Kim jest Michael
  • 3.8
  • 0
Kim jest Michael
 

James Franco jest głodny: wrażeń, nowych bodźców, eksperymentów. Gdy nie reżyseruje adaptacji Faulknera lub Steinbecka, gra albo produkuje. Realizuje się w sztukach plastycznych, literaturze i teatrze. Zawsze wzbudza ciekawość, bo jednego, czemu mu zarzucić nie można, to bycia bezbarwnym. W "I Am Michael" amerykański aktor wciela się w postać Michaela Glatze, geja i dawnego aktywisty, który odnalazł Boga i założył własny kościół.

Mamy lata 90. Michael mieszka ze swoim chłopakiem Bennettem (Zachary Quinto) w San Francisco i zatrudnia się we wpływowym w środowisku homoseksualistów magazynie "XY". Gdy Bennett dostaje lukratywną posadę w innym mieście, obaj decydują się na przeprowadzkę, choć wiadomo, że dla Michaela przenosiny mogą oznaczać bezczynność zawodową i frustrację. Rzeczywiście, po jakimś czasie pojawiają się pierwsze problemy w ich, wydawałoby się, idealnym związku, i mężczyźni coraz bardziej się od siebie odsuwają. Tytułowy bohater coraz częściej miewa ataki paniki, zaczyna zastanawiać się nad sensem życia i istotą śmiertelności, szuka własnego duchowego przewodnika. Rozczarowany alternatywami, sięga po Biblię i interpretuje ją po swojemu. Kolejnym etapem w drodze do samopoznania staje się też kwestia orientacji i seksualności. Michael odnalazłszy Boga zatraca jednocześnie swoją dotychczasową tożsamość.

Pełnometrażowy debiut Justina Kelly'ego stawia pytania o przynależność, fundamenty związków i genezę wszelkich zmian. Mimo fascynującego materiału opartego na prawdziwej historii  i przyzwoitej obsady (zwraca uwagę szczególnie Zachary Quinto), nie wychodzi niestety poza  powtarzające się klisze. Co ciekawe, Glatze wiele razy wspomina na ekranie, że nie chce być szufladkowany i przypisany do jednej określonej kategorii. Nie chce być obserwowany przez pryzmat wymyślonego przez socjologów terminu czy utartych schematów. A jednak "I Am Michael" poza schemat właściwie nie wychodzi. Może Franco i Kelly sami nie wierzą, że nagła zmiany z geja aktywisty w bogobojnego pastora jest w ogóle możliwa? Może dla nich prawdziwa historia okazała się bardziej ekstrawagancka niż fikcja? Nawet najbardziej inspirująca opowieść przekazywana za pomocą rozwlekłych dialogów przez nieprzekonanych aktorów brzmi po prostu nieszczerze i sztucznie. "I Am Michael" ratują tylko dobre intencje.
 
[Magdalena Maksimiuk, 65. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie]