• Katarzyna Kasperska
    Katarzyna Kasperska

Joey Fatone: jestem najgorszym aktorem jakiego znam [wywiad]

Joey Fatone znany jest przede wszystkim jako członek zespołu *NSync - jednego z najpopularniejszych boysbandów na świecie. Obecnie ten 39-letni nowojorczyk włoskiego pochodzenia próbuje swoich sił jako aktor. Sam o sobie mówi, że jest najgorszym aktorem jakiego zna. "Moje wielkie greckie wesele 2" już 1 kwietnia trafia do polskich kin, a Fatone, niegdyś najlepszy przyjaciel Justina Timberlake'a, dziś pije grecką wódkę Ouzu i tłumaczy, dlaczego warto robić to, co się kocha, na przekór wszystkim krytykom.

Katarzyna Kasperska: Po ponad 14 latach na ekrany kin powraca ulubiona grecka rodzina. Minęło sporo czasu. Bałeś się, że ten dzień nigdy nie nadejdzie?

Joey Fatone: Szczerze wyznam, że tak. Nawet w momencie, kiedy do prasy zaczęły przeciekać pierwsze informacje o tym, że Nia [Vardalos, scenarzystka i czołowa gwiazda produkcji - przyp. red.] pracuje nad scenariuszem do kontynuacji, byłem niespokojny, że nic mi o tym nie wspomniała. Bałem się, że moja postać zakończyła swój ekranowy żywot wraz z pierwszą częścią filmu. Co zrobiłem? Oczywiście napisałem do niej SMSa: "Wiem, że będzie kontynuacja filmu. Powiedz prawdę - bierzesz mnie pod uwagę?". Odpisała: "Oczywiście!". Kamień spadł mi z serca. Twórcom bardzo zależało na tym, żebyśmy wszyscy powrócili. W pełnym składzie.

Dlaczego, twoim zdaniem, widzowie musieli czekać na "Moje wielkie greckie wesele 2" aż 14 lat, pomimo tego, że pierwsza część okazała się tak gigantycznym sukcesem?

To, co zrobiła Nia [Vardalos - przyp. red.] było bardzo mądre i najlepsze dla naszego filmu. Obie nasze produkcje, sytuacje i gagi w nich zawarte, oparte są w głównej mierze na prawdziwym życiu. Wiele z tych komediowych, ale też dramatycznych momentów faktycznie się wydarzyło. Musiało upłynąć trochę czasu, żeby Nia zdążyła zebrać materiał potrzebny na kontynuację.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
Kadry z filmu "Moje wielkie greckie wesele 2"

Jednak w międzyczasie udało się wam stworzyć serial pt. "Moje wielkie greckie życie" (2003), który został anulowany po pierwszym sezonie emisji.

Niestety nasz telewizyjny sitcom nie okazał się tak dużym sukcesem jak film. Publiczność nie była usatysfakcjonowana, więc szybko zakończyliśmy dalszą produkcję. To kino okazało się być najlepszym medium dla naszej filmowej greckiej rodzinki. Uważam, że porażka serialu na długi czas zniechęciła Nię do podjęcia się pracy nad filmową kontynuacją "Mojego wielkiego greckiego wesela". Potrzebna była przerwa. Jednak teraz wróciliśmy, z nową energią i jeszcze głośniejsi! Tym razem jest nas o wiele więcej. Historia nie skupia się już tylko na miłości Tulii i Iana.

W "Moim wielkim greckim weselu 2" twoja postać kontrowersyjnie ewoluowała.

To jest właśnie geniusz naszej scenarzystki - Nii Vardalos. Jestem z tej decyzji bardzo zadowolony. To była idealna okazja i wyzwanie aktorskie, żeby zaprezentować nową odsłonę mojego bohatera na tle tak konserwatywnej, ale też przepełnionej miłością rodziny.

Po karierze muzycznej rozpocząłeś karierę aktorską. Czy jako aktor widzisz siebie w repertuarze komediowym, czy masz też inne aspiracje?

Kocham produkcje telewizyjne pokroju kultowych "Przyjaciół". W tego rodzaju produkcjach widziałbym siebie najchętniej. Nie jestem aktorem pierwszoplanowym. Ja naprawdę lubię grać epizodyczne postacie. Nie nadaję się na "pierwsze skrzypce", ale uwierz mi, jestem doskonałym partnerem na planie i w scenie. Osobiście uważam, że jestem najgorszym aktorem jakiego znam. Ale co tam...

Czy ciągle jesteś w kontakcie z chłopakami z *NSync?

O tak! W stałym kontakcie. Justina [Timberlake’a - przyp. red.] widzę, jak tylko jestem w Los Angeles, a resztę naszej ekipy prawie każdego dnia. Co zabawne, od dłuższego czasu nie jesteśmy w stanie spotkać się całą paczką. Kiedy spędzamy Sylwestra lub święta, to nigdy w komplecie. Zawsze ktoś wykruszy się w ostatnim momencie. Chyba ostatni raz, kiedy spotkaliśmy się całą naszą "piątką", był z okazji wesela Chrisa [Kirkpatrick - przyp. red.]. To był 2013 rok. Kurcze...

Czy bywasz nostalgiczny, kiedy wspominasz czasy *NSync?

No pewnie. Wiele artystów ucieka od swojego dawnego wizerunku członka boysbandu. Ale ja to kochałem i wciąż kocham wspominać tamte czasy. Mieliśmy świetną zabawę. Skończyłem liceum, nie poszedłem na studia, ale nic nie da ci takiej perspektywy na świat i życie, jak praca z ludźmi, których kochasz i podróżowanie po całym świecie. Żyjesz i uczysz się.

Czy kiedy występowałeś w *NSync, wiedziałeś, że twoim następnym krokiem będzie aktorstwo?

Zawsze chciałem występować. Zawsze! Chciałem być w produkcji filmowej i widzieć siebie na ekranie. Całe liceum spędziłem na deskach amatorskiego teatru. Scena to moje korzenie. Szkoda tylko, że jestem taki kiepski, ale do komedii - idealny!

* * *

O "Moim wielkim greckim weselu 2" w recenzji dla Stopklatki Karol Barzowski pisał:

 Gdy film się kończy, aż żal, że trwał tak krótko. To prosty, ale ujmujący feel-good movie, dzięki któremu na sercu robi się cieplutko. W sam raz na początek wiosny.

Przeczytaj całą recenzję

[Rozmawiała Katarzyna Kasperska]