"Nieobliczalni": Akcja z klasą

Laurent Lafitte i Omar Sy
Komedia "Nieobliczalni" jest obliczona na żarty z różnic: gustu, maniery, rasy, a przede wszystkim klasy. Społecznej. Wynik jest dodatni.
 
Dwaj gliniarze, tytułowi "Nieobliczalni" są, oczywiście, ulepieni z zupełnie różnej gliny. Ousmane Diakhité (Omar Sy) pochodzi z przedmieść, maniery i ogładę ma gdzieś, obiad najchętniej kupuje w osiedlowej budce z fastfoodem, a i jego ulubiona muzyka stoi we Fnacu daleko od płyt z kompozycjami Chopina. Ma za to niezłego nosa do afer, jest wnikliwy i nieustępliwy. François Monge (Laurent Lafitte) to jego przeciwieństwo - pochodzi z centrum Paryża, do pracy na komisariacie chodzi pod krawatem, a forma jest dla niego ważniejsza niż treść. Od wykrywania przestępstw bardziej interesuje go własna kariera i podlizywanie się szefowej.Ta dwójka spotyka się dzięki zbrodni - w rewirze Diakhité zostaje znalezione ciało żony stołecznego polityka, a na miejsce ściągnięty jest przybysz "z miasta", czyli Monge. Okazuje się, że śledztwo, które prowadzi Diakhité wiąże się z nowym morderstwem, więc nalega na wspólną pracę z paryskim kolegą. Im bardziej Monge odgania się od natrętnego współpracownika, tym bardziej on za nim goni. Do czasu.
 
Siłą napędową filmu nie jest zbrodnia i szukanie dla niej kary, tylko nieustająco podsycane napięcie między dwoma gliniarzami. A raczej między klasami, z jakich pochodzą. "Nieobliczalni" to komedia o walce metropolii i mieszczańskich wartości z hałaśliwymi przedmieściami, pełnymi emigrantów. Żarty - lepsze, gorsze - wciąż krążą wokół różnic między centrum a perfyferiami. Także intryga kryminalna sprowadza się do konfliktu klasy posiadającej i pragnącej posiadać, a dzieląca te dwa światy trasa szybkiego ruchu to współczesnym mur Hadriana. Twórcy starają się niuansować postacie: Monge, uosabiający kulturę wyższą, jest prywatnie niedojrzałym erotomanem, a nieokrzesnany Diakhité okazuje się troskliwym samotnym ojcem. Racja raz stoi po jednej, raz po drugiej stronie, by ostatecznie zostać w Paryżu. Trudno zresztą oczekiwać od konserwatywnej, mieszkańskiej komedii innego rozwiązania. Sympatia za to nie zmienia miejsca. Tak jak w "Nietykalnych", gdzie silnikiem dramaturgicznym też były różnice między bohaterami, mimowolnie lubimy bardziej Omara Sy i jego nieposkromioną energię. Diakhité jest kimś w rodzaju młodszego, irytującego brata, którego towarzystwo męczy i cieszy zarazem. Rola Sy w "Nieobliczalnych" jest powtórką z rozrywki, ale przyjmujemy ten bis bez bicia.
[Ola Salwa]