"To właśnie seks" ("The Little Death"), reż. Josh Lawson (2014)

"To właśnie seks" przeprowadza widza przez kilka pojęć związanych z różnymi fetyszami i seksualnymi fantazjami. Do zobrazowania każdego z nich przedstawiono historie par, w których jedna z połówek chciałaby zasmakować czegoś "ekstra". Bywa zabawnie, bywa dramatycznie, ale widz obcując z filmem raczej nie dozna prawdziwej kinowej rozkoszy i orgazmu.

Australijski reżyser, Josh Lawson, wskakuje pod pierzynę narzeczeństwa, kilku małżeństw, stara się również podejrzeć singielkę, w której sercu zaczyna rodzić się uczucie. Pięć różnych historii i tyle samo pikantnych podniet i zachcianek - o byciu zgwałconą, o sypialnianych przebierankach i odgrywaniu ról, o doznawaniu przyjemności tylko, gdy partner płacze lub gdy śpi. Realizacja wstydliwych pragnień, lub przynajmniej próby ich spełnienia, generują mnóstwo gagów - w przeważającej części są one prawdziwie udane i zabawne, ale bywa też zupełnie odwrotnie - nie każdy komediowy numer(ek) daje przyjemność i satysfakcję z oglądania.

Największym problemem dzieła Lawsona jest to, że stanowi połączenie kilku wzajemnie przeplatających się wątków, z których żaden nie wybrzmiewa do końca. Każdy z nich zostaje w pewnym momencie urwany, a widzowi pozostaje już tylko domniemywać, jak dalej mogły potoczyć się losy bohaterów. Z nimi również nie sposób jest się zżyć i razem przeżywać ich sypialniane marzenia seksualne. Owszem, można pokusić się o wspólną, krótką przygodę, ale raczej nie wyniknie z tego nic poważnego.

Obraz nie cierpi na poważne braki, a niejednokrotnie potrafi zaoferować sporo frajdy, ale mimo to nie udaje mu się w pełni uwieść. Filmowi nie można zbyt wiele zarzucić, ale jednocześnie pamiętam bardziej udane (celuloidowe) razy.
 
[Robert Skowroński]