Mission: Impossible 5
  • 3.6
  • 0
Mission: Impossible 5

"Mission: Impossible 5" ("Mission: Impossible - Rogue Nation"), reż. Christopher McQuarrie (2015)

Dla fanów: serii "Mission: Impossible", trylogii Bourne'a, nowych części cyklu o 007

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to tylko Tom Cruise po raz kolejny przełamujący bariery ludzkiej wytrzymałości w najnowszej, piątej części przygód agenta od misji niemożliwych - Ethana Hunta.

W "Mission: Impossible 5" (spokojnie, bez spojlerów, wszystko do zobaczenia już w trailerze) - bohater kina akcji Cruise kurczowo trzyma się konstrukcji wzbijającego się w powietrze Airbusa, zanim uda mu się wedrzeć do środka i po raz kolejny ocalić planetę przed nuklearnymi terrorystami. Również tę, jak i większość innych sztuczek kaskaderskich, aktor wykonywał całkiem samodzielnie, chociaż przecież nie musi. "Po prostu chcę zapewniać widzom rozrywkę" - przyznał skromnie w telewizyjnym show Jimmy'ego Fallona - tym samym, w którym z wprawą eksperta poradził sobie z bitwą na śpiewane z playbacku szlagiery. Rozrywkę zapewnia już od blisko trzydziestu pięciu lat, a pierwszy film z cyklu "Mission: Impossible" miał premierę prawie dwie dekady temu. Od tego czasu zmieniło się niemal wszystko. Dzisiaj seria to symbol efektownego amerykańskiego kina szpiegowskiego, zupełnie jednak różnego od angielskiej klasy, stylu, pięknych kobiet i wymyślnych gadżetów spod znaku Jamesa Bonda.

Cruise po raz kolejny robi to, w czym czuje się najlepiej, jakkolwiek dalekie jest to od jego najlepszych, dramatycznych występów w "Urodzonym czwartego lipca", "Kolorze pieniędzy" czy "Magnolii". Z szerokim, wyprostowanym uśmiechem i charyzmą eliminuje kolejnych przeciwników, wychodząc bez szwanku z największej opresji, niezależnie czy pod wodą, na lądzie czy w powietrzu. W takich momentach oczywiście wierzy się jednemu z bohaterów filmu określających Ethana Hunta "żywym uosobieniem przeznaczenia" - nie ma łotrów na tym świecie, z którymi agent by sobie nie poradził. Wszystko naturalnie bez jednego zadraśnięcia i bez kropli potu (w tym samym czasie grany przez Jeremy'ego Rennera agent Brandt poci się raczej obficie).

"Mission: Impossible 5" kontynuuje też sprawdzony przy "Protokole Duchów" patent na wykorzystanie wstawek autoironicznych i humorystycznych, zainicjowanych między innymi pojawieniem się postaci Benji'ego (Simon Pegg). Sprawny reżyser i scenarzysta - Christopher McQuarrie (laureat Oscara za "Podejrzanych") czerpie jednocześnie garściami z klasyków: Hitchcocka ("Północ - północny zachód", "Człowiek, który wiedział za dużo") i "Casablanki" (raczej nieprzypadkowo główna rola kobieca przypadła Szwedce Rebecce Ferguson grającej postać "Ilsy").

Nowości całkiem sporo, ale na szczęście twórcy nie rezygnują ze sprawdzonych rozwiązań łączących poszczególne filmy serii: z silikonowych masek pozwalających upodobnić się do dowolnie wybranej postaci, dalekich i częstych podróży (często do krajów wykładających środki na produkcję obrazu) i trzonu zespołu operacyjnego. "Mission: Impossible 5" ani przez chwilę nie udaje, że jest czymś więcej, niż napakowanym akcją i aktorskimi wyczynami wakacyjnym blockbusterem. Oferuje rozrywkę w najczystszej postaci, za prawdziwą misję obierając sobie nasze, widzów, wyśmienite samopoczucie. Dobra robota, Cruise.

[Magdalena Maksimiuk]