• Paulina Grabska
    Paulina Grabska
Scream Queens
  • 4
  • 1
Scream Queens

"Scream Queens" to mój najbardziej wyczekiwany nowy tytuł serialowej jesieni 2015. Po premierze nie krzyknęłam "10/10!", jednak nie mogę już doczekać się kolejnego odcinka. UWAGA: tekst zawiera spoilery. Nie czytajcie, jeśli nie chcecie psuć sobie zabawy! 

Już w pierwszych sekundach "Scream Queens" usłyszałam piękną piosenkę "What's a Girl To Do" Bat For Lashes, pomyślałam więc, że będzie co najmniej dobrze. Scena otwierająca to retrospekcja: mamy 1995 rok, w domu bractwa Kappa Kappa Tau odbywa się impreza. Nieoczekiwanie okazuje się, że jedna z dziewcząt urodziła dziecko w łazience. Koleżanki odmawiają jej pomocy, ponieważ muszą biec na parkiet, gdyż gra ich hymn - "Waterfalls" TLC (ach, słodkie lata 90...). Gdy wracają, ich "siostra" leży martwa w wannie.

Przenosimy się do 2015 roku, w którym poznajemy obecną przewodniczącą KKT - Chanel Oberlin - oraz jej służące. Chanel jest piękna, bogata, a do tego szalenie okrutna. Z jej sadystycznymi skłonnościami zamierza walczyć pani dziekan uniwersytetu, która nie może pogodzić się z faktem, że idea bractwa studenckiego w wykonaniu Kappa Kappa Tau została tak bardzo spaczona.

Największym atutem "Screem Queens" jest humor. Za produkcję odpowiedzialni są twórcy "Glee" oraz "American Horror Story". W ich nowym serialu otrzymujemy idealne proporcje popkultury i makabry, a gatunkowe klisze są przedstawione z mistrzowską dozą ironii. Kolejny świetny element to gwiazdorska obsada. Największą sławą w tym towarzystwie jest oczywiście Jamie Lee Curtis. Jej angaż okazał się pomysłem trafionym w dziesiątkę. Scena, w której Curtis wygłasza monolog o emancypacji kobiet, a następnie karci swojego młodego kochanka za brak odpowiednich zdolności łóżkowych, jest jednym z wielu przykładów komediowego talentu aktorki.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
Kadry z serialu "Scream Queens", fot. FOX

Kroku dotrzymuje jej plejada młodszych koleżanek i kolegów po fachu. Emma Roberts jest geniuszem zła, choć oczywiście liczę na to, że pokaże swoją słabszą stronę. Znana dzięki roli w "Małej Miss" Abigail Breslin gra neurotyczną służkę Chanel, która ślepo wykonuje polecenia swej idolki. Billie Lourd jest najmniej rozgarniętą "Chanelką", jednak każde wypowiedziane przez nią zdanie wywołuje śmiech. Słowa uznania należą się też dla Nicka Jonasa (tak, napisałam to). Jego wypowiedź na temat Michaela Baya trafiła do mojego TOP 3 najlepszych momentów dwóch pierwszych odcinków.

"Scream Queens" najbardziej zadowoli tych, którzy wychowali się na MTV, "Clueless", "Wrednych dziewczynach" i hitach Britney Spears. Nie spodziewajcie się serialowej wersji "Strasznego filmu", bo nie ma tu typowego szydzenia z horrorów. Wręcz przeciwnie: to hołd dla najpopularniejszych scream queen movies, z ukazaniem świata mediów społecznościowych w krzywym zwierciadle.

Wszyscy bohaterowie "Scream Queens" mają jakąś tajemnicę, która będzie odkrywana krok po kroku w kolejnych odcinkach, aż do spektakularnego finału. Aż żałuję, że produkcja nie została wypuszczona w trybie netflixowym, bo chciałabym jak najszybciej poznać rozwiązanie zagadki.

[Paulina Grabska]