• Kuba Armata
    Kuba Armata
Personal Shopper
  • 0
  • 0
Personal Shopper

"Personal Shopper", reż. Olivier Assayas (2016)

Idealne dla: tych, którzy lubią być zaskakiwani, niekoniecznie pozytywnie

Doczekaliśmy się w canneńskim konkursie pierwszego filmu, który pożegnały gwizdy i głośne buczenie. Pech chciał, że padło na mojego ulubionego francuskiego reżysera Oliviera Assayasa. Twórcę, który w swojej bogatej filmografii wielokrotnie mierzył się z różnymi gatunkami i zazwyczaj z tych potyczek wychodził zwycięsko. Niestety, nie tym razem. W "Personal Shopper", któremu najbliżej pewnie do metafizycznego horroru, poległ na całej linii, a sceny z lewitującą szklanką czy esemesami, jakie przez dobrą połowę filmu Kristen Stewart wysyła najpewniej do... ducha, stały się obiektem złośliwych żartów i zabawnych inscenizacji ze strony dziennikarzy w biurze prasowym. 

"Personal Shopper" to kolejna, po zrealizowanej przed dwoma laty "Sils Marii", współpraca francuskiego reżysera ze Stewart, która powoli staje się jego flagową aktorką. Ciekawe jest to, że w obu filmach wciela się w podobną rolę. W tym wcześniejszym jako osobista asystentka odpowiadała za codzienne zobowiązania popularnej aktorki (Juliette Binoche), teraz do jej zadań należą kosztowne zakupy i stylizacja modowej celebrytki (Nora von Waldstätten). W chwilach, kiedy nie wybiera właśnie kolejnej efektownej kreacji i pasującej do niej biżuterii, bohaterka stara się zająć sobą, choć to idzie jej znacznie gorzej. Frustracja Maureen wynika głównie z faktu bezskutecznych prób skontaktowania się ze zmarłym bratem. Młoda kobieta, czego nie sposób pominąć, jest kimś w rodzaju medium, a raczej stara się nim być po przeglądnięciu kilku "instruktażowych" filmów na YouTube. Technologia odgrywa zresztą w "Personal Shopper" ważną rolę, bowiem okazuje się, że o nawiązanie kontaktu najłatwiej właśnie drogą esemesową. Dość osobliwy znak czasu, trzeba przyznać. 

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
Kadry z filmu "Personal Shopper", reż. Olivier Assayas

W ogóle wygląda na to, że francuskiemu reżyserowi niezbyt podoba się to, w którą stronę zmierza świat, a zwłaszcza ta bliska terytorialnie mu część. Stawia się w roli krytyka faktu, że wirtualna komunikacja bezpowrotnie zdaje się wypierać tę bezpośrednią, a w pogoni za dobrami materialnymi zupełnie zapomnieliśmy o sferze duchowej. I kiedy zaczyna wchodzić na bardziej metafizyczne tony, wszystko bierze w łeb, bo niespodziewanie (przynajmniej do czasu) w tle pojawiają się jakieś niewyraźne majaki niczym z "Pogromców duchów". Choć akurat w przypadku filmu Ivana Reitmana było to chociaż zabawne. Na dobrą sprawę u Assayasa tematów jest co najmniej kilka, ale żaden nie został należycie wygrany. Zupełnie tak, jakby doświadczony przecież reżyser nie mógł się na jeden z nich zdecydować. Od wspomnianego wyżej, przez kwestię tożsamości głęboko skrywanej za fasadą wykonywanego zawodu, po próbę poradzenia sobie z traumą po stracie bliskiej osoby. A jeżeli dodać do tego jeszcze kryminalną intrygę...

Kristen Stewart robi, co może, prezentując całe spektrum przeróżnych min i grymasów, ale na niewiele się to zdaje. Gdy ma wszystkiego dosyć, zamiast wyłączyć po prostu telefon, decyduje się dość radykalne rozwiązanie (oczywiście z wiadomych przyczyn go nie zdradzę), które prawdę mówiąc po projekcji miałem ochotę powtórzyć.

[Kuba Armata, 69. Festiwal Filmowy w Cannes]