Alan Cumming o prawie homoseksualistów do adopcji

Alan Cumming
W latach 70. sytuacja wychowywania dziecka przez dwójkę rodziców tej samej płci była nie do wyobrażenia. Dziś to się zmieniło, ale ten proces wciąż potrzebuje wsparcia - mówi nam Alan Cumming, którego od piątku możemy oglądać na ekranach polskich kin w filmie "Lada dzień".
 
Artur Zaborski: Najbardziej znany jesteś chyba z roli w „X-Men". Moda na ekranizację komiksów trwa, a ty decydujesz się zagrać w kameralnym dramacie „Lada dzień". Dlaczego?
 
Alan Cumming: Mój bohater, Rudy, to świetna postać i cudowna rola. Przed kamerą musiałem robić sporo dziwnych rzeczy. Nie tylko grałem, ale też śpiewałem piosenki, występowałem jako drag queen. Dopiero przy „Lada dzień" uświadomiłem sobie, jak wielka jest rola piosenek w filmie. Tutaj nadają one właściwie wydźwięku całości.
 
To był twój pomysł, żebyś śpiewał? Jesteś w tym świetnie wyćwiczony dzięki występom na Broadwayu.
 
To historia oparta na faktach i ich musieliśmy się trzymać. Na szczęście nie w tym przypadku (śmiech). Prawdziwy Rudy był drag queen, ale jego występy ograniczały się do tańca. Pomysł na to, żeby mój bohater śpiewał, przyszedł do głowy reżyserowi, Travisowi Fine'owi. Najwięcej problemów dostarczył nam wybór piosenek. Travis uparł się, żeby na końcu pojawił się Bob Dylan, ale ja nie znałem kawałka, o który mu chodziło. Powiedział mi wtedy: Nie przejmuj się, prześlę ci go. Po czym dostałem link do youtube'a.
 
A co z ideą filmu? Sądziłem, że to jego pro-adopcyjny wydźwięk był dla ciebie najważniejszy przy wyborze roli.
 
Wierzę w tę ideę. Film dotyka problemu adopcji dzieci przez osoby homoseksualne, czyli problemu, który także współcześnie jest niezwykle poważny. Wtedy, w latach 70. XX wieku, kiedy toczy się akcja filmu, sytuacja wychowywania dziecka przez dwójkę rodziców tej samej płci była praktycznie nie do wyobrażenia. Dziś to się trochę zmieniło, ale ten proces potrzebuje wsparcia. Wydaje mi się, że przez to, że bohaterami tego filmu są kochający siebie i dziecko mężczyźni, którzy naprawdę świetnie się nim zajmują, uświadomi ludziom, że sytuacja jest poważna. Że w końcu dowiedzą się, że o prawo do adopcji ludzie walczyli, walczą i będą walczyć.
 
Tak jak w twojej rodzinnej Szkocji, gdzie adopcje są legalne od 2008 roku.
 
Jestem bardzo poruszony i ciekaw sytuacji politycznej tam. Bardzo często tam wracam, dokumentuję to, co tam się dzieje. Zaczynam rozumieć, jak wielki wpływ moja ojczyzna miała na ukształtowanie mnie, jak bardzo państwo wpływa na jednostkę. 
 
W Polsce nie ma tak różowo. Wciąż mamy problem z włączeniem w życie społeczne osób z zespołem Downa. To właśnie chłopca z tym syndromem chce adoptować twój bohater ze swoim partnerem.
 
Cieszę się, że – tak jak mówisz – włączenie takiej osoby w życie społeczne może odbywać się poprzez udział w  filmie. Isaac, który gra chłopca z zespołem Downa, od dawna marzył o tym, żeby wziąć udział w filmie. Był takim dobrym duchem na planie, na którym było niewyobrażalnie ciężko pracować. Isaac zawsze rozbrajał nas swoim ślicznym uśmiechem i czystością – kiedy był szczęśliwy skakał z radości, kiedy był smutny – ryczał jak bóbr. Ta czystość uczuć urzekła chyba wszystkich.
 
Pamiętam, że kręcąc jedną ze scen, Isaac powiedział do mnie: Już nie mogę się doczekać oscarowej nocy. - O tak – odpowiedziałem. - Zamierzam podziękować Travisowi oraz... - popatrzył na mnie i dodał – jak ty masz właściwie na imię? I nie był to żart z jego strony.
 
[Rozmawiał: Artur Zaborski]