• Urszula Lipińska
    Urszula Lipińska
Janis
  • 0
  • 0
Janis

"Janis" ("Janis: Little Girl Blue"), reż. Amy Berg (2015)


Idealne dla: miłośników "Amy", "Kurt Cobain: Montage of Heck", "Stop Making Sense"

Ten film trafił na zły czas - dopiero co do kin weszła "Amy", dalece lepsza, ciekawsza, bogatsza i przy okazji wysoko ustawiająca poprzeczkę dla dokumentalnego filmu o zmarłym młodo muzyku. "Janis" ma z produkcją Asifa Kapadii tylko jedną wspólnotę: wielką gwiazdę w roli głównej. Wszystko inne pozostawia wiele do życzenia.

Janis Joplin to wdzięczny temat na film. Szkolna buntowniczka o zachrypniętym głosie, którą wyrzucili z chóru - bo według dyrygentów nie umiała śpiewać. Wieczna samotniczka, która pragnęła miłości. Kobieta uzależniona od narkotyków, ale tylko po koncercie - przed występem nic nie brała, bo lubiła na scenie dysponować określoną energią. Ogólnie pyskata, jednak kiedy dochodziło do wywiadu, z trudem potrafiła z siebie wykrztusić słowo. Uroda: specyficzna. Rodzina: wobec dzikości Janis bezradna. Talent: z gatunku tych największych.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
Kadry z filmu "Janis", fot. Mayfly

W oczach Amy Berg ten życiorys nie układa się jednak w szczególny, nie daje metafory czegoś większego. Jest wyprawą od wątku do wątku, przez koncerty, zdjęcia, listy, nagrania, które swą moc zawdzięczają jedynie osobowości i znaczeniu artystki. Sama reżyserka jest bowiem postacią nieco przytłoczona, a może nawet przerażona. Wydaje jej się, że wystarczy ją przypomnieć, opowiedzieć ciężki los, wspomnieć słowa i piosenki, aby film dorównał wielkości głównej bohaterki. Oczywiście, "Janis" można się przejąć, bo Joplin prowadziła życie, które porusza, wzrusza i dotyka. Jednak o ile "Amy" nieomal od samego początku była opowieścią o śmierci i życiu, które mknie ku końcowi w niezwykłe spektakularny sposób, o tyle "Janis" nie ma nawet połowy mocy tamtego dokumentu. A przecież za główną bohaterkę ma kobietę siły rażenia tej samej - jeśli nie większej.

Słabość dokumentu Berg wynikać może z odstąpienia autorki od epatowania sensacją. Berg nie drąży trudnych tematów, nie przecięga Janis w jakąś konkretną stronę. Pytanie tylko, czy można udać, że Janis była - tak jak sobie tego w życiu życzyła - jak wszyscy inni i czy tak do niej podchodząc nie odbiera się jej wyjątkowości? Bo sądząc po "Janis", niestety, tak właśnie jest.


[Urszula Lipińska, 72. MFF w Wenecji]