23 porady dla polskich filmowców

Drogówka, reż Wojciech Smarzowski

Polscy filmowcy coraz częściej pokazują filmy na świecie, ale najważniejsze branżowe laury jak Oscary czy Złota Palma, a także wysokie miejsca w box office są na razie poza ich zasięgiem. Jak poprawić polskie kino? Od kogo Polacy mogliby coś ściągnąć, u kogo podpatrzeć, z jakich filmów czerpać inspiracje, żeby dojść na szczyt? Podpowiada Ola Salwa.
 

1. Wojciech Smarzowski

Brudna, smutna i zła Polska w filmach Smarzowskiego masochistycznie uwodzi tylko krajową widownię. Zagranica nie rozumie, jak można  radować się pławieniem we własnym syfie, choć najciekawsi dziś autorzy światowego kina robią dokładnie to. Puk, puk? Otwiera Ulrich Seidl, wyciągający brudy, smrody i drobne grzeszki spod austriackich dywanów i wąsów. Nie wikła bohaterów w tragizm historii, nie wytyka im przeszłości, obserwuje ich tu i teraz. Drugi typ to Amat Escalante, który w najświeższym filmie "Heli" pokazuje meksykańską prowincję jako pozbawiona boga pustynię, gdzie rządzą przemoc i chciwość. Ale Meksyk? Takie historie mogą zdarzyć się wszędzie, także pod Łodzią.
 

2. Małgorzata Szumowska


Reżyserka specjalizuje się w odkryciach. Pokazała już, czym jest śmierć ("33 sceny z życia"), seksualność kobiety po czterdziestce ("Sponsoring"), niemożliwa miłość ("W imię…"), w następnym filmie ujawni, czym jest ciało. Czyli z wysokich tonów, schodzi na niższe, ale paradoksalnie oddala się od swoich bohaterów. Może więc powinna zerknąć w kierunku kina Abdellatifa Kechiche'a? W "Życiu Adele, rozdział 1 i 2" opowiedział o miłości, seksualności i ciele za jednym zamachem, a przy tym jest blisko swoich postaci (także w "Tajemnicy ziarna" i "Czarnej Wenus"), wydziarając im ich najgłębsze tajemnice. Dzięki temu mamy poczucie spotkania z prawdziwą osobą, a nie papierową koncepcją.
 

3. Greg Zgliński


Ostatni uczeń Kieślowskiego, szuka odruchów moralnych w jałowym duchowo świecie ("Wymyk"). Przydałoby się w tych dywagacjach więcej substancji, czyli świata materialnego, jak choćby u reżysera "Pozycji dziecka" Calina Petera Netzera. Tam współczesność i jej (ab)normy wynikają z komunistycznego dziedzictwa, odciskającego piętno na pracy policji, zachowaniu elit oraz matki głównego bohatera. Duch wszak potrzebuje ciała.
 


4. Borys Lankosz


Kilka lat temu "Rewers" namieszał w polskim kinie, teraz czekamy, czy to samo Lankosz zrobi, siejąc "Ziarna prawdy" na podstawie kryminału Zygmunta Miłoszewskiego. Może film wprowadzi modę na adaptacje młodej prozy, co, zdaniem wielu ekspertów z kręgów zbliżonych do kina, miałoby uleczyć polskie scenariusze. Lankoszowi jako trop podsuwamy Christophera Nolana, który nawet obarczony wysokim budżetem i sztywnym gatunkiem (cykl o Batmanie, "Incepcja") nie stracił autorskiego sznytu. W efekcie zrobił film dla mas i dla koneserów kina. Zbrodnia doskonała!
 

5. Władysław Pasikowski


Polska historia najnowsza zaklęta w kino gatunkowe - to twórcza ścieżka autora "Psów", "Pokłosia" i "Jacka Stronga". Sęk w tym, że jego filmy wyglądają, jakby powstały kilkanaście lat wcześniej i przeczekały do premiery w dźwiękoszczelnych puszkach. Miejscami brakuje też silnej reżyserskiej ręki, która wyczaruje napięcie nawet w zwykłej scenie dialogowej, czy w tak zwanym pasażu. Dobrym tropem byłyby dla Pasikowskiego filmy Davida Finchera, nawet "The Social Network", czy "Dziewczyna z tatuażem", by nie sięgać do prehistorycznych dziś lat 90.


Sala samobójców, reż Jan Komasa

6. Jan Komasa


Jedną z obsesji młodego reżysera jest lęk przed samotnością, co widać jak na tablecie w debiutanckiej "Sali samobójców". A gdyby ten lęk przekuć na egzystencjalny niepokój lub strach przed obłędem, a do tego skorzystać z pojemnej formuły gatunkowej? Ścieżka prowadzi do mistrza Polańskiego, by wspomnieć "Wstręt" czy "Lokatora" lub lżejsze filmy takie jak "Autor widmo" lub "Frantic". Być może Komasa, który świetnie buduje nastrój, byłby pierwszym autorem udanego horroru - tu wskazujemy na mało znanego szerokiej publice Malezyjczyka James Wana. Tak, to on puścił w ruch "Piłę", lecz bardziej imponująca jest "Obecność", oddająca hołd klasyce gatunku i przerażająca jak szmer w ciemności. "Masz cierpieć, jak jeszcze nigdy nie cierpiałaś" mówi bohater "Sali…". Proroczo?
 

7. Sławomir Fabicki


"Z odzysku" był filmem skrojonym pod międzynarodowe festiwale filmowe, "Miłość" w anachroniczny i mało subtelny sposób próbowała opisać współczesne związki. Tu znów polskiemu twórcy radzimy spojrzeć w kierunku południowym, czyli rumuńskiej nowej fali. Konkretny adres to Radu Muntean, autor "Wtorku po świętach". Wyciszone, a jednak gęste od emocji kino, gdzie reżyser buduje napięcie w długich ujęciach i codziennych sytuacjach, to dobry trop.
 

8. Maciej Pieprzyca


"Chce się żyć" to kapitalne kino środka, jakiego w polskim kinie brakuje. Historia na pierwszy rzut oka przygnębiająca, a tak naprawdę - pokrzepiająca. Pieprzyca mógłby podpatrzeć skandynawskich kolegów po fachu, którzy od lat opowiadają historie w podobnym tonie, by wymienić "Jabłka Adama" Andersa Thomasa Jensena, a ze świeższych tytułów "Wesele w Sorrento" Susanne Bier. Bohaterka tego ostatniego filmu jest po czterdziestce i choruje na raka. Acha, jest to oczywiście komedia romantyczna.
 


9. Marcin Koszałka


Napisać o nim, że jest "autorem kontrowersyjnych filmów dokumentalnych" to tak, jakby niczego nie napisać. Mocne historie to jedno, ale Koszałka potrzebuje także unikalnej filmowej formy dla swojej osobowości, wyraźnie nużąc się tym, co już zostało wymyślone. Przechodząc do fabuły ("Czerwony pająk" ma mieć premierę w tym roku) może powinien wymyślić własny styl, ale kompletnie i totalnie tak jak Lars von Trier swoją dogmę? No i jeśli jest szansa na polską "Nimfomankę", to tylko z Koszałką w roli podglądacza. To znaczy reżysera.
 

10. Bodo Kox


Zadziwił "Dziewczyną z szafy", legitymizując w polskim kinie postacie dziwaków, ekscentryków lub po prostu nadprogramowych wrażliwców. Ciekawe, co by było, gdyby reżyser zajrzał do tytułowej szafy głębiej, czy nawet - zostając przy meblarskiej metaforze - zbudował ją według własnego projektu? Koxowi chcemy podrzucić dwa typy: jeden lubi gadżety oraz animację poklatkową i nazywa się Michel Gondry. Drugi lubi wchodzić do głowy znanym aktorom lub zaglądać w duszę hipstera i jest to Spike Jonze. No i obaj mają niesamowicie twórczy nieład w swoich szafach.


Bejbi blues, reż. Katarzyna Rosłaniec

11. Bartosz Konopka


"Lęk wysokości" należy do ojcowsko-rozliczeniowego nurtu w polskim kinie. Jest subtelny, skupiony na emocjach, wyciszony. Czy taki będzie też drugi film Konopki, nomen omen, "Niemy"? Według dostępnych opisów ma to być opowieść o chrystianizacji pogan gdzieś w Europie, gdzieś w przeszłości. Reżyserowi chcemy wykrzyczeć tylko dwa imiona i jedno nazwisko: Nicholas! Winding! Refn! Tak, chodzi o autora "Valhalla: Mroczny wojownik". Wszystko jasne?
 

12. Katarzyna Rosłaniec


Zbesztana przez krytykę jak rozwszeszczany bachor reżyserka na bieżąco ogląda mnóstwo nowych filmów, co zresztą potem widać w jej własnym. I dobrze, bo edukacja filmowa rodzimych twórców nie powinna kończyć się na Bergmanie i Kieślowskim. Kogo mogłaby pilniej śledzić? A gdyby tak… Lynne Ramsay? W "Musimy porozmawiać o Kevinie" jest i bejbi i blues, a z banalnych klocków powstała nieoczywista konstrukcja. Narracja wizualna jest równie ważna, co literacka, co może ułatwić autorce komunikację z widzem.
 

13. Marek Lechki


Znów - subtelne kino o męskich emocjach ("Erratum"). Trochę nostalgii, trochę szukania siebie na podwórkach z przeszłości. I na bezdrożach. Tak, pijemy tutaj do Alexandra Payne'a, który nigdy nie wiadomo, czy zrobił film wesoły czy właściwie smutny. Kapitalnie wyważona między czernią i bielą - także metaforycznie - "Nebraska" to dobry trop dla Lechkiego. W polskim kinie brakuje opowieści zabawnych, krzepiących i refleksyjnych jednocześnie, bo wśród reżyserów cieszy się wzięciem tylko ta ostatnia jakość. Proponujemy wykonanie erraty.
 


14. Feliks Falk


Moralny niepokój wciąż się go trzyma, zarówno we współczesnych jak i historycznych filmach (poważna jak kazanie "Joanna"). Bohaterowie wadzą się z normami, zasadami, społeczeństwem. Emocje, namiętności i pragnienia są poza kadrem, a szkoda, bo jak widać choćby w filmach Stephena Daldry'ego ("Billy Elliot", "Lektor") można pokazać jedno i drugie. Inny trop to ta nudna Rumunia i jej wodzirej, czyli Cristian Mungiu ("4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni") świetnie zderzający człowieka z systemem, bez pomijania jego drobnych, ludzkich spraw.
 

15. Leszek Dawid


Przyszedł z kina dokumentalnego, co czuć w dystansie, jaki zachowuje do bohaterów i ich historii. Może warto by go przełamać? Zagubiony w rzeczywistości bohater nie ugryzie, o czym przekonuje Joachim Trier w "Oslo, 31 sierpnia". "Ki" pewnie by się w tym mieście równie przekonująco gubiła, co Anders. A teraz coś z zupełnie innej beczki: Neil Blomkamp, bo dlaczego nie? Oba jego filmy - "Dystrykt 9" i "Elizjum" to tak naprawdę kino krytyki społecznej, tyle że w kostiumie science-fiction. Jeśli Dawidowi udałoby się zadebiutować w tym gatunku, zaśpiewamy mu "Jesteś bogiem".


Obława, reż. Marcin Krzyształowicz

16. Tomasz Wasilewski


Jest grzeczny i konwencjonalny, nawet jeśli opowiada o bohaterach, na widok których część polskiego społeczeństwa (większość?) chętnie by splunęła. Nie chodzi o to, żeby Wasilewski opowiadał ostrzej, zadziorniej, czy szokująco, choć polska wersja "Nieznajomego nad jeziorem", o obcych na plaży w Chałupach, byłaby na pewno ciekawą wycieczką. No i w tym filmie nie brakuje poczucia humoru i zabawy filmowym gatunkiem. Może warto by po prostu zanurkować głębiej, tak jak laureat Oskara, Steve McQueen? Pogrzebać w duchowej pustce i z niej zrobić temat filmu. Drugi kierunek to stylistyczne pieszczoty spod znaku Xaviera Dolana - stylówa reżyserów już się zgadza.
 

17. Jacek Borcuch


Najbardziej melancholijny z współczesnych polskich reżyserów kojarzy się trochę z Gusem van Santem, Jimem Jarmushem i Sofią Coppolą. "Somewhere. Między miejscami" to film, pod którym autor "Wszystko co kocham" mógłby się spokojnie podpisać. Ale ciekawi nas inny trop - filmowca rozsadzającego ekran swoją fantazją, gdzie to, co normalne, jest oboczne i krępujące. Facet nazywa się Wes Anderson i zrobił "Genialny klan", "Rushmore", "Podwodne życie ze Steve'm Zissou", a potem resztę filmów. Jest jeszcze jeden kurs: to kinowa duchowość spod znaku Terrence'a Malicka, twórcy zawieszonego między tym co ulotne i nieulotne.
 


18. Marcin Krzyształowicz


Co by było, gdyby reżyser "Obławy" opowiedział współczesną historię, ale taką, która ma gęstość ołowiu? Tutaj można się posiłkować tematami z pierwszych stron gazet, ale też zajrzeć pod podszewkę rzeczywistości i tropić opowieści nieodkryte. Trochę jak Kathryn Bigelow we "Wrogu numer 1", czyli nudnej, żmudnej i supertajnej historii pojmania Osamy ibn Ladena. We współczesność warto zainwestować także dlatego, że druga wojna światowa wkrótce nie będzie miała przed polskimi reżyserami więcej tajemnic.
 

19. Mitja Okorn


Po tym, jak zadebiutował "Listami do M." nie ma sensu podrzucać w jego stronę nazwiska Richarda Curtisa. Jeśli Okorn poczuł miętkę do komedii romantycznej, może chciałby poeksperymentować z tym gatunkiem? Spojrzenie kierujemy w stronę Sundance, gdzie zabłysnął Marc Webb, reżyser "500 dni miłości". Twórcze przeniesienie tego pomysłu na nasz grunt oczywiście nie polega na nakręceniu "100 dni wiosny", ale może warto zaproponować bohatera, który nie pasowałby do świata żadnego tvnowskiego serialu?
 

20. Adrian Panek


Jego debiutancki "Daas" zaskoczył między innymi kontrastem, bo przyzwyczailiśmy się, że kino historyczne musi mieć epicki oddech. W filmie Panka miga dawno nie widziana metafizyka i filozofia. A co by było, gdyby reżyser poszedł w ślady Ridley'a Scotta, którego początki były po prostu epickie? "Obcy" i "Łowca androidów" to śmiałe połączenie kina emocji i myśli. I też nie trzeba przy takich fantastyczno-naukowych filmach silić się na budżet, co pokazał z kolei Duncan Jones w "Moon".


Chrzest, reż. Marcin Wrona

21. Krzysztof Skonieczny 


Jeśli chce mieć naprawdę hardkorową karierę i rozwalić system od środka, autor "Hardkor Disko" musi jechać po bandzie. Żadnych półśrodków, przemyślnych intelektualnych gier - trzeba widza walnąć między oczy, żeby tańczył, jak mu reżyser zagra, a potem coś ewentualnie tłumaczyć. Trop idealny - Gaspar Noe, który zamienia kamerę w duszę zmarłego narkomana ("Wkraczając w pustkę"), cofa czas, żeby uzmysłowić, czym jest przemoc ("Nieodwracalne") lub zagląda z kamerą do rzeźni ("Carne"). Trop zapasowy - Harmony Korine, totalny i bezkompromisowy zarówno przy eksperymentach filmowych ("Trash Humpers") jak i przyjaznym arthousie ("Spring Breakers").
 

22. Anna Kazejak


Reżyserka ma słabość do silnych, zbuntowanych kobiet, może więc powinna iść śladem Andrei Arnold. Pamiętacie awanturnicę Mię z "Fish Tank"? Ostra, bojowa, a przy tym szalenie wrażliwa bohaterka była przewodniczką nie tylko po swoim wewnętrznym świecie, ale i zdezelowanym osiedlu. Kontekst społeczny jest tu równie ważny co psychologiczny, czego polskiemu kinu zdecydowanie brakuje. Co dalej? Oczywiście nie sugerujemy odbijania cudzej kariery na kserokopiarce, ale wyobraźcie sobie adaptację "Nad Niemnem" w autorskim, drapieżnym stylu, w jakim Arnold opowiedziała "Wichrowe Wzgórza". Te opisy przyrody...
 

23. Marcin Wrona 


Dwa pierwszy filmy - podobne do siebie jak bliscy kuzyni - nakręcił w ciągu dwóch lat i zwolnił tempo. Świetny stylista, wyraźnie lepiej się czuje w świecie męskich porachunków, więc może powinien zerkać w kierunku mistrza Martina Scorsese? Szemrany światek nasycony lokalnym kolorytem, droga na szczyt i bolesny upadek głównego bohatera, postacie kobiet, które rzadko są partnerkami, częściej rekwizytami (także "Wilk z Wall Street") - ten typ opowieści u Wrony jest, ale mogłoby być bardziej wyrazisty. Jeśli nie twórca "Chłopców z ferajny", to dobrym wzorem byłby Brazylijczyk Jose Padilha. Niby pokazuje tylko naparzankę w slumsach Rio de Janairo, a tak naprawdę opowiada o skorumpowanym do najniższych warstw gleby świecie.
 
[Ola Salwa]