"Park Jurajski 3D": Tyranozaur blockbusterów

Park Jurajski
Naprawdę, trudno kochać kino i nie darzyć uwielbieniem Stevena Spielberga. Na palcach jednej ręki można wymienić twórców, którzy potrafili dostarczyć widzom tylu emocji. Po 20 latach na nasze ekrany powraca w chwale "Park Jurajski", tym razem w wersji 3D. To zdumiewające, ale film wciąż potrafi wciskać w fotel i zachwycać bardziej niż większość współczesnych blocbusterów.
 
Są tu właściwie wszystkie motywy, jakimi Spielberg posługuje się w swoich filmach. Mamy elementy kina przygodowego z lekko familijnym zacięciem, jest trochę thrillera, kina akcji oraz horroru. Wszystko w idealnie i precyzyjnie wymierzonych proporcjach. Ale to dopiero początek zabawy.

Nikt bowiem nie czuje kina z taką, niemalże dziecięcą, wrażliwością, nie potrafi z taką gracją i lekkością nawiązać relacji z publicznością, jakby instynktownie wyczuwał, co chcemy zobaczyć i jak ma to zostać pokazane. Widać to zarówno  w sposobie prowadzenia bohaterów (tych z pierwszego i z drugiego planu), jak i w budowaniu napięcia i stopniowym przybliżaniu widza do "gwoździa programu" czyli dinozaurów. Ale równie wielką wagę Spielberg przywiązuje do motywów muzycznych (wspaniałe tematy skomponowane przez bezbłędnego Johna Williamsa), które istnieją w symbiozie z poszczególnymi scenami. Gdyby nie muzyka, scena, gdy Sam Neill i Laura Dern po raz pierwszy widzą Brachiozaura, nie miałaby połowy swojego piękna i majestatu. Na drugim biegunie mamy kultową sekwencję w deszczu z T-Rexem w roli głównej, która już po pierwszej emisji trailera, na długo przed oryginalną premierą filmu, stała się klasykiem.
 
Spielberg sprytnie dozuje nam ekranowy czas dinozaurom, ale nie stroni od tego, by pokazać je w pełnej krasie, zaspokajając głód żądnej wrażeń widowni. Z jednej strony mamy wspaniałą i rozczulającą scenę z chorym Triceratopsem, z drugiej - mrożącą krew w żyłach sekwencję w kuchni pod koniec filmu, z dwoma morderczymi Velociraptorami, której nie powstydziłby się niejeden twórca horrorów. Już samo to, jak "zapowiada" pojawienie się stworów przyprawia o dreszcze – zbliżenia na szklankę wody, która zaczyna nagle drżeć, albo na oko bądź samą stopę drapieżników. 
 
Do tego film doczekał się całkiem udanej konwersji do formatu 3D. Obok zeszłorocznego "Titanica" - jak dotąd - najlepszej. "Park Jurajski" nie był tworzony z myślą o tej technologii, tak więc nie ma tu fruwających przed oczami elementów scenografii. 3D dodało jednak obrazowi odpowiedniej głębi i nie zaszkodziło wcale scenom, które rozgrywają się w nocy. Obraz jest ostry i pełen o wiele bogatszych palet kolorów, niż kiedyś.

Nie jest ważne, czy wybierzecie się na "Park Jurajski" po raz pierwszy w życiu, czy widzieliście go już setki razy w telewizji czy na kasetach wideo - film Spielberga, szczególnie na dużym ekranie, i tak was zachwyci. Obraz praktycznie w ogóle się nie zestarzał, a seans w kinie to niepowtarzalna okazja, by raz jeszcze docenić maestrię tego reżysera. "Jurassic Park" to niezaprzeczalnie jedno z najlepszych dokonań w jego karierze.
[Przemysław Dobrzyński]