• Jędrzej Dudkiewicz
    Jędrzej Dudkiewicz
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów
  • 4.2
  • 2
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów

"Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" ("Captain America: Civil War"), reż. Joe Russo, Anthony Russo (2016)

Idealne dla: (niespodzianka!) fanów Marvela, ekranizacji komiksów oraz ciekawych bohaterów z charakterem

#teamcap czy #teamironman - ten dylemat od dłuższego czasu rozpala niemal równie wielkie emocje co dyskusja #teamclinton czy #teamtrump. O ile jednak rozwiązanie drugiego problemu jest oczywiste, o tyle po seansie "Kapitana Ameryka: Wojny bohaterów" będziecie mieć jeszcze więcej wątpliwości niż do tej pory.

Po zakończonej połowicznym sukcesem - złoczyńcy zostali powstrzymani, ale zginęli niewinni ludzie - akcji w Afryce, rząd amerykański dochodzi do wniosku, że nie może dłużej tolerować samowoli Avengersów. Najgorętszym zwolennikiem nałożenia na grupę kontroli będzie Iron Man, w kontrze do tej propozycji stanie Kapitan Ameryka.

Na podstawie zwiastunów można było dojść do wniosku, że twórcy dość wyraźnie sugerują: rację ma Kapitan Ameryka, a "tym złym" jest Iron Man. Spór ten nie jest jednak taki prosty. Każda strona ma bowiem swoje, jasno wyłożone racje, na które nakładają się konflikty i problemy personalne. Odpowiedzialność superbohaterów za podejmowane działania jest wiodącym tematem filmu braci Russo, dla których - w przeciwieństwie do Zacka Snydera - nie jest to wyłącznie pretekst do pokazania epickich walk herosów. Marvel doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że by rzeczone pojedynki wywoływały emocje, muszą one mieć solidne podstawy dramaturgiczne. I tutaj ten fundament został wylany perfekcyjnie - gdy już dochodzi do - notabene obłędnych wizualnie - starć, widz siedzi jak na szpilkach. Każdy cios zadany oponentowi na ekranie jest jednocześnie wymierzony w serce widza.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
  • zdjęcie nr.13
  • zdjęcie nr.14
  • zdjęcie nr.15
  • zdjęcie nr.16
  • zdjęcie nr.17
  • zdjęcie nr.18
  • zdjęcie nr.19
  • zdjęcie nr.20
  • zdjęcie nr.21
  • zdjęcie nr.22
  • zdjęcie nr.23
  • zdjęcie nr.24
  • zdjęcie nr.25
  • zdjęcie nr.26
  • zdjęcie nr.27
Kadry z filmu "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów", reż. Joe Russo, Anthony Russo

Wynika to z bardzo prostej przyczyny: twórcy "Wojny bohaterów" wiedzą, jak kreować i prowadzić rozwój bohaterów. Każda pojawiająca się w filmie postać ma osobowość, czytelne motywacje i ideały, w które wierzy. Dotyczy to nie tylko dobrze nam już znanych Iron Mana, Kapitana Ameryka oraz reszty ferajny, ale i nowych twarzy w obsadzie. Zarówno Czarna Pantera, jak i, przede wszystkim Spider-Man, idealnie wpasowują się w opowiadaną historię. Ten pierwszy jest tak intrygujący i tajemniczy, że jeśli do tej pory nie zacieraliście dłoni na myśl o jego solowym filmie, to z pewnością zaczniecie. Drugi jest, co tu ukrywać, najlepszą wersją Człowieka Pająka, jaka do tej pory pojawiła się w kinie.

A wszystko to utrzymane jest w nieco poważniejszym i mroczniejszym klimacie niż dotychczasowe dzieła Marvela. Doskonały humor oczywiście nadal się pojawia, ale bracia Russo zdają sobie sprawę, że konfliktu w rodzinie, którą tworzą Avengersi, a także konsekwencji ich działań nie można tak po prostu zamieść pod dywan. Wszak spór o to, co ważniejsze - wolność czy bezpieczeństwo - jest sprawą, której zwyczajnie nie da się do końca rozstrzygnąć, a pewnych rzeczy cofnąć nie można. "Wojna bohaterów" rozpoczyna nowy etap w uniwersum Marvela i każe myśleć, że jeśli tylko poziom następnych filmów będzie zbliżony do tego, czego dokonali bracia Russo, to może pomysł, by ekranizacje komiksów były kręcone do końca świata i jeden dzień dłużej, nie jest wcale taki głupi.

Na zakończenie podzielę się podejrzeniem, że wszyscy decydenci w DC Comics muszą dostawać białej gorączki, gdy widzą, jak wielkie sukcesy, nie tylko komercyjne, ale i artystyczne, osiąga Marvel w budowie swojego uniwersum. Może nadszedł czas, by pomyśleć o jakiejś petycji do DC, by po prostu sprzedali prawa do swoich bohaterów Marvelowi, który bez dwóch zdań lepiej poradziłby sobie z kręceniem produkcji o Batmanie czy Supermanie. Albo przynajmniej, żeby Zack Snyder, w ramach lekcji poglądowej, obowiązkowo obejrzał "Kapitana Ameryka: Wojnę bohaterów" - najlepszy do tej pory film Marvela - jakieś dziesięć razy, po czym przemyślał swoje ostatnie "osiągnięcia".

[Jędrzej Dudkiewicz]