"Sędzia" (recenzja): przyjemny schemat


"Sędzia" ("The Judge"), reż. David Dobkin (2014)

Filmów z prawnikami w rolach głównych jest bez liku. Żeby daleko nie szukać wystarczy spojrzeć na "Prawnika z Lincolna" sprzed trzech lat. Wydaje się więc, że w temacie tym niewiele da się już powiedzieć nowego - najlepszym tego przykładem jest "SędziaDavida Dobkina.
 
Hank Palmer jest wziętym i cynicznym adwokatem, który bez problemu ratuje kolejne szumowiny przed zasłużoną karą. Kiedy jednak umiera mu matka, wraca do rodzinnej mieściny, gdzie mieszka większość jego rodziny. Główną jej postacią jest skonfliktowany z Hankiem jego ojciec, Joseph, od czterdziestu dwóch lat pełniący funkcję sędziego. I oto zostaje on oskarżony o zamordowanie człowieka, wobec którego kiedyś popełnił błąd - wypuścił go na wolność.
 
Nie trudno więc zgadnąć kto, mimo początkowych sprzeciwów Josepha, zostanie obrońcą w jego sprawie. Jak przystało na typowy amerykański film związany z sądownictwem, rozprawa ta ma dwa główne cele. Po pierwsze, w jej trakcie Hank zrozumie lepiej czym jest sprawiedliwość oraz szacunek do prawa - słowem, zmieni się z aroganta i dupka w uczciwego człowieka. Po drugie zaś, będzie to doskonała okazja, żeby ojciec i syn zbliżyli się do siebie i zakończyli trwający od dawna konflikt. Jak to się wszystko potoczy, przewidzi każdy widz na sali. "Sędzia" jest bowiem ułożony ze znanych, schematycznych klocków, które doskonale do siebie pasują. Każdy zwrot akcji, każdy moment wzruszenia rozpisany jest tu niemal co do minuty, łącznie z pojawiającą się w najbardziej oczywistych chwilach muzyką. Zakończenie również nikogo nie powinno szokować.

 
Największym atutem filmu Dobkina jest zatem aktorstwo. Robert Downey Jr. ma w sobie taką charyzmę, że nawet nie musi się specjalnie wysilać, by zjednać sobie publiczność. Jego Hank łączy w sobie, jak określa go jedna z bohaterek, zarówno ogromny egoizm, jak i wielki altruizm. Nawet jeśli momentami irytuje, ciężko go nie lubić. Robert Duvall jest równie dobry i bez problemu portretuje jasne i ciemne strony swojej postaci. Nie jest to zresztą nic dziwnego - Duvall to aktor wyjątkowo niezawodny, ktoś w ogóle kojarzy jakąś jego słabszą rolę? A dodać do tego należy wyrazisty drugi plan w postaci Billy'ego Boba ThorntonaVery Farmigi i Jeremy'ego Stronga.
 
"Sędzia" jest więc typowym filmem, który świetnie się ogląda, ale który nie wzbudza wielkich emocji i szybko się go zapomina. I chociaż niekiedy jest on zbyt wzniosły i na siłę wzruszający, seans powinien upłynąć w przyjemnej atmosferze. Tym bardziej, że, dla przeciwwagi, jest tu sporo, bardzo dobrego zresztą, humoru. David Dobkin nie jest jednak aż takim specem, jak Hank Palmer. Całkowitego uniewinnienia nie ma, jest za to najniższy wymiar kary.

 
[Jędrzej Dudkiewicz]