"Młodość" ("La giovinezza"), reż. Paolo Sorrentino (2015)

Paolo Sorrentino porzuca Toniego Servillo dla Michaela Caine i umieszcza go w luksusowym hotelu w Szwajcarii przypominającym trochę sanatorium z "Czarodziejskiej góry" Manna. Jego mieszkańcy zamiast na gruźlicę cierpią jednak na apatię, a skośnookie Rosjanki zastępuje promującą swój ostatni singiel gwiazdka popu Paloma Faith. Wielkie piękno? Raczej wielkie nadzieje. I, o czym świadczyć mogły gwizdy po projekcji, nie do końca spełnione.

Fred Ballinger (Michael Caine) to znany kompozytor i dyrygent. Obecnie przebywa na emeryturze i nic nie zmusi go do tego, by ponownie stanąć przed publicznością - nawet życzenie samej królowej Elżbiety, przekazane mu przez jej nerwowego emisariusza. Fredowi na niczym już nie zależy - zauważa to nawet jego córka Lena (Rachel Weisz). Jedyną rzeczą, na którą ma obecnie ochotę, jest obserwowanie gości hotelu, zakładanie się ze swoim przyjacielem Mickiem (Harvey Keitel) o to, czy siedząca przed nimi smutna para zamieni ze sobą przy kolacji choć jedno słowo i wspominanie Gildy Black, z którą nigdy nie udało mu się przespać.

Beztroska to coś, czemu nie można się oprzeć - mówi w filmie grany przez Caine'a Fred. W "Młodości" najlepsze są właśnie te chwile lekkości - Sorrentino ma poczucie humoru, choć czasem łatwo o tym zapomnieć. Bawi zarówno Paul Dano jako kojarzony z rolą robota aktor przygotowujący się do roli... Hitlera, jak i alpinista, który zdobywając K2 natrafił tam na porzuconą szafkę nocną. Sceny, w których Fred i Mick informują się o wahaniach nastroju swojej prostaty mówią więcej o przemijaniu niż kolejne ujęcie celebrujące każdą zmarszczkę ich zmęczonych ciał. Sugerują zupełnie inny, cudownie absurdalny film, który niestety utonął w patosie jak znikający powoli pod wodą Plac Świętego Marka.

Problem z "Młodością" polega na tym, że od wszystkiego wymaga się tu trochę za dużo - każde wypowiadane zdanie ma zmuszać do refleksji, a każda obficie ilustrowana muzyką operową scena wydaje się finałem. Pytanie tylko czego. 

Sorrentino, po raz kolejny współpracujący z operatorem Lucą Bigazzim, potrafi bawić się obrazem jak mało kto we współczesnym kinie - jego nowy film jest z całą pewnością bardzo piękny. Nie zmienia to jednak faktu, że promujący go plakat nawiązujący do biblijnej przypowieści o Zuzannie i starcach stanowi jednocześnie jego podsumowanie - w "Młodości" poszukiwanie straconego czasu sprowadza się do pożerania wzrokiem nagiej Miss Universe. Filmowi Sorrentino nie brakuje ambicji. Brakuje mu głębi.
 
[Marta Bałaga]