• Karol Barzowski
    Karol Barzowski
Moje wielkie greckie wesele 2
  • 3.7
  • 2
Moje wielkie greckie wesele 2

"Moje wielkie greckie wesele 2" ("My Big Fat Greek Wedding 2"), reż. Kirk Jones (2016)

Idealne dla: fanów pierwszej części, miłośników greckiego temperamentu i tych, którzy uważają, że Carrie z "Seksu w wielkim mieście" powinna być z Aidanem, a nie Panem Bigiem

Wyprodukowane za pięć milionów dolarów "Moje wielkie greckie wesele" zostało w 2002 roku jednym z największych hitów box-office. 240 milionów dolarów wpływów w samych Stanach Zjednoczonych mówi samo za siebie. Do dziś jest to najbardziej dochodowa komedia romantyczna w historii. Czy wypuszczona do kin po 14 latach kontynuacja jest w stanie przebić ten sukces?

Krótko odpowiadając na postawione wyżej pytanie - to niemożliwe. Trzeba się raczej szykować na spory krok w tył, zarówno pod względem komercyjnym, jak i artystycznym. "Moje wielkie greckie wesele 2" nie jest tak urocze i bezpretensjonalne jak część pierwsza. Brakuje tu też oryginalnych pomysłów i świeżego spojrzenia, które cechowały oryginał (film miał w końcu nominację do Oscara za scenariusz). Nie zmienia to jednak faktu, że na wesele do tak zwariowanej i sympatycznej rodzinki zawsze miło się wybrać.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
  • zdjęcie nr.13
  • zdjęcie nr.14
  • zdjęcie nr.15
  • zdjęcie nr.16
  • zdjęcie nr.17
  • zdjęcie nr.18
  • zdjęcie nr.19
  • zdjęcie nr.20
Kadry z filmu "Moje wielkie greckie wesele 2", reż. Kirk Jones

Pewnym jest, że powodem, dla którego po raz kolejny możemy się spotkać z tymi bohaterami, nie był fakt, że Nia Vardalos wpadła na niesamowity pomysł kontynuacji ich losów i po prostu musiała go pokazać publiczności. Było raczej na odwrót - najpierw znaleziono pieniądze na realizację, a później zaczęto się zastanawiać, o czym ten film powinien w ogóle opowiadać. Efekt tego mamy taki, że fabuły jest tu niewiele. Toula i Ian nadal są razem, a ich nastoletnia córka chce ich opuścić i wyjechać na studia do Nowego Jorku. Główni bohaterowie nadal się kochają, ale rutyna zabiła w ich związku jakąkolwiek pasję. Z kolei rodzice Touli dowiadują się, że ksiądz, który udzielił im ślubu, nie miał do tego uprawnień i ich małżeństwo jest tak naprawdę nieważne. Zaczynają się więc przygotowania do kolejnego wielkiego greckiego wesela.

Brzmi banalnie, prawda? Gdyby ktoś dał mi pół godziny na wymyślenie zarysu historii, o której mógłby opowiadać ten sequel, pewnie wymyśliłbym coś podobnego. A na pracę nad tym filmem - przynajmniej w teorii - twórcy mieli przecież 14 lat. Gag goni tu gag. Niektóre są bardzo zabawne, inne zaś trącą myszką. Początkowo nie bardzo układają się one w spójną całość. Ale im dłużej trwa film, tym przyjemniej się go ogląda. Oczywiście, w dużej mierze działa tu nostalgia - fani produkcji z 2002 roku docenią liczne nawiązania oraz udział właściwie wszystkich, nawet drugo i trzecioplanowych, aktorów z "jedynki". Twórcy nie opierają się jednak na tanich chwytach. Najważniejsze jest to, że znowu udało im się stworzyć wyjątkową, szaloną, rodzinną atmosferę. Taka familia może i daje się we znaki, ale jest właściwie kwintesencją więzów krwi. Z Portokalosami nie tylko dobrze wychodziłoby się na zdjęciach. Z nimi można się przede wszystkim świetnie bawić.

Druga połowa filmu, kiedy żarty ustępują miejsca nieco poważniejszym rozważaniom na temat rodziny i związków, potrafi naprawdę rozczulić. Dodając do tego wszelkie komiczne odwołania do greckiej kultury (czy my kiedyś nauczymy się mieć do siebie taki dystans?), "Moje wielkie greckie wesele 2" zapewnia półtorej godziny rozrywki na całkiem niezłym poziomie. Gdy film się kończy, aż żal, że trwał tak krótko. To prosty, ale ujmujący feel-good movie, dzięki któremu na sercu robi się cieplutko. W sam raz na początek wiosny.

[Karol Barzowski]