"Młoda i piękna": Chwała Ozonowi

Młoda i piękna
Zwiewna i przezroczysta bohaterka „Młodej i pięknej", dziewczę z obojętnością w oczach, powoduje, że film Francoisa Ozona gorliwiej bilansuje społeczeństwo, z którego owa panna pochodzi, niż ocenia ją samą.

Witajcie w krainie dobrobytu i luksusów. Pełnych rodzin, pełnych talerzy i pełnych kont w banku. Isabelle, tytułowa „Młoda i piękna", żyje właśnie w takim świecie. Niczego jej nie brakuje. Jest przyzwyczajona do wygody, pozbawiona konieczności walki, skupiona na sobie. Trochę zgaszona, nieco zobojętniała. W oczach jej tli się jednak nieśmiała nadzieja na przygodę, która wyrwie ją z marazmu.

Isabelle nie rzuca się w prostytucję z powodów znanych ze "Sponsoringu" Małgorzaty Szumowskiej. W jej decyzji nie ma desperacji. Podejmuje się tego "zajęcia" ze znudzenia, nieśmiałego miłosnego zawodu, braku pomysłu na siebie, a może także z ciekawości. Nawet nie da się wyczuć, czy lubi to, co robi. Chwała Ozonowi, że nie stara się określić tego jednoznacznie. Nie rozdziela sądów i nie próbuje spychać winy za zachowanie Isabelle na opresyjne, konserwatywne wychowanie czy presję otoczenia. Jednak ucieczka z tej pułapki, nie chroni go wcale przed wpadnięciem wkrótce w inną – pułapkę rychłej powierzchowności. Nie podejmując się żadnej diagnozy czy refleksji nad zjawiskiem, Ozon ogranicza się zaledwie do pokazania niewiele znaczącego przypadku dziewczyny, którą sam reżyser w końcu zaczyna nieśmiało tłumaczyć. Sugeruje bowiem, że Isabelle zakochała się w jednym z klientów i w rezultacie nie potrafi wyrwać się z chorej spirali prostytucji, jaką sama sobie zafundowała. Gubi się, miota, wreszcie doświadcza jakiejś rozterki. Coś czuje, choć jej martwa, posągowo piękna twarz nie potrafi tego zdradzić choćby najdyskretniej.

W tej porażce „Młodej i pięknej" zawiera się zarazem małe zwycięstwo tego filmu. Omijając dosłowną diagnozę zjawiska, nie odstępując bohaterki na krok, Ozon tak naprawdę cały czas zmusza nas do zastanowienia się nad społeczeństwem, z którego Isabelle się wywodzi. Jak bardzo sztuczne, pozornie poukładane, uśpione musi ono być, by wydać kogoś takiego? Skonfrontowanie tego filmu z pierwszą lepszą produkcją o nastolatkach ze slumsów, zmuszonych do walki o przetrwanie w świecie pełnym przemocy, wyłania zaskakującą równość między tymi środowiskami. Równość ukazującą, że niezależnie od tego, w którą skrajność ludzie popadają, czy to mają za dużo, czy za mało, każda z nich jest idealnym podłożem do narodzin wynaturzenia w społeczeństwie.
[Urszula Lipińska]