Warto dać się porwać na "Russendisko"

 
Russendisko
To ten rodzaj filmu, na którym w trakcie projekcji i długo, długo po niej będziecie uśmiechać się od ucha do ucha.
 
Narratorem rozgrywającego się w początku lat '90 w Niemczech „Russendisko" Olivera Ziegenbalga jest Vladimir, który wraz z przyjaciółmi, Andrejem i Mischą (wszyscy trzej są rosyjskimi żydami), przybywa do stolicy Niemiec w poszukiwaniu lepszego życia. Czasy sprzyjają ludziom pomysłowym, chłopcy znajdują więc coraz to nowe sposoby zarobku. Od sprzedawania piwa i papierosów, przez występy muzyczne w barach, na otwarciu klubu z muzyką disco skończywszy. Ich perypetie stają się dla autorów filmu pretekstem, by - podobnie jak w znanym z polskich ekranów „Good Bye, Lenin!" - pokazać absurdy komunizmu i jego upadku. Twórcy jednak nie ograniczają się tylko do tego. Wśród wszechobecnych dziwactw raczkującej demokracji może przecież narodzić się miłość. Vladimir w Oldze zakocha się od pierwszego wejrzenia, zaś my poznamy historię dziewczyny w formie sympatycznej, rysunkowej animacji.
 
Wszystko jest tu zresztą wymieszane w idealnych proporcjach – absurd z romantyzmem, dramat z humorem, brawura z nostalgią. Całość zaś pędzi do przodu w rytm rewelacyjnej muzyki, która jest kolejnym bohaterem filmu. Rzadko dając wytchnienie bohaterom (i widzom) sprawia, że obraz jest żywy i wciągający. 
 
Każdy znajdzie tu coś dla siebie: odrealnioną, bajkową scenografię (gra oświetleniem, czy niekiedy zmieniające się, jakby żywe budynki sprawiają, że szara rzeczywistość nabiera kolorów), doskonały humor i świetnie napisane dialogi, wreszcie - wątek miłosny i postacie, których nie sposób nie lubić.
 
Duża w tym zasługa koncertowo grających aktorów – dawno nie widziałem takiego luzu we wchodzeniu w rolę. Matthias Schweighöfer (Vladimir) sprawia wrażenie, jakby nie musiał grać, może po prostu na co dzień jest tak samo bezpośredni, uśmiechnięty i pełen życia. Christian Friedel bardzo dobrze pokazuje melancholię i powagę tkwiącą w Andreju, obecną nawet w momentach, gdy śmieje się, bądź bawi. Z kolei Friedrich Mücke (Mischa) najbardziej błyszczy, gdy gra na gitarze i śpiewa. Czuć emanującą z jego bohatera pasję i miłość do muzyki. Także Peri Baumeister (Olga) i Pheline Roggan (Helena) są świetne. Pierwsza idealnie łączy w sobie tony poważne i komiczne, radość życia i wątpliwości dotyczące przyszłości. Druga wiarygodnie gra nieodwzajemnione uczucie do Mischy.
 
Russendisko" świetnie chwyta komediowy klimat czasów przełomu, gdy kraj jednoczył się, a komunizm odchodził do lamusa. Opowiada w sposób bezpretensjonalny o planach, które nie zawsze wypalają, szansach, których nie można przegapić. To ten rodzaj filmu, na którym w trakcie projekcji i długo, długo po niej będziecie uśmiechać się od ucha do ucha. Warto dać się porwać na to "Russendisko"!
[Jędrzej Dudkiewicz]