektu, do którego potwora miał zaprojektować Guillermo del Toro.

Ostatni scenariusz autorstwa Żuławskiego to adaptacja "Pracowników morza" Wiktora Hugo, w którym pojawia się ośmiornica. Żuławski był przeczulony na punkcie efektów specjalnych ze względu na złe doświadczenia w czasie pracy nad "Opętaniem". Skontaktowałem się więc z del Toro i zapytałem go, czy byłby chętny, by zaprojektować ośmiornicę. Zgodził się. Niestety, Żuławski zachorował zanim rozpoczęliśmy pracę nad tym projektem.

Polskiemu reżyserowi udało się powrócić filmem "Kosmos" po wielu latach milczenia. Kiedy zobaczymy go w polskich kinach?

Nie wiem, ale cieszę się, że zostanie wprowadzony do kin.

Kiedy na DVD ukaże się zrekonstruowane cyfrowo "Na srebrnym globie"?

To nie zależy ode mnie. Bycie pośrednikiem między dystrybutorami a posiadaczami prawa autorskich jest tak trudne jak skłonienie pand do rozmnażania się.  

Jako fan filmów Żuławskiego ubolewam, że nigdy nie wziął na warsztat którejś z powieści Jacka Dukaja, na przykład "Lodu".

Żuławski nie był fanem fantastyki naukowej. Wydaje mi się, że w "Na srebrnym globie" zainteresował go fakt, że ta książka w pewnym sensie odzwierciedlała jego ówczesne życie. Druga część filmu koncentruje się na astronaucie uciekającym od problemów w związku. Poza tym, ta książka jest bardzo pesymistyczna. Być Polakiem to znaczy być pesymistą, prawda?  

Plakat filmu "Na srebrnym globie"

***

Polecamy także: Co to za film science-fiction? Rozpoznaj po kadrze

rozwiąż quiz
  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
  • zdjęcie nr.13
  • zdjęcie nr.14
  • zdjęcie nr.15

[Rozmawiał Michał Hernes]