• Kuba Armata
    Kuba Armata
Księga dżungli
  • 4.3
  • 2
Księga dżungli

"Księga dżungli" ("The Jungle Book") reż. Jon Favreau (2016)

Idealne dla: małych i dużych, fanów kina spod znaku Walta Disneya, ale nie tylko, innymi słowy: to film dla wszystkich

Żeby podjąć się ekranizacji "Księgi dżungli", trzeba było mieć sporo odwagi i fantazji. Bo raz, że książka autorstwa Rudyarda Kiplinga to od dziesiątków lat ważna pozycja literatury młodzieżowej, dwa - w pamięci wciąż mamy świetną animowaną wersję z wytwórni Walta Disneya. Zwykło się mówić, że klasyków nie powinno się poprawiać, ale skoro i tym razem bierze się za to Disney, można chyba zrobić wyjątek.   

Po projekcji filmu okazuje się nawet, że nie tyle można, co wręcz trzeba, bo "Księga dżungli" XXI wieku, ta spod znaku CGI i komputerowych efektów specjalnych, to widowisko pełną gębą. I to nie wyłącznie dla najmłodszych, bo i starszy widz (nie tylko przez sentyment) świetnie odnajdzie się w ekranowych wydarzeniach. A te skupiają się rzecz jasna wokół Mowgliego, ludzkiego "szczenięcia", wychowanego w dżungli przez watahę wilków, pod czujnym okiem pantery Bagheery. To jeszcze czasy, kiedy wrogiem, a przynajmniej największym, nie była cywilizacja i człowiek, a życie w zgodzie z naturą opierało się na prostszych zasadach. Choć i ta potrafiła być nieokiełznana i pokazać pazury (dosłownie!), a to za sprawą polującego na młodego bohatera Shere Khana - tygrysa, przy którym ten z "Życia Pi" Anga Lee jest małym, domowym kociakiem.

To, co dotyczy Shere Khana, odnosi się zresztą do całego świata przedstawionego filmu Jona Favreau (pana od dwóch pierwszych części "Iron Mana"). Próbuję przypomnieć sobie inną, w całości niemal wykreowaną przez komputery rzeczywistość, której jako widz czułbym się integralną częścią, i do głowy przychodzi mi jedynie "Avatar". Bo tak jak u Jamesa Camerona, tak u Favreau, z chwilą gdy zakładamy na nos trójwymiarowe okulary, na niespełna dwie godziny przenosimy się do innego świata. Świata egzotycznego, bogatego w zaskakujące szczegóły, mieniącego się feerią kolorów, w którym panują jasne i mądre prawa. Gdzie z jednej strony można trochę popsocić z misiem Baloo, z drugiej odebrać życiowe nauki od wspomnianej Bagheery, a na dokładkę pobuszować po fantastycznie przedstawionym małpim mieście. W tym wszystkim świetnie odnajduje się młody debiutujący aktor Neel Sethi, choć największe wrażenie i tak robią zwierzęta. W zależności od wersji językowej mówiące głosami Billa Murraya, Bena Kingsleya, Scarlett Johannson i Idrisa Elby bądź Jerzego Kryszaka, Jana Peszka, Anny Dereszowskiej oraz Jana Frycza.  

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
Kadry z filmu "Księga dżungli"

Idąc do kina na "Księgę dżungli" i mając w pamięci wcześniejsze reżyserskie dokonania Jona Favreau, których nie jestem wielkim fanem, różne myśli przechodziły mi przez głowę. Niepotrzebnie. Jego wersja Kiplingowskiej opowieści o chłopcu wychowanym w dżungli rzuciła spore wyzwanie nie tylko stosowanej przy produkcji filmowej technologii, ale i gatunkowi, jakim jest kino familijne. Bo dzisiaj, gdy usłyszę gdzieś o "Księdze dżungli", to nie pomyślę o klasycznej animacji, a właśnie o filmie Favreau. Trudno chyba o większy komplement.

[Kuba Armata]