"Nocny pościg" ("Run All Night"), reż. Jaume Collet-Serra (2015)

Jeżeli wierzyć słowom Liama Neesona, "Nocny pościg" ma być jednym z jego ostatnich, jeśli w ogóle nie ostatnim, występem w kinie akcji. Zakładając taki bieg wydarzeń, wchodząca na ekrany przebieżka aktora ulicami Nowego Jorku stanowi godne pożegnanie z tym gatunkiem.

Trzecie wspólne dzieło reżysera Jaume'a Colleta-Serry i gwiazdora serii "Uprowadzona" jest ich najlepszą filmową kolaboracją. "Nocny pościg" nie jest pozbawiony wad, ale na szczęście dużo więcej w nim zalet. W scenariuszu można doszukać się paru mielizn i dziur, tych jednak zdecydowanie więcej odnajdziemy w ciałach poległych gangsterów niż na kartach tekstu będącego kanwą obrazu.

Porośnięta zarostem twarz i zachrypnięty głos Neesona idealnie pasują do jego roli faceta, który swego czasu był największym badassem z papierosem w kąciku ust i wielką spluwą w ręku, eliminującym kolejnych niewygodnych współpracowników dla jego szefa. Jednak whiskey, wiek, jak i męczące demony przeszłości robią swoje, przez co Jimmy Conlon spadł na sam koniec mafijnego łańcucha pokarmowego. Choć bohater udowadnia, że gdy trzeba rozwiązać problem kopniakiem w drzwi i rozpłataniem czyjejś głowy na ścianie to w dalszym ciągu nie ma sobie równych. Nie jest on jednak nieśmiertelną maszyną do zabijania, a tylko człowiekiem mogącym popełnić błąd. To chyba jeden z lepszych występów Neesona w filmach akcji. Zresztą pozostała część obsady radzi sobie równie dobrze. Świetny występ zalicza Joel Kinnaman - sprawiedliwy na ulicach skąpanych w mroku, tym dosłownym i moralnym, na oklaski zasługuje też Boyd Holbrook w roli przestępczego socjopaty, czy też Ed Harris jako archetypiczny boss półświatka.

"Nocny pościg" udowadnia, że jeśli nawet film odrysowany jest od szablonu, to jeśli dobrze naoliwi się elementy tego mechanizmu, nie trzeba żadnych innowacji, żeby móc zagwarantować kawał porządnej rozrywki. Oprócz sztandarowych pościgów, mordobić i strzelanin, doskonale zrealizowanych, choć można było niekiedy ograniczyć szybkość cięć montażowych, obraz ma też swój potencjał dramatyczny. Zgrabnie poprowadzono wątki budowania zerwanych niegdyś więzi między ojcem a synem oraz rozpadu dawnych przyjaźni.

Ten pościg ma tempo, a gdy dochodzi do momentu odzyskania tchu po intensywnym sprincie, nie ma miejsca na nudę. Twórcy finiszują na pierwszym miejscu i oby ich ponowne ustawienie się na linii startu przyniosło podobny efekt.
 
[Robert Skowroński]