• Ola Salwa
    Ola Salwa
Obecność 2
  • 4
  • 3
Obecność 2

"Obecność 2" ("The Conjuring 2"), reż. James Wan (2016)

Idealne dla: fanów horrorów, wielbicieli gęsiej skórki, Londynu, Very Farmigi i Patricka Wilsona

W drugiej "Obecności" James Wan miesza horror z melodramatem, dramatem społecznym, cały czas piekielnie strasząc. Kto wątpił, że jest on królem mądrego kina grozy, powinien dać mu się przekonać. 

Oglądając i tę "Obecność", i tę poprzednią, której bohaterami jest małżeństwo egzorcystów, aż trudno uwierzyć, że autor filmu to ten sam facet, który wpuścił w ruch "Piłę", zapraszając torture porn do mainstreamu. A jednak. James Wan czuje ten gatunek przez skórę (czy raczej gęsią skórkę), a jednocześnie go szanuje, a przede wszystkim uwielbia swoich bohaterów. Firmowany przez niego dyptyk (nie tylko) pod tym względem różni się od średniobudżetowych hollywoodzkich upiornych mielonek, w których bohaterowie są piękni, ale tak strasznie głupi, że ich ekranowa śmierć raczej daje poczucie ulgi niż przeraża. Wan wiąże nas ze swoimi bohaterami, skłania do współczucia i troski, co jest dużo skuteczniejszym (i przy okazji bezkrwawym) mechanizmem dramaturgicznym od efektownych tortur i bryzgów krwi. A przy tym ruch kamery i montaż w jego filmach są precyzyjne jak pułapki zastawiane przez Jigsawa, w które z rozkoszą wpadają ci, co lubią się bać.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
Kadry z filmu "Obecność 2", reż. James Wan

Tego ostatniego na pewno nie lubi rodzina Hodgson, której głową jest samotna matka próbująca utrzymać i wychować czwórkę dzieci. Ich ojciec spłodził bliźniaczki z sąsiadką i zniknął z rodzinnych fotografii. Ducha do domu zapraszają dwie córeczki, bawiąc się samodzielnie zrobioną planszą Ouija (powinno to być zakazane pod karą aresztu domowego, a dziś - aresztu domowego dla wszystkich ekranów dotykowych). Zaczynają się szmery, stuki, trzaśnięcia drzwi, ledwie przygrywka, do horroru, który rozegra się w tym londyńskim domu. Zanim z pomocą przylecą Ed i Lorraine Warren, matka i dzieci będą na skraju wyczerpania. U stylowej pary egzorcystów też nie jest wesoło, Lorraine przyprowadziła ze sobą z jednej z ostatnich misji nieczystą energię, ma niepokojące wizje kończące się zawsze tak samo: śmiercią Eda. Mąż namawia ją na odpoczynek od pracy. Mimo to losy prześladowanej rodziny skłaniają Warrenów do zmiany zdania, a ironicznie puszczony na przywitanie pary w Londynie przebój The Clash zapowiada miłe złego początki. Oczekiwanie na dreszcze jest tu zresztą równie podniecające co one same...

Podobnie jak w pierwszej części "Obecności", i tutaj James Wan narzuca niepokojący rytm - w pierwszej sekwencji mocno napina nerwy, a potem wycisza nastrój i powoli odbudowuje nastrój grozy i niesamowitości, by znów go wyciszyć, tworząc napięcie przed elektryzującą kulminacją. Nie ma w tej strukturze niczego odkrywczego, podobnie budowane były dziś uznawane za klasyczne (i momentami też nudne) horrory z lat 70. jak choćby "Egzorcysta", a jednak ta formuła działa na emocje dużo lepiej niż slasher oferujący hektolitry krwi od końca pierwszego aktu do końca wszystkiego. Choć pewnie dla tych, którzy wolą ilość dreszczy od ich jakości, "Obecność 2" może być rozczarowująca, bo Wan smakuje atmosferę grozy nawiedzonego domu i nie żałuje czasu na sprawy rodzinne Hodgsonów i Warrenów, pokazując największą traumę tych pierwszych i obawę tych drugich - porzucenie, na którym żeruje zła moc. Reżyser na marginesie wszystkich efektów specjalnych snuje jeszcze jedną opowieść, o oczyszczającej mocy miłości, skuteczniejszej niż wszystkie pojemniki z wodą święconą i krzyż razem wzięte. Nieszablonowy i w zasadzie bardzo też romantyczny ruch jak na horror realizowany w Hollywood, gdzieś między jedną a drugą jatką. I w tym tkwi sekret sukcesu filmów Jamesa Wana: kochamy się na nich bać. 

[Ola Salwa]