"Żyć nie umierać" (2015), reż. Maciej Migas
 
Idealne dla: fanów Tomasza Kota i seriali stacji TVN

"Żyć nie umierać" to film tematyką wpisujący się w zjawisko, które złośliwi nazywają "nurtem kina onkologicznego". Temat raka rzeczywiście powraca w polskich produkcjach ostatnio dość często – wystarczy wspomnieć nominowany do Oscara dokument "Joanna" Anety Kopacz czy "Chemię" Bartosza Prokopowicza, która trafi na ekrany naszych kin już w październiku. Co zatem wyróżnia "Żyć nie umierać" spośród podobnych produkcji?

Zwiastun zapowiada film o czerpiącym pełnymi garściami z życia mężczyźnie, który dowiadując się, że umrze w ciągu kilku miesięcy, postanawia naprawić wszystko, co do tej pory zrobił złego. Spodziewać można się zatem krzepiącej serca, wzruszającej historii o przebaczeniu i pojednaniu. A, kto wie, może i cudownym uzdrowieniu. Jednak już od pierwszych minut w kinie okazuje się, że te oczekiwania niezupełnie przystają do filmu.

Główny bohater wcale nie jest – jak głosi zwiastun – "królem życia", a trzeźwym od dłuższego czasu alkoholikiem w średnim wieku, który swój nałóg przypłacił utratą rodziny i szansy na karierę. By związać koniec z końcem, łapie się każdej pracy, jaką jego aktorski zawód pozwala mu wykonywać, a jedyną bliską mu osobą jest jego terapeuta z grupy anonimowych alkoholików. Otrzymujemy opowieść o człowieku wykluczonym i samotnym, stojącym przed dodatkowym problemem, jakim jest zbliżająca się szybko śmierć.
 
  • zdjęcie nr.1
  • zdjęcie nr.2
  • zdjęcie nr.3
  • zdjęcie nr.4
  • zdjęcie nr.5
  • zdjęcie nr.6
  • zdjęcie nr.7
  • zdjęcie nr.8
  • zdjęcie nr.9
  • zdjęcie nr.10
  • zdjęcie nr.11
  • zdjęcie nr.12
  • zdjęcie nr.13
  • zdjęcie nr.14
  • zdjęcie nr.15
  • zdjęcie nr.16
  • zdjęcie nr.17
  • zdjęcie nr.18
  • zdjęcie nr.19
  • zdjęcie nr.20
  • zdjęcie nr.21
  • zdjęcie nr.22
  • zdjęcie nr.23
  • zdjęcie nr.24
  • zdjęcie nr.25
Zdjęcia w galerii: fot. Jacek Piotrowski
 
W główną rolę wciela się świetny – jak zwykle – Tomasz Kot, a na ekranie towarzyszy mu plejada polskich gwiazd, między innymi Janusz Chabior czy Magdalena Walach. Niestety zabrakło miejsca dla rozbudowania postaci drugoplanowych, w związku z czym pozostają jednowymiarowe, a wcielający się w nie aktorzy niespecjalnie mają okazję się popisać. Rażą przewidywalne momenty, z których wiele już wcześniej w kinie widzieliśmy – jak ten, w którym grany przez Kota Bartosz Kolano próbuje popełnić samobójstwo stając na torach – i nazbyt topornie wypada próba wprowadzenia metafory życia jako sceny. Przyczepić można się też dość nadętych dialogów – niemal każde z padających zdań brzmi tak, jakby musiało nieść za sobą jakieś istotne przesłanie, a te, które brzmieć mają zabawnie czasem wypadają drętwo.

Choć "Żyć nie umierać" nie jest najlepszym filmem – a wielu uzna, że daleko mu do bycia choćby dobrym, ma jedną ważną zaletę: będąc utrzymanym w lekkim tonie, nie niesie ze sobą łatwego, taniego pocieszenia. Nie wyciska z widza łez po to, by po chwili poklepać go po plecach, mówiąc: "wszystko będzie dobrze". I nie traktuje go jak idioty. A takie podejście w polskim kinie mainstreamowym wcale nie jest oczywiste.
 
[Karolina Stankiewicz]