"Nasty Baby" (recenzja): specyficzny trójkąt

Kadr z filmu "Nasty Baby" (reż. Sebastian Silva)
Kadr z filmu "Nasty Baby" (reż. Sebastian Silva)
 
"Nasty Baby", reż. Sebastian Silva (2015)
 
Ulubieniec Sundance, jeden z najciekawszych niezależnych reżyserów - Sebastián Silva, miejscem akcji "Nasty Baby" uczynił własne mieszkanie na Brooklynie, a bohaterami - parę gejów i ich serdeczną koleżankę, bezskutecznie usiłującą zajść w ciążę. Ale ten film to zdecydowanie nie jest kolejna typowa historia nowojorska.  
 
Polly (Kristen Wiig) zdecydowała się na macierzyństwo. Jest już sporo po trzydziestce i nie ma partnera, więc uważa, że jej szanse na posiadanie potomstwa gwałtownie i z każdym dniem maleją. Drobiazgowo oblicza zatem dni w kalendarzu i skutecznie namawia swoich serdecznych przyjaciół - Freddiego i Mo (Silva i Tunde Adebimpe) do pomocy w poczęciu dziecka. Sielankę tego specyficznego trójkąta przerywa pojawienie się agresywnego i irytującego sąsiada, uprzykrzającego wszystkim życie porannymi porządkami. Tymczasem Freddy szykuje się do zorganizowania wystawy swoich prac w galerii sztuki. Zainspirowany staraniami Polly, postanawia nakręcić serię filmów wideo, w których on i jego przyjaciele wcielą się w niemowlaki. Niestety, nie wszystko idzie zgodnie z planem, stanowiąc źródło frustracji i napięcia dla wszystkich zaangażowanych w to awangardowe przedsięwzięcie.   
 
Chilijski reżyser w szóstym pełnometrażowym projekcie skupia się na skomplikowanych relacjach swoich bohaterów w ich wygodnym mikroświecie, codziennych troskach, radościach i kłopotach. Nie komentuje jednak dokonywanych przez nich życiowych wyborów, nie dziwi niczemu, stoi z boku i obserwuje. Opisywana przez niego rzeczywistość to czyste brooklyńskie ulice, przyjacielscy marszandzi w galeriach sztuki, ciepłe letnie dni w wielkim mieście. Łatwo się w niej zadomowić i poczuć naprawdę nieźle. Kiedy to się stanie, sprawy przybierają niespodziewany obrót, a lekka komedia zostaje doprawiona szczyptą dramatu z morderstwem w tle. Szybka zmiana atmosfery konfunduje widza, pozostawiając ostatecznie więcej pytań niż odpowiedzi. Ciekawie jednak zobaczyć rozwój autorskiego stylu Sebastiána Silvy w pierwszym amerykańskim filmie reżysera, który z pewnością jeszcze nie raz zaskoczy.
 
[Magdalena Maksimiuk, 65. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie]