• Karolina Stankiewicz
    Karolina Stankiewicz
Wstrząs
  • 3.7
  • 1
Wstrząs

"Wstrząs" ("Concussion"), reż. Peter Landesman (2015)

Idealne dla: fanów kina medycznego, tych, którzy interesują się działaniem ludzkiego mózgu oraz wielbicieli Willa Smitha, który we "Wstrząsie" święci powrót do formy 

Początek "Wstrząsu" sprytnie myli tropy sugerując widzowi najpierw, że będzie miał do czynienia z dramatem sądowym, a następnie z filmem sportowym. Wkrótce jednak orientujemy się, że owszem, film będzie oscylował wokół futbolowych tematów, jednak nie wzbudzi w nas sportowych emocji, ale pokaże piętno, jakie ta dyscyplina odciska na uprawiających ją ludziach.

Z sali sądowej przenosimy się na boisko, a stamtąd do... prosektorium, gdzie pracuje dr Omalu, Nigeryjczyk, świetnie wykształcony neuropatolog, który przyjechał do Ameryki, by móc się rozwijać. Jego nietypowe metody pracy, jak rozmawianie z nieboszczykami leżącymi na prosektoryjnym stole, nie przysparzają mu przyjaciół. W szpitalu, w którym pracuje, prawie wszyscy mają go za dziwaka. Dodać należy, że jest to państwowa placówka, w której, ze względu na niewielki budżet, nie ma czasu na rozczulanie się nad każdym zmarłym. Dr Omalu nie ma jednak zamiaru zmieniać swoich nawyków - bynajmniej nie dlatego, że jest ekscentrykiem, czy szalonym naukowcem dążącym do rozwiązania zagadki śmierci niczym znany skądinąd dr House, ale dlatego, że jest człowiekiem o wielkim sercu, wierzącym w Boga i mającym ogromny szacunek do ludzkiego życia. Na szczęście po swojej stronie ma ordynatora szpitala, który popiera - choć czasem niechętnie - każdą jego decyzję. Problemy zaczną się, gdy dr Omalu odkryje, że gra w futbol amerykański powoduje poważne urazy mózgu u uprawiających go sportowców, w wyniku których nierzadko popełniają oni samobójstwo czy tracą zmysły. Jak można się domyślić, korporacje stojące za najbardziej dochodowym sportem w USA, ale i zakochani w nim fani, nie będą tym przełomowym odkryciem zachwyceni.

  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
Kadry z filmu "Wstrząs", reż. Peter Landesman

"Wstrząs" to film z dużym potencjałem, ale niestety nie do końca wykorzystanym. Siła, jaka w nim tkwiła została stłumiona już gdzieś na etapie pisania scenariusza, gdy zdecydowano o tym, że najważniejsi bohaterowie będą czyści jak łza. Choć sytuację można było mocno skomplikować, nie dając prostych odpowiedzi i rozwiązań, widz ani przez chwilę nie ma wątpliwości, po czyjej stronie powinien stać. Zwłaszcza, że Omalu to postać w zasadzie nieskazitelna, przypominająca te z hagiograficznych opowieści. Najciekawiej wypadają tu sportowcy, którzy po skończonej karierze mierzą się z problemami psychicznymi. Ich popadanie w obłęd zostało przedstawione na tyle przekonująco i dosadnie, że "Wstrząs" trochę odbija się od banału, wokół którego krąży. Film dość delikatnie, ale jednak, porusza problem rasizmu i ciemnoskórych imigrantów w Stanach. Dr Omalu, choć wykształcony lepiej niż większość lekarzy w USA, wciąż musi udowadniać swoje kompetencje, gdyż traktowany jest jako ktoś gorszy. Temat ten nie wybrzmiewa jednak z pełną mocą - jakby twórcy ocierając się o niego wystraszyli się. 

W kontekście rasizmu warto wspomnieć o Oscarach 2016, które w nominacjach pominęły zupełnie wszystkich ciemnoskórych aktorów, w tym wcielającego się w główną rolę we "Wstrząsie" Willa Smitha. A to on jest najjaśniejszą stroną tej produkcji. Choć gra postać niezłożoną, jest jej całkowicie oddany i w zasadzie w niej zakochany. Dzięki temu dr Omalu nabiera uroku i nawet jeśli prawi banały, nie sposób chyba nie darzyć go sympatią. 

Nawet jeśli to za mało, by "Wstrząs" rzeczywiście wstrząsnął widzem, znajdą się tacy, którym film przypadnie do gustu - jest tu i ciekawa historia i charyzmatyczny bohater. Jest tu też narracja o wybitnej jednostce, której działania zmieniają świat. Ale jest też szaleństwo i prosektorium - sporo 

[Karolina Stankiewicz]