• Marta Bałaga
    Marta Bałaga
Wojna
  • 4.5
  • 0
Wojna

Pilou Asbæk o "Grze o tron": jeśli powiem ci coś więcej, wbiją mi nóż w oko [wywiad]

Porozmawiajmy dziś na jakieś poważne tematy - proponuje Pilou Asbæk, gdy spotykamy się na festiwalu w Wenecji. Nic dziwnego - w swoim najnowszym filmie - "Wojna" - gra w końcu dowódcę jednostki stacjonującej w Afganistanie, który po powrocie do domu musi zmierzyć się z konsekwencjami swoich wcześniejszych decyzji. Niech się zastanowię: co sądzisz o napiętej sytuacji w Izraelu i Palestynie? Zupełnie nie rozumiem tego konfliktu. Albo o prawyborach w Stanach? - dodaje, po czym wybucha śmiechem na widok przerażonej miny dziennikarzy. Uff. 

Duński aktor ma powody, by być w dobrym humorze. Z wyjątkiem kultowego serialu "Borgen", jego role znane były dotychczas przede wszystkim rodzimej publiczności. Jednak odkąd aktor dołączył do obsady "Gry o tron", jego kariera pognała do przodu szybciej niż Imperator Furiosa. Choć miało to zostać tajemnicą, na długo przed premierą szóstego sezonu dowiedzieliśmy się, że Asbæk zagra wuja Theona Greyjoya: Bardzo agresywnego i nie do końca normalnego. Jeśli powiem ci coś więcej, wbiją mi nóż w oko.

Z Pilou Asbækiem rozmawia Marta Bałaga

Marta Bałaga: Od kwietnia będziemy mogli oglądać Cię w nowym sezonie "Gry o tron"...

Pilou Asbæk: "Gra o tron" to wyjątkowe przeżycie dla każdego aktora. To wielka, świetnie naoliwiona maszyna i jestem wdzięczny za każdą minutę, którą spędziłem na planie. Mój udział miał być tajemnicą. Ale to w końcu najpopularniejszy serial na świecie. Kilku paparazzi zrobiło nam zdjęcia na planie i mój telefon od razu się rozdzwonił. Co tydzień oglądam nowe odcinki z żoną - to taka nasza tradycja. Sam jestem jego fanem, więc kiedy nagle zdajesz sobie sprawę, że stanowisz jego część… Nie wiem, na jak długo, bo mają tam świra na punkcie scenariuszy i zachowania wszystkiego w tajemnicy, więc mówią ci tylko to, co absolutnie musisz wiedzieć. Ale moja rola będzie bardzo ważna w nowym sezonie. I bardzo dobrze, bo już się nią wszystkim chwaliłem. Gram Eurona Greyjoya, wuja Theona. Bardzo agresywnego i nie do końca normalnego. Jeśli powiem ci coś więcej, wbiją mi nóż w oko. 

Biorąc pod uwagę styl serialu, byłaby to dość adekwatna kara.

Nieprzypadkowo połowa obsady ma tyle blizn - za dużo zdradzili dziennikarzom! Choć gdyby rzeczywiście wyłupiono mi oko, pewnie wyszłoby to na dobre mojej postaci. Zaczynałem jako aktor teatralny, odebrałem więc bardzo klasyczne wykształcenie. Uczono nas, jak toczyć pojedynki, więc całkiem nieźle władam mieczem. Potrafię też stepować, ale tego jeszcze ode mnie nie wymagano. Fani pewnie by zaprotestowali, gdyby Euron Greyjoy jednocześnie stepował i przecinał kogoś mieczem. A szkoda. To fajna, mięsista rola. Serial jest tak popularny, że kiedy stajesz się jego częścią, automatycznie stajesz się sławny. To niesamowite, jak wielkie jest zainteresowanie fanów każdą nową postacią. Uwielbiam telewizję. To na niej dorastałem, a nie na filmach. Jak zresztą cała moja generacja: gdy zapytasz ludzi w moim wieku o MTV, od razu zaszklą im się oczy. Serial oferuje ci możliwości, których nie masz w żadnym innym medium. Twoja postać może rozwinąć się na tyle różnych sposobów i masz czas na to, żeby się tym pobawić. 

"Wojna" to już kolejny film, który zrealizowałeś wspólnie z Tobiasem Lindholmem. Przeistaczacie się w skandynawską odpowiedź na Scorsese i De Niro. 

Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Tobias przeczytał artykuł poświęcony żołnierzowi, który służył w Iraku i Afganistanie. Przyznawał w nim, że nie boi się tego, że zginie. Bał się, że kiedy wreszcie wróci do Danii, trafi do sądu wojskowego. Tobias odłożył gazetę i stwierdził: to mój film. Zadzwonił do mnie tej samej nocy i poprosił, żebym do niego przyszedł. Zaczęliśmy o tym rozmawiać i stwierdził: Chcę, żebyś poszedł na wojnę. Wszystko, co wydarzy się w pierwszej godzinie filmu, nabierze zupełnie innego znaczenia w drugiej. Chcę zobaczyć, jak zareagują na to ludzie. No i zobaczył: podczas pokazu na festiwalu w Wenecji ludzie zaczęli klaskać, kiedy mój bohater kłamie pod przysięgą. Klaskać! Trochę mnie to przeraziło. Na tym polega współczesna demokracja? Znacznie lepiej rozumiem teraz, dlaczego Berlusconi był tak popularny. 

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
Kadry z filmu "Wojna", reż. Tobias Lindholm

Trudno jednak nie poczuć sympatii do granego przez Ciebie bohatera.

Uwielbiam filmy Tobiasa, bo opowiada złożone historie o złożonych ludziach. A to najlepsze, co może ci się przytrafić jako aktorowi. W jego filmach nic nie jest czarno-białe. Żeby dobrze zagrać swoją rolę, musiałem poczuć sympatię do człowieka, który odpowiada za śmierć niewinnych kobiet i dzieci. Dlatego Tobias postanowił przedstawić mnie żołnierzom, którzy przez to przeszli - potem zagrali nawet w naszym filmie. Powiedział: Nie mogę ryzykować, że skieruję na ciebie kamerę, a ty nie będziesz wiedział, co robić. Zmusił mnie, bym przed rozpoczęciem zdjęć pojechał na trzymiesięczny obóz dla rekrutów. 

Dlaczego? To nie film akcji, który wymagałby od Ciebie wielomiesięcznego treningu. 

Tobias chce, żeby jego filmy były bardziej realistyczne od dokumentów. Wysoko ustawia mi poprzeczkę, ale ja ustawiam ją sobie jeszcze wyżej. Widz musi od razu uwierzyć w to, że jestem żołnierzem. Musiałem wyglądać jak ktoś, kto robi to już od 15 lat. A miałem na to 3 miesiące. To właśnie lubię w tej pracy. Robienie filmów to ciężka harówa, ale uwielbiam same przygotowania do roli. Wszystko opiera się tu na szczegółach: żołnierze poruszają się w szczególny sposób, w szczególny sposób otwierają drzwi, a kiedy klękają, klękają na jedno kolano. Problemem okazał się też język. Przez większą część czasu zupełnie nie rozumiałem, co mówią! Musiałem nauczyć się tych wszystkich wyrażeń, zupełnie jakbym uczył się od podstaw włoskiego. Ci faceci nauczyli mnie, na czym polega ich praca. A ja nauczyłem ich aktorstwa i powiem ci jedno: świetnie sobie poradziłem. Fantastycznie wypadli w filmie. 

Czy po zrobieniu trzech wspólnych filmów praca staje się coraz łatwiejsza? Słyszałam, że kiedy spotkaliście się po raz pierwszy, nie zrobiłeś na Tobiasie zbyt dobrego wrażenia.

Nie znosiłem go, a on nie znosił mnie. Naprawdę! Nie chcę dramatyzować, ale kiedy się poznaliśmy, w ogóle między nami nie zaiskrzyło. To dziwne, że pomimo takich początków udało nam się zrobić razem trzy filmy i "Borgen". Zawdzięczam mu karierę, a zaczynaliśmy jako wrogowie. Podczas pracy nad naszym pierwszym filmem, "R", już w trakcie zdjęć stało się oczywiste, że te dwie ścierające się energie bardzo pomagają nam w pracy. Teraz przypominamy znudzoną sobą parę, która niedługo pewnie wyląduje na jakiejś terapii.  

Tobias jest najbardziej utalentowaną osobą, jaką w życiu poznałem. Jest jednym z najlepszych europejskich scenarzystów [oprócz własnych filmów Lindholm jest między innymi autorem scenariusza do "Polowania"]. To tylko kwestia czasu, zanim upomni się o niego Hollywood i mieliby wielkie szczęście, gdyby łaskawie zgodził się coś dla nich zrobić. Kiedy idziesz do muzeum i przyglądasz się dziełom sztuki, zwykle nie stoi obok ciebie człowiek, który wyjaśnia ci, o co w nich chodzi. Tobias robi to samo. Oglądając jego filmy nie otrzymujemy wszystkich odpowiedzi, ale zadajemy sobie pytania. A o to właśnie chodzi w kinie. 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Zobacz kolejne.