"Louder than Bombs", reż. Joachim Trier
"Louder than Bombs", reż. Joachim Trier

Na "Louder Than BombsJoachim Trier połamał sobie swoje idealne norweskie zęby. W najnowszym filmie próbuje opowiedzieć o tak wielu rzeczach, że w rezultacie nie opowiada o niczym.

Jak twierdził Robert Capa, jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, oznacza to, że nie stałeś wystarczająco blisko. Isabelle (Isabelle Huppert), uważana za jedną z najlepszych fotografek wojennych na świecie, zawsze starała się zbliżyć do swoich obiektów - może dlatego powroty do domu stawały się dla niej coraz trudniejsze. Podczas przygotowań do wystawy poświęconej jej twórczości, rodzina Isabelle musi na nowo zmierzyć się z wydarzeniem, które zmieniło ich życie - były współpracownik (David Strathairn) zamierza napisać obszerny artykuł wyjaśniający okoliczności jej śmierci. Okoliczności, które są znane tylko jej bliskim.

"Louder Than Bombs" długo czekał na swoją premierę - w 2013 roku z przyczyn finansowych Trier zmuszony był zawiesić produkcję. Trwająca kilka lat przerwa najwyraźniej nie wyszła mu na dobre - zatytułowany na cześć albumu The Smiths (a nie, wbrew pozorom, filmu Wojcieszka z 2001 roku) dramat przypomina bezładny zlepek wątków, które chyba tylko Altman byłby w stanie złożyć w sensowną całość. Zbyt dużo się tu dzieje, a akcja, cytując O.S.T.R., dryfuje jak w powietrzu argon.

Trier wielokrotnie podkreślał, że w kinie najbardziej interesują go kwestie pamięci i tożsamości - tak jest też w tym przypadku. Podobnie jak w zapomnianym już trochę debiucie reżyserskim Roberta Redforda "Zwykli ludzie", w którym rodzina próbowała odbudować swoje życie po śmierci jednego z synów i nieudanej próbie samobójczej drugiego, Trier pokazuje grupę bliskich sobie ludzi usiłujących przetrwać. I zrozumieć. Dla każdego z bohaterów Isabelle była kimś innym, każdy z nich inaczej ją pamięta i powracając do wspomnień stara się znaleźć przegapione wcześniej wskazówki wyjaśniające to, co ją spotkało. Trier bawi się chronologią i zmienia punkty widzenia, lecz z tych zabiegów nic tak naprawdę nie wynika.

"Louder Than Bombs" opowiada o amerykańskiej rodzinie skrywającej swoje problemy za wypielęgnowanym trawnikiem i świeżo pomalowanym płotem, młodzieńczej izolacji, braku porozumienia między pokoleniami, strachu przed odpowiedzialnością, dylemacie kariera czy rodzina. Mający na swoim koncie takie filmy jak "Reprise: Od początku raz jeszcze" i "Oslo, 31 sierpnia" Trier ma z całą pewnością dużo pomysłów, ale jak na jeden, trwający 109 minut film, jest ich jednak trochę za dużo. Jakby to ujęła świnka Peppa, to tylko zabawy w wielkie sprawy.
 
[Marta Bałaga]